29 lip 2009

W rodzinnych stronach stałam się pionierką nordic walking. Pewien mężczyzna w autobusie zapytał mnie, czy to na męża, te kijki. Zgodnie z prawdą odparłam, że na szczęście nie mam męża, na co on, że bałby się takiej kobiety, na co ja że słusznie. A na każdym kroku niemal udzielałam odpowiedzi na pytania o właściwe kijki, ceny tychże i odpieram zarzuty o brak nart. Jak tak dalej pójdzie, będę rozdawać autografy. Nawet myślałam o kursie dla trenerów i prowadzeniu tu zajęć w wakacje, ale M., która się na tym zna oznajmiła, że aby być trenerem czegokolwiek trzeba skończyć AWF, a tak to mogę być co najwyżej pomocnikiem trenera. I bądź tu człowieku przedsiębiorczy. Nie będę za nikim nosić kijków!

2 komentarze:

bagienny pisze...

Używam kijków jedynie w górach.
Swoją drogą mimo popularności i nawet podręczników czy kursów ludzie dalej wiosłują ;]
W kwestii prowadzenia kursów zaczyna się trochę zmieniać. Ale musiałabyś i tak zrobić studia podyplomowe, żeby móc jakieś zajęcia ruchowe prowadzić.

Niedoszły Bibliotekarz pisze...

no dobrze ale czy żeby być trenerem naprawdę jest potrzebny papier...

nie dajmy się biurokracji zwariować czy naprawdę aby ćwiczyć innych w czymś na czym się znamy potrzebujemy podpierać się papierem?

Ja jestem dobry w gadaniu głupot i puszczaniu oczka do dziewczyn więc jaki wydział mam skończyć by innym tą wiedzę przekazywać? Czy ktoś mi jest w stanie zabronić zrobić kurs podrywu dziewczyn bo żadna uczelnia nie ma takiego kierunku? a może jacyś bliżej niesprecyzowani ONI narzucą mi posiadanie dyplomu jakiejś pedagogiki albo socjologi?

etam kijki w dłoń i szkol kogo chcesz jak znajdziesz chętnych! Sokrates też nie miał żadnego certyfikatu a ilu wyszkolił :)