13 paź 2018

Oddaj książki. Z wdzięcznością

Minimalizm - modny styl życia wciąż bywa uważany za dziwactwo, łączony jest z byciem abnegatem albo dorabianiem ideologii do biedy. Czym jest naprawdę wyjaśnia w swojej świetnie napisanej książce Anna Mularczyk-Meyer. Do jej "Minimalizmu po polsku czyli jak uczynić życie prostszym" wracam co jakiś czas, gdy przejedzie po mnie reklamowo-konsumpcyjny czołg. Ostatnio dodała mi też otuchy, gdy - z racji przeprowadzki do innego miasta - robiłam selekcję w domowym księgozbiorze. 

Książki to nie tylko przedmioty - to nośnik myśli i uczuć, czasem patrzy się na nie wręcz jak na przyjaciół. Te, które dopiero czekają na swoją kolej, wydają się jeszcze atrakcyjniejsze, bo są obietnicą przyjemności, zapowiedzią miłych chwil, biletem w podróż na nieznany ląd. Przy zwariowanym tempie współczesnego świata oraz dużej aktywności rynku wydawniczego łatwo jednak wpaść w pułapkę kompulsywnego kupowania książek do przeczytania kiedyś. Jednocześnie przechowuje się wszystkie już przeczytane oraz te, do których jeszcze nie udało się zajrzeć. Regały się zapełniają, stosy na stoliku nocnym rosną, a szans na przebicie się przez te zapasy raczej nie przybywa. Narasta za to frustracja - kiedy wreszcie znajdę czas na czytanie? 
Nikomu to nie szkodzi, tyle że to kolejny przykład niezbyt rozsądnego wydawania pieniędzy. Nie samo kupowanie książek, lecz nabywanie ich w ilościach przekraczających  możliwości czasowe. A przecież  miłośnicy literatury mają jeszcze często w zwyczaju wypożyczać książki z bibliotek i pożyczać je od znajomych i rodziny. 
Z miłością do książek walczyć nie należy. To piękny nałóg  i na pewno nieszkodliwy. Za to warto nauczyć się dzielić tą radością i uwalniać te książki, do których nie zamierza się wracać. Zwykle po pierwszej lekturze wiemy, czy będziemy chcieli do danej pozycji jeszcze zajrzeć. Nasze domy przypominają jednak niekiedy biblioteki zastawione setkami zakurzonych tomów czekających na dzień, który nigdy nie nadejdzie. Tymczasem książki żyją tylko wtedy, kiedy ktoś je czyta. Pozwólmy im się odrodzić, zamiast samolubnie przetrzymywać je pod kluczem (...).
Zostawiajmy sobie tych najlepszych, sprawdzonych i wiernych przyjaciół. Większość przeczytanych książek to przecież raczej jednorazowi znajomi, towarzysze jednej podróży, nieraz sympatyczni i czarujący, lecz czuje się, że głębszej relacji z tego nie będzie. Było miło, interesująco, pouczająco, zabawnie, ale więcej się nie spotkamy. A gdzieś być może ktoś czeka, by jeden z naszych przygodnych znajomych zmienił jego życie. 
Autorka mówi też o gromadzeniu książek z próżności i chęci uchodzenia za intelektualistkę. Kiedy zaczęła swoją przygodę z minimalizmem  - przestało to mieć dla niej znaczenie, ponieważ nie chciała udawać kogoś kim nie jest, by zaimponować innym. 
A. Mularczyk-Meyer, Minimalizm po polsku czyli jak uczynić życie prostszym, Black Publishing, Wołowiec 2014.
 Wpis dotyczy minimalizmu, ale nie będzie ascetyczny, gdyż ostatnio wpadła mi w ręce (w bibliotece, rzecz jasna) inna książka dotycząca tego zagadnienia. "Im mniej, tym więcej" to książka jednego z czołowych amerykańskich minimalistów. I ma się do wspomnianej wcześniej pozycji mniej więcej tak jak disnejowski Tygrysek do Kłapouchego. Oczywiście, że Tygrysek jest sympatyczny, ale z pewnych względów wolę towarzystwo Kłapouszka. Joshua Becker - autor "Im mniej, tym więcej" takie ma rady dla zbieraczy książek:

