4 wrz 2013

Jutro przypłynie królowa

Książkę Macieja Wasielewskiego przeczytałam pod wpływem audycji w radiowej Trójce. Wiedziałam, że nie będzie to lekka lektura. I nie chodzi tu o styl - autor reportażu niezwykle zręcznie operuje słowem i opowieść swoją skomponował po mistrzowsku. Duży też ukłon w jego stronę za odwagę. Chodzi bardziej o to, co reportaż odsłania. Co czytelnik przeczuwa, czego dotyka. Mamy oto wyspę - zamieszkałą przez kilkudziesięciu potomków buntowników z okrętu Bounty. Pitcairn, bo o niej mowa rzadko odwiedzają turyści, niechętnie zawijają tu statki. Życie w komunie uczy, że najważniejsza jest wspólnota, ale i że obcy mogą być zagrożeniem. Należy dbać o swoich, ale reguły moralne, czy prawne znane innym, tu są interpretowane inaczej. Bycie tak blisko tych samych ludzi, wiedza o tym czym się zajmują niemal w każdej godzinie dnia, uczy czujności. Bycia w gotowości. Wiecznie pod ostrzałem spojrzeń, mogących zamienić się w oskarżenia o brak lojalności wobec wspólnoty. Wasielewski świetnie oddaje duszny klimat małej społeczności. O najważniejszej warstwie faktograficznej nie wspomnę. Powiem tylko, że w czytaniu tej opowieści towarzyszyły mi takie uczucia jak niedowierzanie, oburzenie, wstręt, żal, wściekłość. Całkiem niezły wachlarz jak na tak niepozorną książkę (liczy raptem 164 strony). Kto chce wiedzieć dlaczego, niech sięgnie po ten reportaż, ale to lektura dla odważnych. I odpornych. Jak napisał o tej książce Filip Springer:
Po jej przeczytaniu człowiek koniecznie i natychmiast chce zrobić coś dobrego, by zmyć z siebie to, czego doświadczył. 

I jeszcze fragment o bibliotece:

Na placu Głównym jest biblioteka. Czynna we wtorki i czwartki przez pół godziny. Książki podpisane imionami bądź inicjałami właścicieli, w każdym razie bez nazwisk. Proza marynistyczna, romanse, kult Bounty. - Kto decyduje o sprowadzanych tytułach? - pytam bibliotekarkę. - Wszyscy, według potrzeb.




1 komentarz:

Barbara Pelc pisze...

Poszukam jej! Strasznie jestem jej ciekawa, brzmi super.