Tak się stało, że Wyśnione miłości najpierw obejrzałam z P. a potem namówiliśmy na seans filmowy F. Zachwytom nie było końca, a od piosenki przewodniej witamy się słowami Bang bang.
F. dzwoni do P. by w ten sposób go właśnie powitać:
F.: Dzyń, dzyń...
Urocze i bardzo mnie rozbawiło. Jak niewiele rzeczy ostatnio. Ale to już chyba tak jest, że jak człowiek bierze się za bary z przeszłością to otwiera w sobie puszkę Pandory różnych uczuć. Także tych złych. Przypomniało mi się jak będąc małą dziewczynką byłam na badaniach u psychologa. Pani psycholog kazała mi narysować całą moją rodzinę, co też uczyniłam. Następnie do gabinetu została zaproszona moja mama, skąd wyszła z wielce zatroskaną miną. Powiedziała mi, że pani psycholog się o mnie martwi, bo wszystko narysowałam czarną kredką i że to nie dobrze. Na co odpowiedziałam: Mamo, kredki w innych kolorach były połamane...
Nie wszystko jest takie, jakim się na pierwszy rzut okaz wydaje.
F. dzwoni do P. by w ten sposób go właśnie powitać:
F.: Dzyń, dzyń...
Urocze i bardzo mnie rozbawiło. Jak niewiele rzeczy ostatnio. Ale to już chyba tak jest, że jak człowiek bierze się za bary z przeszłością to otwiera w sobie puszkę Pandory różnych uczuć. Także tych złych. Przypomniało mi się jak będąc małą dziewczynką byłam na badaniach u psychologa. Pani psycholog kazała mi narysować całą moją rodzinę, co też uczyniłam. Następnie do gabinetu została zaproszona moja mama, skąd wyszła z wielce zatroskaną miną. Powiedziała mi, że pani psycholog się o mnie martwi, bo wszystko narysowałam czarną kredką i że to nie dobrze. Na co odpowiedziałam: Mamo, kredki w innych kolorach były połamane...
Nie wszystko jest takie, jakim się na pierwszy rzut okaz wydaje.