*Zrozumcie, że książki was nie określają. Książki dodają wartości. Przyczyniają się do tego, kim jesteście. Lecz nie decydują o tym, kim jesteście, obojętnie, czy jest ich dużo, czy ich brak.
*Pamiętajcie, że wspomnienie o książce to nie to samo co sama książka. Czasami przed usunięciem książki powstrzymuje nas to, jakie wywołała w nas uczucia. Często zapisanie tych uczuć i tych związków ułatwia przekazanie książki komuś, kogo zachwyci ona w równym stopniu. 
* Pomyślcie o przekazaniu dobrych książek jako daru miłości. Jeżeli trzymacie dobrą książkę na półce, to tym samym nie dzielicie się nią z kimś innym. Podzielcie się swoją radością. 
*Wyznaczcie rozsądne granice swojego księgozbioru. Granice pomagają nam szybko odróżnić to, co najważniejsze, od tylko ważnego. Pomagają realizować wiele dążeń; wykorzystajcie je. 
* Udzielcie sobie zezwolenia na zatrzymanie ulubionych pozycji. Pamiętajcie, "mniej" to coś innego niż "nic". Wybierzcie ulubione książki i trzymajcie je przy sobie. Świadomość, że wszystkie decyzje podejmujecie sami i nikt was do niczego nie zmusza, da wam poczucie wolności. 
*Czytajcie raczej wersje elektroniczne niż drukowane. Na dzisiejszych czytnikach możecie zmagazynować dziesiątki książek, a są to urządzenia dużo mniejsze od tanich papierowych wydań. Trzymanie tak wielu książek na czytniku to w pewnym sensie także bałagan - cyfrowy. Jednak on mniej nam przeszkadza, stanowi mniejszy ciężar i jest łatwiejszy w dostępie i magazynowaniu niż książki drukowane.  
Kiedy przeczytałam, że mam wybrać ulubione książki i trzymać je przy sobie, wyobraziłam sobie, że musiałabym mieć torebkę Hermiony. A tak serio i bez czepiania się, zabrakło mi w tych radach zachęty do korzystania z oferty bibliotek. Ale to chyba niekoniecznie jest w interesie autora, który wydał o minimalizmie pięć książek i pewnie nie jest to jego ostatnie słowo... 
Joshua Becker, Im mniej, tym więcej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017. 



 

21 wrz 2018

Homo "wątpliwy" sapiens - cytat(y) dnia

Z książki "Nagi umysł : dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Ludzka natura bez złudzeń", prof. Bogusław Pawłowski w rozmowie z Tomaszem Ulatowskim:
Ludzkość pędzi dziś ekspresem, który nabrał takiej prędkości - w sensie wzrostu wielkości populacji, że musi się wykoleić. Bo ekologiczne tory naszej planety nie pozwalają nam na nieskończony rozwój. Więc albo zwolnimy, albo czeka nas katastrofa.
Już teraz każdego roku przejadamy o połowę więcej zasobów, niż  Ziemia jest w stanie odbudować. Żyjemy więc na kredyt. To bezprecedensowa sytuacja, żeby na pulsującej życiem planecie jakiś organizm będący najwyższym ogniwem łańcucha pokarmowego zyskał tak olbrzymią przewagę. Ten ekspres musi się więc wykoleić.
(...) Biolodzy mówią, że każdego dnia ginie przeszło 20 gatunków. Na naszych oczach i - co gorsza - przy naszej pełnej świadomości na Ziemi trwa kolejne wielkie wymieranie, które tym razem spowodował nie meteoryt czy wulkan, ale wszędobylski, superinteligentny człowiek.  W dalekiej przyszłości, jeśli taka oczywiście będzie udziałem naszego gatunku, ludzie będą nazywać to wielkim antropicznym wymieraniem wywołanym niedostosowaniem się natury człowieka do jego technologicznych możliwości. Efekt niemożności wyzwolenia się umysłów z ewolucyjnych uwarunkowań, zachłanności i głupoty ówczesnego przemysłowego, jakże krótkowzrocznego, Homo "wątpliwego" sapiens. 
Niestety, ewolucja ukształtowała nas tak, że ważne jest to, co moje, tu i teraz. Myślimy nie globalnie, tylko prowincjonalnie. Dlatego na przykład premiujemy różnymi ulgami podatkowymi rodziny wielodzietne, zamiast promować dwójkę dzieci (...). W demokracji politycy dają ludziom to, czego ci ludzie chcą, do posiadania czego namawia ich ewolucja.  Niech szlag trafi świat, my się rozmnażamy! Bo tego wymaga ewolucyjny imperatyw i tak dyktują w wielu religiach boskie nakazy. 

Nagi umysł : dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Ludzka natura bez złudzeń, Warszawa 2016

 

8 wrz 2018

Biblioteka - okno na świat

Z kronikarskiego obowiązku przedstawiam dziś fragment z książki "Savoir-vivre dla najmłodszych czyli zasady towarzyskiej ogłady" (A. Nożyńska-Demianiuk, Wydawnictwo Ibis, Poznań 2016):

"Biblioteka jest nie tylko miejscem, w którym wypożycza się książki.  To obszar kontaktu z kulturą, wymiany informacji, doświadczeń i myśli, to swoiste okno na świat, szczególnie w małych miejscowościach i na wsi, gdzie nie ma teatrów czy kin. Tutaj możecie spotkać ludzi pióra - pisarzy, poetów, a także artystów, malarzy. Biblioteki tętnią życiem - to w nich odbywają się wystawy, lekcje historii, spotkania z ciekawymi ludźmi. Aby można było realizować te piękne projekty, potrzebne jest wasze zaangażowanie, a przede wszystkim kulturalna, pełna ogłady postawa".



Przymykam oko na ostatnie zdanie, które jakoś mi nie pasuje, ale zaraz je otwieram, żeby przyjrzeć się ilustracjom. Po całej książeczce hasają koty:






ilustracje: Katarzyna Kołodziej





5 wrz 2018

Książki nie są do czytania

Dziś chciałabym Wam przedstawić  urocze opowiadanie dla dzieci Pawła Beręsewicza - "Sposób na Adama". Główny bohater w deszczowe popołudnie wybrał się z mamą do biblioteki i czekał aż mama "wybierze swój cotygodniowy zapas książek". Sam nie czytał, bo "książki są dla dziewczyn". Jednak wesoła bibliotekarka znalazła sposób na niechętnego czytaniu chłopca. Poprosiła go o pomoc w przeniesieniu książek, które "nie były do czytania" a służyły do wysuszenia jesiennych liści. Adam zauważył jednak książkę ze smokiem na okładce i do domu wracał już "trzymając książkę pod pachą", a razem z nim "wędrowały smoki, rycerze i te nieznośne księżniczki, które wiecznie pakowały się w kłopoty i trzeba je było ratować". 

Paweł Beręsewicz, Sposób na Adama; Górski żurek, il. Magdalena Kozieł-Nowak, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2017.
Ciekawe, że mama odwiedza bibliotekę co tydzień, a bibliotekarka - wbrew stereotypowi - nie nosi okularów. Urzekające ilustracje Magdaleny Kozieł-Nowak przedstawiają bibliotekę jako miejsce niezwykle kolorowe. Kiedy na lekcjach bibliotecznych pytam dzieci o to dlaczego czytamy książki, najczęściej słyszę (bez względu na grupę wiekową): "żeby się czegoś dowiedzieć, nauczyć". To oczywiście ważne, ale staram się podkreślać, że czytamy dla przyjemności. Głośne czytanie krótkiego opowiadania "Sposób na Adama" może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy na ten temat z młodymi czytelnikami.

