24 mar 2015

Najgorszy człowiek na świecie

Jest książka Małgorzaty Halber niezwykle trafną analizą mechanizmu uzależnienia. Każdy, kto zna ten szczególny rodzaj napięcia, możliwy do zniwelowania w jeden tylko sposób, odnajdzie w tej książce siebie. Bo skłonność do nałogów dotyka ludzi - jak pisze Halber - cierpiących na brak, w środku wyszywanych na smutno. Ludzi o pewnym typie wrażliwości (abstrahując tu od czynników środowiskowych), ludzi z mięsem na wierzchu.  

Po prostu można się uzależnić od różnych rzeczy, jak się ma w sobie dziurę. Dziurę nudy oraz przede wszystkim niezgody na to, co w danym momencie czujesz.
Nałóg bierze się z braku. Z tego, że jesteś pusty w środku. Pusty i zaniepokojony. Nałóg bierze się stąd, że mimo tego, co jest na zewnątrz i w dowodzie osobistym, i w CV, w środku jesteś smutną grubaską. I cokolwiek by się działo - jesteś smutną grubaską. Jesteś rudym konusem, którego przezywali w podstawówce. 

Kobiety piją coraz więcej - alarmują media. Lepiej niż mężczyźni maskują nałóg. Bohaterka książki Małgorzaty Halber - choć ta książka to właściwie biografia - mówi o sobie, że jeśli istnieją podgatunki alkoholików to ona należy do wykształconych, ambitnych z dużego miasta, kobiet sukcesu. I z tej perspektywy poznaje czytelnik świat uzależnienia. Uzależnienia od alkoholu, który jest wszędzie dostępnym za niewielką opłatą poczuciem bezpieczeństwa, przeistaczającym się w trakcie konsumpcji w poczucie wspaniałości, doniosłości i umiłowania wszystkiego.

Alkohol - lub jakiekolwiek inne uzależnienie -  pozwala odnaleźć poczucie bezpieczeństwa. Sprawia, że nie czujesz napięcia, strachu, wstydu. Wydaje ci się, że właśnie teraz możesz coś poczuć, a najbardziej siebie. Pijesz by nie było nudnie i okropnie. Pijesz byś mogła poczuć się mądrą, piękną i elokwentną. By rozpacz bezruchu i nudy przestała istnieć.

Zajmujący się zawodowo leczeniem osób uzależnionych odnajdą zapewne w tej książce modelowy - choć ujęty w bardzo nietypowy językowo sposób - opis zmagań z nałogiem. Mnie najbardziej uderza trafna diagnoza współczesnego świata (XX wiek był wiekiem nerwic i histerii. XXI wiek jest wiekiem depresji i nałogów) i pokolenia trzydziestolatków. Pokolenia, któremu wmówiono, że tylko wykształcenie gwarantuje spełnienie. Pokolenia, które nałożyło sobie chomąto sukcesu.  Nie można się zatem przyznać do słabości. Do nie-dawania-rady. Do braku sił i chęci. 

Na każdym rogu czeka na ciebie informacja o ludziach sukcesu. Kobiety o wyfotoszopowanych twarzach, równych białych zębach i blond włosach zrobiły karierę w korporacji i teraz polecają ci wyborną opiekę medyczną. Musisz zdążyć odnieść sukces zawodowy, zdobyć wyższe wykształcenie, znaleźć idealnego partnera, założyć rodzinę, kupić mieszkanie, wychować dziecko, kupić samochód, założyć własną firmę, napisać książkę, zrealizować pomysł na bloga, grać w tenisa, interesować się polityką, interesować się polityką zagraniczną, wiedzieć kto dostał Nobla z literatury, przeczytać to, co napisał ten, który dostał Nobla z literatury, znać minimum jeden język obcy, znaleźć czas dla siebie, zrobić remont, oddychać, umyć kibel, pójść na drugie studia, na które naprawdę chciałeś pójść, ale nie poszedłeś, bo teraz możesz, a szkoda życia. Musisz namalować te wszystkie obrazy, które chcesz namalować, napisać sztukę, zrobić sam łódź, nauczyć się jeździć na nartach, nauczyć się medytować, kupić nowe łóżko, nie martwić się komentarzem na fejsbuku, pójść do fryzjera, pojechać do Azji, zmienić pracę, zmienić żonę. 
A ty zamiast tego siedzisz przed telewizorem. Wpierdalasz te czipsy i wafelki.

Nie jest książka Halber literackim majstersztykiem. Wytrawni recenzenci mieliby pewnie używanie. Ogromny szacunek wzbudza we mnie jednak to przyznanie się do słabości i opisanie tego w tak bezkompromisowy sposób. Szczerość połączona z niezwykłym zmysłem obserwacji, to niewątpliwa siła tej - wartej poznania - książki. 







Brak komentarzy: