Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty

22 gru 2022

Świąteczny dyżur

"Świąteczny dyżur" autora bestsellerowej książki "Będzie bolało" to krótki opis świątecznych dyżurów byłego już lekarza. To książka lekka, niezobowiązująca, mogąca być dobrym prezentem dla osoby, która na co dzień nie sięga często po literaturę.  Adam Kay, we właściwym sobie stylu i z przymrużeniem oka, opisuje doświadczenia z pracy w szpitalu podczas świąt:

"Święta Bożego Narodzenia to pachnący świerkiem, migoczący świecidełkami czas wytchnienia, kiedy wszystko - czy wam się to podoba, czy nie - po prostu zamiera. To chwilowa apokalipsa, w której trakcie codzienne normy zastąpione zostają gorączkowymi rojeniami o dobrej woli i powszechnej radości. Przez wlokący się w nieskończoność tydzień dotychczasowa rutyna ulega zawieszeniu , a jej miejsce zajmują dziwaczne rytuały, od których nie ma ucieczki. Musicie grać w planszówki  ze swoją rodziną - tymi w zasadzie obcymi wam ludźmi, z którymi nie łączy was nic poza więzami krwi i których rozmyślnie unikacie przez pozostałą część roku. Obżeracie się tak, jakby to była dyscyplina sportowa, w której każdy kilogram pochłoniętego mięsa lub ciasta gwarantuje wam przejście do kolejnego etapu rozgrywek. Aby poradzić sobie z napięciem, które wywołują w was krewni, nie tyle flirtujecie z alkoholem, ile raczej wikłacie się w jakiś sadomasochistyczny związek z mocnymi trunkami. Święta to dziwaczna odmiana prawdziwego życia, to alternatywna rzeczywistość, w której dobry humor jest obligatoryjny, a zarazem osiągalny jedynie dzięki rozwiązywaniu szarad, tłumieniu gniewu, zgadze i kanapowym odleżynom". 

 

Adam Kay, Świąteczny dyżur, Kraków : Insignis, 2019. 

Życzę Wam takich Świąt, jakich akurat potrzebujecie. Niech pod choinką znajdą się wspaniałe lektury, a na stole ulubione, smaczne potrawy. Niech ten czas da Wam odpoczynek i wytchnienie od codzienności. 🎄🎅 Dziękuję, że wciąż tu zaglądacie. 

4 gru 2022

Literatura to próba zapomnienia

 "A więc czym jest dla pana literatura? — odważył się po dłuższej chwili spytać (...). 

— Dla czytających jest próbą zapomnienia. A dla twórcy — próbą ratunku... jak wszystko".  

To niewielki zaledwie wycinek rozmowy jaką toczą ze sobą lekarz - Stefan Trzyniecki  i poeta - Sekułowski - bohaterowie debiutu Stanisława Lema "Szpital Przemienienia". Stefan dostaje właśnie posadę w szpitalu psychiatrycznym w Bierzyńcu. Pisarz zaś ukrywa się tam przed światem zewnętrznym i wojenną zawieruchą, która zdaje się nie docierać do tego miejsca - zawieszonego w czasie i przestrzeni. Wiara Stefana w porządek świata - nawet jeśli chwilowo zachwiany - oraz jego poczucie lekarskiej etyki i moralności zostaje skonfrontowane z postawą literata Sekułowskiego, który w licznych z lekarzem dysputach dowodzi zaniku poczucia sensu - zarówno w wymiarze jednostkowym jak globalnym. Nie tylko jednak starcie tych dwóch postaw wypełnia karty tej znakomitej powieści. Lem przedstawia tu całą galerię postaci, a co za tym idzie postaw wobec tego czym jest człowiek. Wkrótce każdy z bohaterów zostanie postawiony w sytuacji granicznej, obnażającej rozdźwięk między deklarowanym systemem wartości a rzeczywistą postawą...

"Szpital Przemienienia" to swoisty traktat moralno-filozoficzny i głęboko refleksyjna powieść, stawiająca przed czytelnikiem wiele pytań, napisana poetyckim wręcz językiem, niepozbawiona humoru. Bo Stefan, poznając personel i pacjentów szpitala, wyrabia sobie o nich własną opinię, jak ta o doktorze Rygierze:

"Psychiatra był człowiekiem niewątpliwie wykształconym, ale inteligencję miał jak ogródek japoński - niby mostki, dróżki, wszystko piękne, ale bardzo ograniczone i do niczego".

 

 

Stanisław Lem, Szpital Przemienienia, Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2017. 

29 paź 2022

Zapach książki

"Miejsce" to debiutancka powieść aktorki Dominiki Kluźniak. 
Głównym bohaterem jest tu M. - mężczyzna o którym niewiele wiadomo - chyba pracował w telewizji - a poznajemy go w momencie, gdy ucieka z miasta i od ludzi do domu, w którym się wychował. Chce sobie "pomilczeć w życiu" i bierze też ze schroniska psa, by go "chronił przed innymi ludźmi". Ma wprawdzie kontakt z ekspedientką z miejscowego sklepu i sąsiadem, ale są to raczej ludzie, którzy "nadają się do niemówienia". 
M. zatrzymuje się w miejscu i nie chce "brnąć dalej w niepotrzebności". Upraszcza swoje życie, by zrobić przestrzeń na refleksję, zadumę i odrobinę wspomnień. Wspomina babcię, która raz w tygodniu kupowała mu książki, "a to były czasy, kiedy książki jeszcze pachniały":
"Pierwsze co robiłem po wyjściu z księgarni, to wąchałem książkę. W tym zapachu mieścił się cały bukiet emocji, samotności, przygód, skupienia i tajemnicy. Wszystko, wszystko było w tym zapachu. Później podczas czytania, już nie trzeba było nawet szukać tego zapachu - uwalniał się sam przy przewracaniu kartek".
Dominika Kluźniak, Miejsce, Gliwice : Wydawnictwo Helion, 2019. 

