16 maj 2018

Mróz po raz pierwszy

Wybaczcie czytelniczą indolencję. "Nieodnaleziona" to moje pierwsze spotkanie z Remigiuszem Mrozem. I pewnie nie doszłoby do tego spotkania, gdyby nie tekst Jakuba Ćwieka. Trochę jak przed pierwszą randką - oczekiwań miałam sporo, biorąc pod uwagę (o, naiwności!) okładkowe rekomendacje. Herbatka, kocyk i już można się wybrać na literackie randez-vous. Choć temat ciężki i trudny (przemoc wobec kobiet) czytało się dobrze, ale z koniecznymi przerwami (waga tematu). Przymknęłam oko na niedoróbki, stylistyczne wpadki, niewłaściwe użycie słów. Koniecznie chciałam się dowiedzieć, czy Damian Werner odnajdzie zaginioną od dziesięciu lat narzeczoną. I gdy już wydawało mi się, że zagadka jest rozwiązana w sposób, który można skwitować prostym"szacun", wtedy autor pozwolił sobie na fabularną woltę, która zamieniła  "szacun" w "bezsens".


Może coś umknęło mojej uwadze, ale zaproponowane zakończenie opowieści jest niespójne, nielogiczne. Do tego, jeśli porusza się tak ważny temat, to niezbyt dobrym rozwiązaniem jest takie rozłożenie akcentów, które mniej wprawnemu czytelnikowi mogłoby zasugerować, że ofiara jednak zasłużyła na swój los. Przepraszam, że tak kluczę, ale nie chcę zdradzać fabuły, bo może przeczytacie, by wyrobić sobie własne zdanie. Bo ja się raczej z panem Mrozem już nie spotkam. Chyba, że uczyni bohaterką swej opowieści bibliotekarkę...



1 komentarz:

Kaveri pisze...

Kostuś w tym wszystkim najlepszy.:)