30 sie 2018

Biblioteka - nieistotne usługi

"Rada miejska zamierza zredukować nieistotne usługi" - taką deklarację odnośnie biblioteki usłyszeli mieszkańcy miasteczka Bramble. To miasteczko z kart młodzieżowej powieści "Kroniki Amora" Coleen Paratore.  Jednak sposób potraktowania biblioteki przez władze - w tym przypadku najpierw skrócone godziny otwarcia, a potem być może przejęcie księgozbioru przez filie w sąsiednich miastach - to nie jedynie fikcja literacka, o czym dobrze wiedzą na co dzień kierujący bibliotekami.

Mieszczącą się "w starym, ceglanym budynku" Biblioteka Miejska w Bramble kieruje pani Saperstone - bibliotekarka, która "kiedy opowiada o książkach, jest tak podekscytowana, że (...) wydaje się zawsze młoda". Pani Saperstone czyta trzy książki dziennie, dzięki czemu "nie przegapi żadnej dobrej" i "zawsze wie, które książki są dobre". 



Na pomoc bibliotece rusza główna bohaterka powieści Willa Havisham - wielbicielka Szekspira, która - jak sama o sobie twierdzi - "urodziła się pozbawiona genu cierpliwości", ma za to "potrójną zdolność do zamartwiania się". Willa często się przeprowadzała i trudno jej było zawierać trwałe przyjaźnie. A "przyjaciele, których znajdowała w książkach" zawsze byli obok niej. Willa uważa, że "nowe książki pachną jak atrament, a stare są bardziej tajemnicze", ale "kocha je wszystkie" i dlatego postanawia ratować swoją ukochaną bibliotekę i panią Saperstone. Bo przecież "nie każdy może sobie pozwolić na kupno każdej książki, którą chciałby przeczytać. Po to są biblioteki".  Willa zbiera więc doniesienia prasowe o bibliotekach w innych miastach i okazuje się, że "Bramble nie jest jedynym miastem, w którym biblioteki mają kłopoty".  "Wygląda na to, że głupota się rozprzestrzenia" - kwituje pomysł zamknięcia biblioteki Willa. Uważa też, że "bibliotekarze swatają ludzi z książkami". Najlepsza przyjaciółka bohaterki - Tina -  uważa że "biblioteki są dinozaurami" i "może nadszedł czas, żeby wyginęły", bo przecież jeśli chce się przeczytać jakąś książkę - można ją kupić, a przy odrabianiu pracy domowej wystarczy "poszperać w sieci". Tina, widząc starania przyjaciółki o ocalenie biblioteki, zaczyna zmieniać zdanie i wspierać Willę we wszystkim.  

Willa często odwiedza panią Saperstone, aby ją wesprzeć. Bibliotekarka  opowiada dziewczynce jak kiedyś wypożyczało się książki:
"Wpisywało się swoje nazwisko na kartę, która znajdowała się w kieszonce z tyłu książki. To sprawiało, że wypożyczenie książki stawało się czymś osobistym. Jak gdyby wypożyczało się coś szczególnego (...). Można było spojrzeć na kartę i zobaczyć, kto czytał daną książkę przed tobą. Kiedy widziało się te nazwiska, czuło się związek z ich właścicielami. A kiedy wpisało się własne, związywało się siebie samego z wszystkimi tymi ludźmi, którzy przeczytają daną książkę po tobie".
I dalej:
"Książka to żywy przedmiot. Przenika do twojego umysłu i serca i kształtuje twój sposób myślenia i odczuwania. Każda książka, którą czytasz, staje się częścią ciebie (...). Czasami widzę smugę sosu na stronie, na której opisana jest jakaś śmieszna scena. Wtedy myślę sobie, że może osoba, która czytała tę książkę przede mną jadła pizzę, kiedy roześmiała się w tym momencie. Albo widzę plamkę wielkości łzy na stronie ze smutną sceną i myślę o osobie, która czytała ten fragment i wzruszyła się do łez tak jak ja".

Oprócz wspaniałej bibliotekarki w powieści pojawia się też księgarz-pasjonat. Miłość do książek wypełnia strony tej zgrabnie napisanej powieści, na równi z pierwszą, młodzieńczą miłością przeżywaną przez główną bohaterkę. Szybkie tempo narracji i galeria ciekawych postaci, przedstawionych przez autorkę z czułą wyrozumiałością, sprawiły, że "Kroniki Amora" czytałam z przyjemnością, choć pierwsze zakochanie mam już daaaawno za sobą. 

20 sie 2018

Bibliotekarz - zawód dla starych pryków

Przedstawiam Wam najbardziej irytującego bibliotekarza, jakiego spotkałam do tej pory w literaturze. To Bronisław Mączyński, zwany Bronisiem - bohater książki "Cień dłuższego ramienia" i jej kontynuacji - "Renesansowej przygody" Haliny Popławskiej. 

Broniś - "nieśmiały, małomówny i nie lubiący wysuwać się na plan pierwszy", postanawia, za radą swej ciotki Zuzanny, poszukać pracy w bibliotece. Ukończył historię, ale jak sam przyznaje "nie miał pojęcia o bibliotekarstwie". Dyrektor miał jednak nadzieję, że w Bronisiu "obudzi się prawdziwe bibliotekarskie powołanie" i skierował go do Działu Dziewiętnastowiecznych Druków, by uporządkował tam zbiory.

Bronisia zajmuje ta "praca, nużąca monotonią" i "bez nadziei" jaką jest "katalogowanie - czynność pogardzana przez całą naukową, biblioteczną górę". Początkowo wydaje mu się, że "byle kretyn to potrafi", ale w miarę upływu czasu przekonuje się, że to "sztuka wymagająca erudycji i oczytania". 
Praca zajmuje go bardzo i kiedy do Biblioteki przyjeżdża z wizytą dyrektor Paryskiej Biblioteki Narodowej "Broniś, pozbawiony zainteresowań tego typu, nie pragnął pogłębić swych wiadomości z dziedziny bibliotekarstwa i korzystał z ogólnego rozgardiaszu, by znikać na całe dnie w starym magazynie, dziwiąc się w duchu, że tych bibliotekarzy bardziej interesowały mgliste problemy teoretyczne niż tak pasjonująca rzecz jak książka". 

 "Monotonny biblioteczny tryb życia" i praca wśród "bibliotecznych ramoli", "których łatwo było rozpoznać, ubranych w ciemnozielone fartuchy", nagle przyspiesza za sprawą panny Klary Michałowskiej - "najpiękniejszej dziewczyny w Bibliotece Narodowej". Wszyscy dziwią się, dlaczego taka piękna dziewczyna wybrała "taki skromny, zapoznany dzisiaj zawód", w którym "ani dochodów, ani innych splendorów". A przecież kobiety pracujące w bibliotece, według wieloletniego pracownika pana Błażewicza, to:
"skromne pszczółki, cierpliwe, ciche z rzadka tylko kłute żądełkiem ambicji. Kochają książki i są szczęśliwe głaszcząc pięknie oprawne w jedwabisty safian tomy. Wraz z osiadłym na półkach pyłem przeszłości wdychają książkowego bakcyla, który nie opuści je aż do śmierci, jak i one do końca życia nie opuszczą Biblioteki. Znałem takich, co się buntowali za młodu, uskarżając się na zbyt niskie zarobki i brak szacunku u społeczeństwa dla stanowiska bibliotekarza, ale zostali, zabrakło im siły, aby rozstać się z tą cichą, zdawałoby się nikomu niepotrzebną pracą".
 Sama panna Klara uważa bibliotekę za "zbiorowisko nieszczęśników, którym nie powiodło się w życiu" z "najbrzydszymi kobietami, które całe swe zainteresowanie ulokowały w książkach", a "ich widok nie rozpali niczyjego serca" i "na zawsze zamknięta przed nimi kraina miłości", zatem "rzuciły się w pracę, jak inne w ramiona ukochanego".