"Miejsce" to ujmująca swoją prostotą, a jednocześnie głęboko refleksyjna opowieść. Niespieszna, wzruszająca i pięknie napisana. Dodaję do ulubionych. 

19 paź 2022

Bibliotekarka łata książkami

 To może dziś zwiedzimy bibliotekę w Zielonym Kamieniu? Mieści się przy rynku i jest całkiem sporym, żółtym budynkiem, przed którym kwitną dorodne pelargonie. Biblioteka to niezwykła, bo ma antresolę na której mieszczą się wyjątkowo cenne książki, bez wolnego do nich dostępu. W tej bibliotece książki stoją na wysokich po sufit, dębowych regałach, sprawiając "nadzwyczajne wrażenie".  Od dwudziestu lat biblioteką kieruje Regina Radziejowicz - pięćdziesięcioczteroletnia kobieta, wielbicielka kotów i "naczelna stara panna". Regina, choć może na pierwszy rzut oka sprawiać niezbyt dobre wrażenie, zna "na pamięć gusta i preferencje osób", które odwiedzają bibliotekę i zamawia dla nich nowości, walcząc ze stereotypem biblioteki jako magazynu zakurzonych książek. Jest przekonana, że "każdy człowiek może odnaleźć w książkach coś, co rozpromieni jego szarą egzystencję". I z poczuciem misji jest "łącznikiem między światem książek a ludźmi". Bibliotekarka ma świadomość jak jest odbierana przez mieszkańców Zielonego Kamienia, ale kocha książki, które "nigdy jej nie zawiodły, w przeciwieństwie do ludzi". Regina ludzkie niedostatki życiowe "łata książkami". Stara się - i to jest jej misją - "stawiać odpowiednie książki na drodze odpowiednich ludzi i czynić ich życie barwniejszym lub po prostu znośnym". 

Justyna Grosicka, Dom z kamienia, Poznań : Wydawnictwo Filia, 2022. 

Biblioteka nie jest jedynym miejscem, które warto zwiedzić, będąc w Zielonym Kamieniu, a bibliotekarka Regina nie jest jedyną kobietą, którą warto tam poznać. W podróż do Zielonego Kamienia wyruszycie za sprawą zaskakująco udanego debiutu bibliotekarki Justyny Grosickiej. Powołała ona do życia na kartach swojej powieści szereg kobiecych postaci, które - doświadczone przez los - okazują sobie wsparcie, ukazując drzemiącą w kobietach siłę. "Dom z kamienia" to napisana z dużą dozą czułej obserwacji, wciągająca opowieść o kobiecej solidarności. To, rozpisana na wiele głosów, historia, o odwadze, odkrywaniu zakurzonych pasji, mierzeniu się z tajemnicami przeszłości. To krzepiąca opowieść o nadziei i szansie, tkwiącej w życiowych zmianach. 




28 maj 2022

Książki są koniecznością

 Sięgnęłam po powieść "Sunset Park" prawie dziesięć lat od premiery jej pierwszego, polskiego wydania. Było to zarazem moje pierwsze spotkanie z prozą Paula Austera. Spotkanie, które zaczęło się niezwykle obiecująco. Interesująco obrazowym językiem ten popularny autor wciągnął mnie w świat głównego bohatera - Milesa Hellera. Chłopaka, który zajmuje się opróżnianiem mieszkań zajętych przez banki. Miles fotografuje też pozostawione w tych mieszkaniach przedmioty. Bohater ucieka przed przeszłością i ten motyw ucieczki pojawia się w jego życiu wielokrotnie. Kiedy poznajemy głównego bohatera, ten żyje niezwykle skromnie, a "jedynym luksusem na jaki sobie pozwala, jest kupowanie książek, w miękkich oprawach, głównie powieści, amerykańskich, brytyjskich, tłumaczonych z obcych języków, w sumie jednak książki nie są aż takim luksusem, raczej koniecznością, bo czytanie stało się uzależnieniem, z którego nie ma ochoty się wyleczyć". 

P. Auster, Sunset Park, Kraków : Wydawnictwo Znak, 2012. 

Miles jednak musi opuścić znany mu świat i przenieść się do Nowego Jorku. Tym samym zaczyna być bliżej przeszłości o której tak bardzo pragnie zapomnieć. Losy wielu osób przetną się z życiorysem Milesa, kiedy ten zamieszka w opuszczonym domu, w Sunset Park. I tutaj opowieść nieco traci rozpęd - pojawiają się niewiele wnoszące do fabuły życiorysy zawodników sportowych, czy niezakończone wątki, a cała historia zaczyna przypominać literacki patchwork, niekoniecznie pasujących do siebie fragmentów. Brakuje czegoś, co zespoli te fragmenty w solidną całość, przez co powieść staje się nużąca. Opis na okładce jest bardzo zachęcający - powieść ma przedstawiać "pulsujący emocjami świat Nowego Jorku". Ale tak nie jest. To książka bez pomysłu i bez rzeczonych emocji. Szeroko swego czasu i pozytywnie komentowana, dla mnie stała się ogromnym czytelniczym rozczarowaniem. 

4 kwi 2022

Klub Przypadkowych Książek i przyjemność bibliotekarza

 

Klub Przypadkowych Książek to wysyłkowy klub książki, którego członkowie otrzymują co miesiąc książkę-niespodziankę, przygotowaną przez Shauna Bythella, księgarza, prowadzącego antykwariat w szkockim miasteczku Wigtown. Shaun "pieczołowicie wyszukuje pozycje, które spodobają się każdemu molowi książkowemu". A sam Klub jego założyciel uważa za  "zrzeszenie ludzi, którzy nie lubią wdawać się w interakcje z innymi". W przeciwieństwie do tych, którzy osobiście odwiedzają popularny już antykwariat, a których dokumentuje w swoich zapiskach szkocki księgarz. "Pamiętnik księgarza" jest zatem zabawną panoramą ludzkich typów oraz różnorodnego podejścia do książek i czytania. 




