Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wybory. Pokaż wszystkie posty

6 mar 2023

Małe życie w wielkim mieście

 "Nigdy nie pragnęłam dużego domu, auta ani ogrodu. Nigdy nie pragnęłam pracy w której zarabiałabym więcej niż średnią krajową, pieniędzy za które mogłabym robić, co mi się tylko podoba, domku letniskowego ani jachtu. Nigdy nie chciałam być dorosła, taka, jak wyobrażałam sobie osobę dorosłą, gdy byłam młodsza. Więc kiedy moi przyjaciele, jeden za drugim, zaczęli się wyprowadzać z miasta, do wielkich domów zamiast wynajmowanych małych mieszkań, gdy zaczęli kupować samochody, by nie musieć jeździć pociągiem, znajdowali sobie dziewczyny, chłopaków, partnerów, żenili się, wychodzili za mąż i w końcu witali na świecie dzieci, to ja wcale im nie zazdrościłam. Bo ja nie chcę takich rzeczy w moim życiu (..). Żyję małym życiem w wielkim mieście i sama sobie to życie wybrałam". 

Nigdy też nie pragnęła mieć dzieci. Linn - trzydziestopięcioletnia bohaterka książki "Nigdy nigdy nigdy". Ta postawa jest dla niej tak bardzo naturalna, jak dla tych, którzy przez całe życie pragnęli dzieci. Jednak spotyka się z przejawami niezrozumienia swojej drogi życiowej i wszystkimi mitami narosłymi wokół bezdzietności z wyboru, a także z absurdalnie dla niej brzmiącymi argumentami "za" posiadaniem dzieci. To niezrozumienie rodzi poczucie pewnego wyobcowania i stawia bohaterkę przed koniecznością przyjrzenia się temu, jaką wybrała drogę i jakie relacje w życiu są dla niej ważne. Nie polaryzuje, nie ocenia, nie dąży do konfrontacji. Obserwuje z duża dozą refleksji i empatii swoich bliższych i dalszych znajomych oraz wybrane przez nich ścieżki.  

"Nigdy nigdy nigdy" jest pełną emocji opowieścią o wolności osobistej i poszukiwaniu tożsamości.  Linn Strømsborg stworzyła powieść bardzo ważną - takiego kobiecego głosu brakowało w literaturze. Końcową scenę powieści uważam za najpiękniejszą scenę miłosną w literaturze. 

Linn Strømsborg, Nigdy nigdy nigdy, przekł. Karolina Drozdowska, Warszawa : ArtRage, 2022.


1 lip 2010

nic nowego, ale...

... mnie rozbawiło. Dr. napisał mam do Ciebie ogromną prośbę, ale proszę nie zawiedź mnie – idź 4 lipca na wybory i zrób wszystko co możesz, aby w niedalekiej przyszłości w czasie spotkań dyplomatycznych Pierwsza Dama nie sikała do kuwety.
Zaskoczona też jestem, bo myślałam że Dr. jest raczej za kotem i kaczką w pałacu. No, no...

4 maj 2010

J(Fe!)K

Nie zastanawiałam się nad tym czy JK wykorzysta w jakiś sposób żałobę po zmarłym bracie w swojej kampanii, bo to było akurat oczywiste. Nie śmiałam nawet pomyśleć, że może zachować klasę i w ogóle się do tego tragicznego wydarzenia nie odwoływać. Niemniej rozdawanie zdjęć zmarłej pary prezydenckiej za podpis na listach poparcia wydaje mi się mocno niestosowne i argument o kontynuowaniu dzieła (chyba zniszczenia) brata w ogóle do mnie nie przemawia. I tak jeden taki co ukradł księżyc wjedzie do Pałacu Prezydenckiego na białym koniu współczucia, a pierwszą damą zostanie kot.