Powieść to nie romans a - zgodnie z intencją autorki - kryminał historyczny. Główny bohater zostaje zatem uwikłany w poszukiwania śladów notatek rodzinnych w starych księgach i rozwiązanie zagadki ukrytego skarbu, w czym panna Michałowska skutecznie przeszkadza. Praca w bibliotece staje się momentami tak niebezpieczna, że ciotka Zuzanna żałuje, iż Bronisia namawiała do pracy w tym "zawodzie dla starych pryków". Sam Broniś też momentami żałuje życiowego wyboru, martwiąc się, że na zawsze zostanie "popychadłem wśród nudnych bab chorujących na naukowość".

Autorka powieści przyznała, że książka miała być "maleńką, niegroźną satyrką na specyficzny snobizm naukowości" (wywiad do przeczytania tu>>>>), a zainspirowana została pierwszą pracą - w Bibliotece Narodowej, przy opracowaniu zbiorów polskiej szkoły na Batignolles w Paryżu. Dzięki temu świetnie został oddany klimat pracy w bibliotece i nurtujące pracowników problemy dnia codziennego - niektóre niestety aktualne do dziś. Powieść czyta się jednym tchem, choć jak już wspomniałam główny bohater irytuje - głównie przez swoje podejście do współpracowników i pracy, chociaż może to prawo naturszczyka, a wkurzają się tylko takie "biblioteczne ramole" jak ja? 😉

10 sie 2018

Vegetus znaczy krzepki, zdrowy

Sezon grillowy w pełni. Dla tych, którzy na ruszt wrzucają zielone - ku pokrzepieniu - fragment felietonu Barbary Adamczewskiej "Modnie i smacznie", dotyczącego wegetarianizmu

"Niejadanie mięsa było jedną z platońskich zasad, którą uważano za szczególnie korzystną dla człowieka. Dopiero w XIX w. dieta platońska została nazwana wegetariańską. Łacińskie słowo vegetus znaczy krzepki, zdrowy, więc nazwa zawiera wyraźną obietnicę dobrostanu. Przez wieki zwolennicy jarstwa (to jedna z używanych dawniej polskich nazw) byli jednak niewielką grupą. Nie mieli wielu naśladowców Platon i Pitagoras ani Leonardo da Vinci czy XVIII-wieczny poeta Stanisław Trembecki, który dietę platońską zaczął stosować, gdy z powodu niefrasobliwego życia zaczęło mu szwankować zdrowie. 
Dieta wegetariańska doczekała się dobrego czasu w początkach XIX w., zyskała dość szybko sporo zwolenników. Był to okres odkryć w dziedzinie biologii i medycyny oraz coraz bardziej świadomego dbania o zdrowie. W Anglii w 1847 r. powstała pierwsza organizacja wegetariańska - Vegetarian Society - istniejąca do dziś.
W naszych czasach wegetarianizm jest nie tylko modny, ale też jest ważnym sposobem na życie. I ma wielkie rzesze zwolenników (w Polsce ostrożnie szacuje się, że to już co najmniej 3 proc. populacji), którzy są wegetarianami z różnych powodów, nie tylko dlatego, że dbają o zdrowie lub że mięso jest kosztowne. To część spójnego systemu poglądów, w myśl których ważna jest troska o los zwierząt, dbałość o ekologiczne bezpieczeństwo, o przyszłość wyczerpanej matki Ziemi (...).
Zbyt rzadko jednak pada argument, że bezmięsne jest po prostu smaczne. Nauka już dawno rozprawiła się z sugestiami, że wegetarianizm oznacza niedostatek ważnych składników diety. Odpowiednią ilość białka, jak również tłuszczów, witamin i składników mineralnych można zapewnić przez właściwy dobór produktów. Przy diecie wegetariańskiej wystarczy tylko więcej myśleć."

B. Adamczewska, Modnie i smacznie, Polityka nr 32 (3172), s. 94. [ilustr. Pexels]