Poza odwiedzinami klientów, wyjazdami antykwariusza w teren, by pozyskać kolejne książki niewiele się dzieje. I przyznam Wam szczerze, że choć niecierpliwie czekałam na lekturę tego pamiętnika, to z każdą kolejną stroną moje rozczarowanie rosło. Spodziewałam się lekkiej i zabawnej lektury - co rzeczywiście można przypisać temu tytułowi. Natomiast samo podejście antykwariusza do klientów, którzy go odwiedzali nie zawsze budziło moje pozytywne odczucia. Trudno mi było też obdarzyć sympatią  autora tych zapisków, przez co nie miałam motywacji, by książkę dokończyć. Zabrakło mi jakiejś takiej czułej wyrozumiałości dla ludzi, którzy w czasach kultury obrazkowej sięgają po słowo pisane i jeszcze chcą za to płacić. Zamiast tego jest sporo samouwielbienia i arogancji w stosunku do odwiedzających antykwariat. Zresztą autor sam przyznaje w pewnym momencie: "Mogę być niegrzeczny dla klientów, to mój antykwariat, więc nikt mnie nie zwolni". To mnie irytowało i nawet te zabawne historie, rzadko zresztą kiedy pozbawione złośliwego komentarza autora, nie wpłynęły na odbiór całości (może się starzeję i będę niedługo musiała zmienić nazwę bloga). 
W każdym razie jest też w książce fragment o wizycie bibliotekarki:
"Kobieta, która najpierw przez dziesięć minut rozglądała się po sklepie, powiedziała mi że jest emerytowaną bibliotekarką. Pewnie według niej miało to oznaczać, że istnieje między nami jakaś więź. Myliła się. Ogólnie rzecz biorąc, antykwariusze nie darzą bibliotekarzy sympatią. Żeby książka przyniosła przyzwoity zysk, musi być w dobrym stanie. Dla bibliotekarza nie ma natomiast większej przyjemności, niż kiedy może wziąć świetnie zachowaną książkę, obkleić ją nalepkami, opieczętować pieczątkami, a potem - zupełnie nie zdając sobie sprawy z absurdalności swoich działań - nałożyć na nią obwolutę, żeby czytelnicy jej nie zniszczyli. Gwoździem do trumny dla egzemplarza, który znajdował się pod wątpliwą opieką biblioteki publicznej, jest wyrwanie ruchomej wyklejki i bezceremonialne przywalenie  pieczątki 'WYCOFANA ZE ZBIORÓW' na stronie tytułowej przed wystawieniem książki na sprzedaż. Wartość pozycji, która przeszła przez biblioteczną mordęgę, z reguły wynosi jedną czwartą tego, co jej pozabibliotecznego odpowiednika". 
"Pamiętnik księgarza" czytałam przez dwa tygodnie, nie mogąc go dokończyć. I to nie dlatego, że nie chciałam się rozstać z uroczym antykwariatem. Kiedy zaś przeczytałam ostatni akapit, odetchnęłam z ulgą, że mogę sięgnąć po coś znacznie ciekawszego. 

22 sie 2021

Bibliotekarka czyta romanse

 Trzy kobiety, trzy historie, które łączy nadzieja na udane i szczęśliwe życie u boku wybranego mężczyzny. Niestety nie są to historie z happy endem - mężczyźni nie stają na wysokości zadania, oszukują, zdradzają, nie dbają wystarczająco o partnerki, toną w alkoholu lub megalomanii. Każda z kobiet próbuje podtrzymać ułudę dobrego związku - wierzą niemal do końca, wybaczają, przymykają oczy, dają kolejne szanse. W życiu każdej z kobiet przyjdzie jednak taki dzień, kiedy będą musiały dać szansę przede wszystkim sobie i nadziei na lepsze życie... 


K. Gąska, Miłość aż po rozwód, Poznań : Wydawnictwo Filia, 2020. 


Wśród bohaterek jest Jadwiga - bibliotekarka, pracująca w "filii miejskiej biblioteki publicznej" od kilkunastu lat. To filia dwuosobowa - razem z Jadwigą pracuje tam również Honorata - kierowniczka filii. Jadwiga jest bardzo oddana swojej pracy:

"Zabrała się do porządkowania stosiku książek, który zaściełał jej biurko. Najlepiej jest odkładać je na półki parę razy w ciągu dnia - można rozprostować przy okazji kości, ze spokojem uporządkować księgozbiór, a nie potem przed zakończeniem zmiany forsować i tak nadwyrężone przez życie plecy".
"Fakt, zdarzało jej się w ramach przerwy w pracy, gdy nie było czytelników, książki zostały równiutko poukładane, nowości wprowadzone do księgozbioru, a lista ubytków dopiero co zamknięta, niekiedy coś podczytać". 

 A Jadwiga "lubiła czytać romanse, nie będzie się tego wypierać . Zawsze kibicowała bohaterkom i czuła smutek, gdy natrafiały na złych mężczyzn". 

Kiedy bibliotekarka, po rozwodzie i nieudanym małżeństwie (mąż uważał, że praca w bibliotece polega na "czytaniu romansideł"), poznaje Jana - pracownika naukowego, stara się mu pomóc w jego pracy:

"Robiąc prasówkę, myślała, czy jakaś informacja nie okazałaby się dla niego przydatna. W chwili, gdy czytelnicy nie odwiedzali biblioteki, przepatrywała KaRo i notowała adresy bibliograficzne pozycji, które mogłyby się mu przydać". 

Przy tym fragmencie szeroko się uśmiechnęłam, choć w całej powieści mnóstwo jest momentów do zadumy i westchnień, niż do śmiechu właśnie.  "Miłość aż po rozwód" to bardzo udany debiut. Autorka szczerze i bez lukru, cechującego niektóre obyczajowe powieści, kreśli zmagania kobiet w relacjach z mężczyznami. Robi to w sposób bardzo przystępny - miałam nawet momentami wrażenie, że czytam reportaż. Ta przekora - nakreślenie tego jak związek wygląda "od środka" - a nie tego z kart romansów i powieści obyczajowych, którymi kobiety są karmione - bardzo mi się w tej książce podoba. Cieszy też pozbawione schematu zamknięcie fabuły. Mam nadzieję, że to co tu było siłą tej powieści, nie zostanie rozmyte w jej kontynuacji - "Czas na nową miłość", którą - jak tylko przeczytam - opiszę dla Was.

14 sie 2021

Żyć w książkach

 Wybaczcie długie milczenie. Po ostatniej, świetnej lekturze, dopadła mnie czytelnicza niemoc. Nie mogłam zabrać się do żadnej książki. Nic nie mogło przykuć na dłużej mojej uwagi. Aż w bibliotece dostałam rekomendację w postaci książki Neila Gaimana "Ocean na końcu drogi".  Ta niewielka objętościowo powieść, powstała zresztą pierwotnie jako opowiadanie, wciągnęła mnie od pierwszych zdań. To momentami mroczna, chwilami bardzo smutna, pełna przygód i ukrytych znaczeń opowieść.  

N. Gaiman, Ocean na końcu drogi, Warszawa : Wydawnictwo MAG, 2013. 

Bohater powieści powraca w rodzinne strony i wspomina epizody ze swojego dzieciństwa, a także przyjaźń ze starszą od siebie dziewczynką. Jako dziecko uciekał w świat książek:

"W dzieciństwie nie byłem szczęśliwy, choć od czasu do czasu zdarzały mi się chwile radości. Bardziej niż gdziekolwiek indziej żyłem w książkach". 

"Dorastając, czerpałem mnóstwo informacji z książek. Nauczyły mnie większości tego, co wiedziałem o ludziach, o tym jak się zachowywać. Były moimi nauczycielami i doradcami". 

"Książki były znacznie bezpieczniejszym towarzystwem od ludzi". 

"Kiedy czytałem, nie bałem się niczego". 

Książki, koty i mnóstwo - jak na taką książeczkę - niesamowitych wydarzeń, składają się na opowieść od której ciężko się oderwać. Ta napisana niezwykłym językiem, a przy tym zaskakująca historia stanie się na pewno jedną z moich ulubionych i sądzę, że będę do niej wracać. 



30 cze 2021

Uczciwość w bibliotece nie popłaca

Poznajcie Teresę, czterdziestoletnią bibliotekarkę z kotem (a w zasadzie czarną kotką), oszalałą na punkcie swojego przystojnego sąsiada, bohaterkę książki "Kawa z zabójcą" Victorii Ros. Niepohamowana  chęć bliższego poznania sąsiada doprowadza do tego, że bohaterka ląduje, ze swoim najlepszym przyjacielem i znajomą wróżbitką, w nadmorskiej miejscowości, gdzie wśród tłumu turystów próbuje dowiedzieć się czegoś więcej na temat sprawcy morderstw popełnianych w okolicy. 


V. Ross, Kawa z zabójcą, Brzezia Łąka : Wydawnictwo Poligraf, 2020.


Teresa, mimo wakacyjnej pogody, nie tylko poluje na mordercę ale oddaje się rozmyślaniom na temat swojego życia i "niewykorzystanych szans, zmarnowanych możliwości i niesprawiedliwości losu". Jedną z takich niewykorzystanych szans był wakat na stanowisku wicedyrektorki biblioteki:

"Nic zasadniczo się w działaniu biblioteki nie zmieniało, nic nie przybywało, nic nie ubywało. Za to dobra zmiana miała mieć oblicze wice, który odpowiada za komunikację z  czytelnikami i lokalnymi mediami. Rozpisano konkurs. 

- Tereso, zgłosisz swoją kandydaturę - usłyszałam od szefowej wskazanie do rozwoju kariery zawodowej. Próbowałam zaprotestować. - Nie mam doświadczenia w komunikacji...- zaczęłam ostrożnie, nie wspominając nic o mojej niechęci do komunikacji międzyludzkiej (...).   - Nic nie szkodzi - wycedziła dyrektorka - Zdolna jesteś, nauczysz się. Z jednej strony rozumiałam potrzebę szefowej posiadania wice jako kozła ofiarnego, na wypadek gdyby kontakty z czytelnikami nadal podążały dotychczasowym torem. Skargi, że biblioteka nieprzyjazna, że nie doradza, że nie ma ostatniej książki o wampirach, a nawet że nie ma zieleni. Ja na pytania wysokiej komisji odpowiadałam zupełnie uczciwie, ceniąc otwartość relacji, wzajemny szacunek, nastawienie na długą współpracę i rozwiązywanie konfliktów. Tak jak kazali na ostatnim szkoleniu z asertywności. No i wice została moja koleżanka. Trzeba było wykazać się zdrowym rozsądkiem i wykorzystać szansę zrobienia kariery i lepszej kasy... - podsumowałam w myślach swoje zawodowe porażki". 

 Czy bibliotekarka odniesie sukces na polu detektywistycznym? Przekonacie się podczas lektury tej nieskomplikowanej i przyjemnej w odbiorze powieści. Jest to historia w sam raz na leniwe wakacyjne popołudnie na plaży. 

21 kwi 2021

Walory bibliotekarki

Moje pierwsze spotkanie z prozą Craiga Russella -  brytyjskiego twórcy powieści kryminalnych - miało miejsce wiele lat temu i była to powieść "Brat Grimm" (wznowiona pod tytułem "Baśniowy morderca"), którą czytałam w autokarze wiozącym mnie do Wiednia. Książka wciągnęła mnie niesamowicie i pozwoliła przeżyć morderczą (nomen omen) pod względem czasu, jak mi się wówczas wydawało, podróż. Tym razem sięgnęłam po książkę "Długi pocałunek z Glasgow", której bliżej klimatem do dokonań Raymonda Chandlera niż do pierwszej przeczytanej przeze mnie książki Russella.  

