Nie ma mnie na Fejsie. Szczyt mojego ekshibicjonizmu to ten blog. Czasem czuję, że będąc off line, jestem off life. Omijają mnie akcje, promocje, degustacje. Żyję w innym świecie. Równoległym. Książkowo-radiowym. Lubię to nie wyraża się za pomocą kliknięcia, a uśmiechu nad kubkiem nowo odkrytej herbaty. Czasem czuję się jak dinozaur. Matuzalem niemal. Licho nie śpi i kusi. Tylu znajomych, tyle ciekawych wydarzeń. A ja się zapieram i fukam. Na szczęście są dobrzy ludzie, którzy selekcjonują dla mnie fejsbukowe treści i przesyłają mi na pocztę. Zaglądam do tego świata przez dziurkę od klucza. Przez uprzejmość. Dziękuję.
To też dostałam na pocztę:
Zazwyczaj jestem jak najbardziej za, ale tym razem coś mi zgrzyta w tej akcji... Może to, że nie mnie zaprosili na plakat? ;P



