5 sie 2013

Lodówka za książkę

Podobno pewien Kanadyjczyk wymienił biurowy spinacz na dom. Oczywiście nie od razu i nie bez pomocy ludzi dobrej woli. W czasach do których wielu wraca z sentymentem, ale też o których wielu chciałoby zapomnieć - mój przyjaciel - wówczas jeszcze nie bibliotekarz, ale już miłośnik literatury - pracował w sklepie. I opowiedział, że rzuconą wówczas na reglamentowany rynek powieść "Przeminęło z wiatrem", kierowniczka tego sklepu uzyskała oddając komuś lodówkę. Lodówka za książkę! To dopiero coś! 
Po tytuł ustawały się kolejki, a w bibliotekach trwały nań zapisy. Ogromna, w czasach niedoboru, chęć posiadania jakieś powieści, zamieniła się obecnie w chuć posiadania i przeczytania niemal wszystkiego - coś o tym wiem. A kultura nadmiaru powoduje, że coraz więcej jest pisarzy a mniej czytelników. Muszę się przyznać, że coraz mniejszą mam ochotę na przeglądanie listy bestsellerów, nowości książkowych, newsletterów wydawnictw. Przeraża mnie ten zalew literatury. Te niekończące się rankingi i opisy wydawców dla których każda książka to bestseller, a każdy debiutujący pisarz to wybitny talent. Dylemat co wybrać, co nie okaże się straconym czasem, co naprawdę warto. I oddech na karku niedokończonego kanonu literatury światowej. I tak mało czasu. Jakbym mieszkała w hotelu o ogromnej liczbie pokoi i każdego dnia musiała przespać się w wybranym, zamiast dobrze rozgościć się w jednym. MG. dziwi się, że wracam do ulubionych powieści, ale to właśnie połączenie chęci czytania z tą paraliżującą możliwością wyboru, na to wpływa. I zdawać by się mogło, że po latach czytania człowiek ma wyrobiony zmysł wyboru - odróżnienia ziarna od plew. Tyle, że słabe i średnie powieści, popychane machiną reklamy promocji, maskują się świetnie. Ba! Nawet pisarz, którego nazwisko niegdyś uchodziło za synonim dobrej literatury, może być dziś na usługach tejże machiny. Ech! Jak to powiedziała Scarlett O'hara : Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Może zatem powinnam sięgnąć po ten tytuł:


3 komentarze:

Barbara Pelc pisze...

To prawda, rynek czytelniczy pęka w szwach! Jak wybrać z morza kroplę? Wielu z moich znajomych blogerów coś tam sobie skrobie marząc, aby to kiedyś wydać. Klasyka się nigdy nie nudzi i nie dziwię się tej Twojej chęci powrotu do znanego, niż stłamszenia i zalania przez nieznane. Też mnie czasami nachodzą takie myśli.

kasjeusz pisze...

Spinacz za dom? Też tak chcę! ;) Lubię kupować kolejne powieści, ale po początkowym szaleństwie, które nastąpiło zaraz po tym, jak zaczęłam nałogowo czytać, powoli mija mi chęć posiadania jak największej ilości książek. Jasne, jeśli pojawia się nowe tłumaczenie dobrej książki, kupię je i będę trzymać na półce obok starego, oddaję jednak pozycje, które nie przypadły mi do gustu. Boję się nadmiaru. Fakt, czasem trudno wybrać dobrą lekturę, lepiej unikać tych ogromnych księgarni jak empik, tylko kupować w mniejszych. Polegam też na opinii kilku blogerów, czytam ich wpisy i potem wybieram.
Pozdrawiam ciepło!

Eva Scriba pisze...

Dziękuję za komentarze. Miło wiedzieć, że nie jestem w swoich odczuciach odosobniona. życzę samych trafnych wyborów! ;) Pozdrawiam ciepło.