Autor przenosi czytelnika do Glasgow w latach 50. XX wieku. Prywatny detektyw Lennox ma za zadanie rozwikłać sprawę morderstwa bukmachera Jimmy'ego MacFarlane'a. Okazuje się, że ta sprawa pociąga za sobą dwie kolejne, pozornie nie mające związku, a detektyw musi coraz bardziej zagłębić się w półświatek ponurego Glasgow. 

C. Russell, Długi pocałunek z Glasgow, przeł. J. Majewski, Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2013.


Prywatny detektyw Lennox tak mówi o sobie:

"Choć może się to wydać dziwne, jestem typem mola książkowego. Dużo czytam. Ba, gotów jestem przeczytać niemal cokolwiek - dowolnego autora na dowolny temat". 

Nic zatem dziwnego, że gdy potrzebuje informacji dotyczącej prowadzonej sprawy, trafia do biblioteki:

"Glasgow było miastem, które lubiło chełpić się swoją wiedzą. Uniwersytet był zespołem imponujących swoimi rozmiarami wiktoriańskich budowli, ale najdobitniejszym wyrazem erudycji miasta była położona majestatycznie w samym jego centrum, brylująca miedzianą kopułą i niezliczonymi korynckimi kolumnami Biblioteka Mitchella. Pierwotny projekt architektoniczny nie przewidywał wzniesienia kopuły w stylu londyńskiej katedry św. Pawła, ale radni miejscy przeforsowali ten pomysł. Teraz Biblioteka Mitchella woła na całą Szkocję i resztę świata: Widzicie... mamy jednak książki!". 

 

The Mitchell Library 
Do biblioteki detektyw trafia dwa razy:

"Z samego rana pojechałem po raz kolejny do Biblioteki Mitchella. Tym razem nie byłem z nikim umówiony. Przybyłem w poszukiwaniu bardzo konkretnej informacji. Miałem szczęście, że pomogła mi uczynna bibliotekarka, która dała się złapać na moją pozę bezradnego przystojniaka. Była brunetką około trzydziestki, z rozpuszczonymi włosami, ubraną w nieco artystowski sposób, na tyle w każdym razie, na ile pozwalała praca w miejskiej bibliotece. Dostrzegłem ją z drugiego końca głównej sali. Rękami podtrzymywała imponujący stos ciężkich encyklopedii, które z kolei podpierały jej równie imponujący biust. Wyglądała mi na kogoś o otwartym umyśle, a szerokie horyzonty uważałem u kobiet za zaletę. Od razu zawiązała się między nami nić porozumienia. Mogło oczywiście wchodzić w grę łączące nas zamiłowanie do książek, przypuszczałem jednak, że bardziej chodzi o mój nieskrywany, głęboki podziw dla jej walorów". 

W tym miejscu przypomnę tylko, że to lata 50. XX wieku. Detektywowi, oprócz potrzebnych informacji, udaje się także zdobyć adres domowy bibliotekarki "wraz z bardzo ściśle określonymi porami wizyt". Bibliotekarka jest mężatką, lecz detektyw domyśla się "że jej mąż ani nie podziela jej artystowskich inklinacji, ani nie ma szerokich horyzontów". 

Jeśli lubicie kryminały w stylu noir, z nieco cynicznym, ale obdarzonym poczuciem humoru głównym bohaterem,  to ta sprawnie napisana książka będzie dla Was dobrą rozrywką. 

 

31 mar 2021

Tajemnica bibliotekarki

Wybaczcie, drodzy Czytelnicy, że zostawiłam Was bez żadnego wpisu na ponad trzy tygodnie, ale jakoś nie miałam sił na czytanie i żadna książka do mnie nie "przemówiła". Zmieniło się to jednak za sprawą "Księgi Utraconych Imion" autorstwa znanej w Polsce amerykańskiej autorki Kristin Harmel. To było moje pierwsze doświadczenie z jej prozą, tak chwaloną przez wiele czytelniczek, korzystających z biblioteki. 
Bohaterką powieści jest Eva Abrams - bibliotekarka z zamiłowania, pracująca na co dzień w bibliotece publicznej w Winter Park. Eva ma osiemdziesiąt sześć lat i według swojej kierowniczki powinna pomyśleć o emeryturze. Eva uważa jednak, że kierowniczka "nie pojmuje, co to znaczy  kochać książki tak namiętnie, że się bez nich umrze, że straci się oddech. przestanie istnieć". Książki według Evy "to przepustka do innych światów, innej rzeczywistości, życia, o którym się marzy". Pewnego dnia, na sobotnim dyżurze, wpada w ręce Evy gazeta, a w niej artykuł o zagubionej księdze, która kiedyś bardzo wiele znaczyła dla bibliotekarki. Bohaterka postanawia wyruszyć w podróż do Berlina, by odzyskać tak ważny dla niej tom, a czytelnicy poznają przeszłość i tajemnicę bibliotekarki...

K. Harmel, Księga Utraconych Imion, przeł. A. Jakubowska, E. Kulicka, Warszawa : Świat Książki, 2021. 

"Księga Utraconych Imion" to przyzwoicie napisana powieść. Powieść o miłości, zdradzie i tożsamości. Wzruszająca i zaskakująca w swym fabularnym finale. Powieść w sam raz na jeden wieczór, pozwalająca zapomnieć o otaczającej rzeczywistości. 

27 lut 2021

W bibliotece nic się nie robi

 Alicja - bohaterka książki "W cieniu magnolii" - pracuje w bibliotece szkolnej. Lubi swoją pracę. I ma jej dużo:

"Pewnie, że dużo, choć wszystkim się wydaje, że w bibliotece nic się nie robi. Przede wszystkim to wieczne układanie książek na półkach. Do tego ciągle dochodzą jakieś nowe, które trzeba włączyć do katalogu, ale to biblioteczny standard. Poza tym konkursy czytelnicze. Lubiła je organizować i robiła to często, a dzieci zawsze chętnie brały w nich udział. Musiała przyznać z zadowoleniem, że jej dzieciaki, jak je nazywała, były całkiem oczytane, zwłaszcza dziewczynki. Do tego dochodziły gazetki na różne okazje, prowadzenie koła miłośników książki oraz cykliczne wykłady na temat literatury wymagające dobrego przygotowania... Czasami udawało jej się ściągnąć jakiegoś pisarza i zorganizować spotkanie autorskie. Oprócz tego była jeszcze komputeryzacja biblioteki (...). Wbrew obiegowym opiniom w bibliotece nie ma czasu na nudę (...). 
A. Płowiec, W cieniu magnolii, Kraków : Między Słowami, 2018. 


Bibliotekarka mieszka ze swoją córką i dorabia do pensji korepetycjami z hiszpańskiego. Po śmierci męża obawia się, że nic już ją w życiu nie czeka i boi się, że skończy jako "marna, stara bibliotekarka". Pewnego dnia w progu mieszkania Alicji staje jej niespełniona miłość sprzed lat. Alicja zaczyna wspominać swoje studenckie lata, a czytelnik przenosi się do Krakowa lat 90.  

"W cieniu magnolii" to książka, która powstała za sprawą snu. Autorce przyśniło się, że jest bohaterką książki i koniecznie musiała się dowiedzieć jak zakończy się wyśniona historia. Historia o miłości niemożliwej, miłości z przeszkodami. Napisanej bardzo sprawnie i na pewno z chęcią czytanej przez wielbicieli tego typu literatury. 

25 lut 2021

Namiętny bibliotekarz

 Vivian Franklin - bohaterka powieści "Nie mów mi, co mam robić" - jest programistką, która uwielbia "relaksować się przy ciekawej lekturze", którą stanowią powieści erotyczne. "Każdy ponury dzień albo zawód po rozczarowującej randce" jest dla niej pretekstem "do zagłębienia się w namiętnej i bajkowej lekturze". Pewnego dnia okazuje się, że Vivian dziedziczy po zmarłej ciotce Maude ranczo i przeprowadza się do Mendoncino w Kalifornii. Okazuje się, że na farmie pracuje, pomagając doglądać dobytku ciotki, przystojny kowboj Frank, który wkrótce zaczyna być głównym tematem fantazji młodej dziewczyny. 

Vivian poznaje też bibliotekarza Clarka. Clark to "szatyn o brązowych oczach, które przesłaniają okropne okulary". Nosi "tweedową marynarkę z naszywkami na łokciach", jest wysoki i zawsze ma przy sobie aktówkę. Oprócz tego, że Clark pracuje w bibliotece, jest także dyrektorem lokalnego stowarzyszenia historycznego. "Clark studiował na Uniwersytecie Pepperdine. Jego specjalizacją była historia, drugim wiodącym przedmiotem bibliotekarstwo. Jego rodzina zawsze mocno zaangażowała się w działalność lokalnej społeczności, która dbała o przeszłość tego miejsca". Dlatego też każdy remont zabytkowego domu ciotki Vivian musi konsultować z bibliotekarzem. "Praca w bibliotece to jego główne zajęcie, chociaż w ostatnich paru lat regularnie redukowano mu godziny, a do pomocy miał coraz mniej ludzi" - relacjonuje Vivian. Sam Clark zaś tak opowiada o swojej pracy:

"Teraz nikt już nie prowadzi badań naukowych bez Internetu. Oczywiście, biblioteka poszła z duchem czasu, ale działamy głównie dla ludzi, którzy czytają dla przyjemności. Chociaż da się zauważyć spadek nawet tych czytelników ze względu na dużą popularność czytników i tabletów". 

Wkrótce bohaterka i przystojny bibliotekarz zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu, gdy okazuje się, że dom ciotki wymaga fachowego i gruntownego remontu. Z czasem też Clark, który wydawał się bohaterce nudziarzem, zaczyna także wkraczać w jej erotyczne fantazje... 

A. Clayton, Nie mów mi, co mam robić, Bielsko-Biała : Pascal, 2015. 

To nie jest typ literatury, którą lubię. Owszem historia Vivian jest momentami zabawna i wierzę, że wielbiciele lekkich powieści z wątkiem erotycznym będą usatysfakcjonowani. Mnie natomiast irytowało, że bohaterka, która prowadzi własną firmę i jest programistką, zachowuje się chwilami jak jakaś niezrównoważona nastolatka. Vivian zdecydowanie nie jest w typie Lis Salander (choć też ma tatuaże), bliżej jej do waty cukrowej z mydłem. 

8 lut 2021

Brzemię

 Laura Franklin żyje w cieniu swego brata Charles'a - przystojnego, inteligentnego, błyskotliwego i uroczego. Laura jest "dobrze ułożona" i "nie sprawia kłopotów", ale według rodziców jest także "całkowicie pozbawiona osobowości". Dziewczynka czuje, że nie jest tak ważna jak jej brat.  Kiedy niespodziewanie Charles umiera, Laura ma nadzieję, że teraz ona znajdzie się w centrum zainteresowania rodziców - dostanie całą ich uwagę i miłość, której tak bardzo jej brakuje. Okazuje się jednak, że bohaterka będzie miała młodszą siostrę i jest to dla niej katastrofa. Postanawia porozmawiać o tym z przyjacielem rodziny i jedyną osobą do której Laura ma zaufanie - z panem Baldockiem wykładowcą historii. John Baldock przyjmuje dziewczynkę w bibliotece, którą "aż po sam sufit wypełniały półki i regały. I mimo, że półki wypchane były książkami, to pewna ich liczba, dla której nie starczyło miejsca, wielkimi stosami zalegała podłogę, stół i krzesła". Zazdrość Laury o młodszą siostrę - Shirley jednak narasta, aż do pewnego dramatycznego splotu wydarzeń, brzemiennego w skutkach...

A. Christie pod pseudonimem Mary Westmacott, Brzemię, przeł. M. Grabski, Wrocław : Wydawnictwo Dolnośląskie ; Poznań : Publicat, 2016.

"Brzemię" to powieść o zazdrości, poczuciu winy i chęci odkupienia. Powieść, którą czyta się jednym tchem (zresztą czy w przypadku tej Autorki może być inaczej?), mimo tak trudnych tematów, które porusza. Na uwagę zasługuje wspomniana już postać wykładowcy i humorystyczne wątki z nią związane. To też powieść o tym, że dźwigamy na barkach nie tylko to, co niesie meandrująca rzeka ludzkiego losu, ale też to, co same sobie dokładamy, siebie i swoje potrzeby stawiając na końcu... 

7 lut 2021

Dziesięć tysięcy drzwi

 Mam dziś dla Was przepiękną, szkatułkową i wyjątkową opowieść - to zachwycająca, debiutancka powieść amerykańskiej pisarki "Dziesięć tysięcy drzwi". Powieść, która wciąga, nie pozwala się oderwać, urzeka stylem i klimatem. 

Bohaterką tej powieści jest January Scaller - dziewczyna, która dorasta pod opieką możnego Williama Corneliusa Locke'a w jego posiadłości. January zaczytuje się w książkach o nawiedzonych domach i czeka na ojca, który pracuje dla pana Locke'a, przywożąc mu z licznych dalekich wojaży przeróżne, ciekawe przedmioty. Pewnego dnia January znajduje na terenie rezydencji książkę o intrygującym tytule "Dziesięć tysięcy drzwi". W chwili znalezienia "przekartkowuje ją kciukiem":

"Ci z was, którzy są w większej zażyłości z książkami - spędzają wolne popołudnia w staroświeckich księgarenkach i ukradkiem przesuwają palce wzdłuż grzbietów znajomych tomów - ci z was zrozumieją, że przekartkowanie książki stanowi istotny element w procesie zapoznawania się z nowym tytułem. Nie chodzi wcale o czytanie tekstu: tutaj liczy się raczej doznawanie zapachu, który unosi się znad stron w obłoku kurzu i wyschniętej masy drzewnej służącej do produkcji papieru, Książki pachną rozmaicie; niektóre bogato, drogimi okładkami, inne cieniutkim papierem i rozmytymi ilustracjami w dwóch kolorach, jeszcze inne zdradzają swoją wonią, że ostatnie pięćdziesiąt lat spędziły nieczytane w domu wiekowego namiętnego palacza tytoniu. Książki mogą pachnieć łatwą rozrywką albo żmudnymi badaniami, literacką maestrią lub domagającymi się rozwiązania zagadkami". 

 

Alix E. Harrow, Dziesięć tysięcy drzwi, przeł. A. Goździkowski, Kraków : Wydawnictwo IUVI, 2020. 

Książka, którą znajduje January pachnie cynamonem i parnym wieczorem nad brzegiem morza. Książka ta zmieni życie młodej dziewczyny, która czuje się jak jeden z eksponatów ekstrawaganckiej kolekcji swojego dobroczyńcy. Otworzy jej drzwi do wielu niesamowitych przygód, które czytelnik przeżyje razem z January, wędrując po różnorodnych światach. Młoda kobieta pozna potęgę słów, wartość przyjaźni i poświęcenia,stanie przed przed trudnymi wyborami i zmierzy się z wieloma przeciwnościami, by znaleźć to na czym jej najbardziej zależy."Dziesięć tysięcy drzwi" to magiczna i poruszająca opowieść o umiłowaniu wolności i kobiecej sile.To książka z gatunku tych, które czyta się zachłannie i z wypiekami na twarzy, kibicując głównej bohaterce, a jednocześnie wnikliwie, by nasycić się nietuzinkowymi metaforami i zawartym w niej zachwytem nad światem. Wyjątkowy debiut. Dodaję do ulubionych. 

4 lut 2021

Bibliotekarz - słabo oczytana marionetka

 Bohaterem debiutanckiej powieści amerykańskiej pisarki Marthy Cooley jest Matthias Lane, archiwista w bibliotece uczelnianej, opiekujący się "zbiorem rzadkich książek i manuskryptów, notatek i listów nieżyjących pisarzy". Archiwum "należy do najświetniejszych na świecie" i mieści się "w cichym skrzydle głównej biblioteki", gdzie Matthias zna "na pamięć wszystkie regały, półki i szuflady" i odszukałby książki "nawet w ciemnościach - rozpoznając je po załamanych grzbietach, fakturze okładek i ciężarze". 

Praca dostarcza Mattowi satysfakcji, a kiedy uczeni pytają go o rzadką książkę, której wcześniej nie widział, "doświadcza niemal fizycznej przyjemności". Czerpie też spełnienie z tego, że jego praca "jest taka, jaką chce żeby była" i "nikomu nie zdaje regularnych raportów". Zresztą "główny bibliotekarz, któremu podlega całość zbiorów uniwersyteckich, jest tylko marionetką, człowiekiem zamożnym i słabo oczytanym", z którym Matt ma jedynie "powierzchowny kontakt". Matthias uważa, że książki "trzymały go przy życiu w najmniej szczęśliwych chwilach". Były jego "schronieniem" i choć miał przyjaciół to interesowali go oni mniej niż książki - "zawsze cierpliwe i tolerancyjne". 

W dorosłym życiu, przez sześć lat pracował w księgarniach, zanim został przyjęty na studia bibliotekoznawcze, uważając się za "spadkobiercę bogatej tradycji, zacierającej granicę między umysłem i duchem" i uznając, że "biblioteka ma być uporządkowana, a nie nieskażona" książkami "fałszywymi i banalnymi". 

M. Cooley, Archiwista, przeł. A. Lakatos, Warszawa : Muza, 2000. 

Jednak nie o pracy w archiwum biblioteki jest tak naprawdę "Archiwista". Na plan pierwszy wysuwa się bowiem wątek żony bohatera - Judith. Wychowywana przez wujostwo, w dorosłym już życiu dowiaduje się o swoim żydowskim pochodzeniu, życiu i śmierci swoich rodziców, a także losach Żydów w Europie podczas wojny. Wiedza ta staje się dla niej przyczynkiem  do poszukiwań, tworzenia poezji, nieustających sporów oraz filozoficzno-religijnych dyskusji z mężem. W końcu staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Matt - zafascynowany poezją T.S. Eliota - szuka w słowach ukojenia po odejściu Judith, a w losach poety paraleli z życiem swojej żony. 

Nie jest to książka łatwa w odbiorze. I nie jestem pewna czy to dobra lektura na ponury, bardziej deszczowy niż śniegowy dzień lutowy. Nie spodziewałam się po tej książce takiego ciężaru tematycznego, tym bardziej, że opis wydawcy w ogóle nie przystaje do treści. Czytałam długo, przeplatając lekturę innymi książkami. Lektura dla poszukujących. Można. 

25 sty 2021

Głośny śmiech

 Pamiętam jak pewnej zimy utwór Dwa słońca genialnego, wyprzedzającego swoje czasy, zespołu Balkan Electrique debiutował na Liście Przebojów Programu 3. Ta piosenka skojarzyła mi się z letnim zmierzchem i ziemią stygnącą po wyjątkowo upalnym dniu. Sens słów piosenki dotarł do mnie znacznie później. Pamiętam też jak współtworząca wspomniany zespół odbierała nagrodę Fryderyka za swój solowy album. Bardzo chciałam przeczytać biografię Fiolki Najdenowicz. Ciekawiło mnie jak to się stało, że wokalistka obdarzona tak niesamowitym głosem zniknęła ze sceny. I o tym Fiolka w swej biografii opowiada. Opowiada z dystansem i humorem, w sposób iście gawędziarski o swoim dzieciństwie, dorastaniu, karierze.

F. Najdenowicz, Głośny śmiech : byłam gwiazdą, zostałam bezdomną wolontariuszką, Warszawa : Sophisti Books, 2015. 

 Otwarcie opowiada o swoich związkach, doświadczeniach i poglądach m.in na kwestię posiadania dzieci:

"Kwestia dzieci u mnie nie podlegała negocjacjom. Z terrorystą można negocjować, ze mną na temat dzieci - nie. Zdaję sobie sprawę, że mnóstwo ludzi tego nie rozumie i nie akceptuje, że niektóre kobiety nie mają instynktu macierzyńskiego i perspektywa bycia matką napawa je grozą i przerażeniem. Nigdy tego nie pragnęłam ani o tym nie marzyłam (...). Pytanie: Ale dlaczego nie chcesz mieć dzieci?, które zadaje mi się do dziś było dla mnie równie od czapy, jak np. pytanie: Dlaczego nie ufarbujesz sobie włosów na zielono? Bo nie. Często spotykałam się z nie znoszącym sprzeciwu stwierdzeniem: Zobaczysz, będziesz chciała, a już nie będziesz mogła. No, nie zachciałam. Już nie mogę. I wcale w tej kwestii nie zmieniłam zdania, a wręcz mam wrażenie, że utwierdziłam się w słuszności mojego wyboru". 

Biografia to szczera i bezpretensjonalna, z której wyłania się również bardzo ciekawy obraz rynku muzycznego w Polsce lat 90. XX wieku. Książka na jeden wieczór, która wywoła niejeden uśmiech. 

24 sty 2021

Sny wędrują po ludziach

 Niepozorna to książka. Zaledwie sto pięćdziesiąt dwie strony. Oszczędna pod względem kolorystyki okładka. Książka powstała z rozmów, których pretekstem były ubrania do trumny. I jest to książka o czekaniu na nieuniknione, ale przede wszystkim o życiu. O doświadczeniach przechodzących ludzkie pojęcie, ale też o świecie, który powoli przemija. Jest w tych opowieściach prostota, ludowa mądrość i niespieszne zadumanie. Jest wiara i są wierzenia. Autorka zbierała historie do tej książki przez piętnaście lat. Powstała piękna, wzruszająca opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. 

A. Kuźniak, Soroczka, fot. A. Bedyńska, Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2020. 


Przeczytałam "Soroczkę" dwa razy. Za pierwszym razem wzruszenie i jakaś trudna do określenia tęsknota powodowały, że poruszona, co chwila musiałam przerywać lekturę. Z wieloma motywami, z przedstawionych przez autorkę z tak niezwykłym wyczuciem historii, spotkałam się dzięki opowieściom mojej babci. Jedna z bohaterek tak np. opowiada o snach:

"Sny wędrują po ludziach. Po domach. Po drogach. Jak wędrują, to i pewnie pobłądzą (...). Nie zawsze człowiekowi śnią się jego sny (...). Czasem to nie sen, tylko zmora dusi człowieka, a on nawet o tym nie wie". 

Przejmująca. Ważna. Trzeba. 

2 sty 2021

Kocham cię, Lilith

Gdy byłam bardzo młodą nie-bibliotekarką fascynowały mnie dwie powieści, do których maniakalnie wracałam, a były to "Seans" Witolda Horwatha i "Apokryf Agłai" Jerzego Sosnowskiego. Łączy te dwie powieści postać tajemniczej kobiety, nieodgadnionej femme fatale i obsesyjna, niewiarygodna miłość. Emocje towarzyszące lekturze wróciły do mnie podczas czytania debiutanckiej powieści Radka Raka "Kocham cię, Lilith". 

Bohaterem jest tu młody człowiek, który musi spędzić trochę czasu w sanatorium w górach. Nie dane jest mu jednak odpocząć w pięknych okolicznościach przyrody. Jego całą uwagę pochłania intrygująca malarka Iwona - ucieleśnienie prawdziwej kobiety:

 "Bo to była prawdziwa kobieta, i wszystkie inne wyglądały przy niej jak upudrowane trupiszony, a mężczyźni boją się prawdziwych kobiet, bo nie mają pewności, czy im się poddadzą, i będą ich podziwiać". 

Poznaje też lekarkę Małgorzatę, ale przy Iwonie wydaje się być ona zbyt zwyczajna. Zafascynowany podąża tropem Iwony, a czytelnik wędruje wraz z nim nie tylko po górskich miejscowościach, ale też po krainie wyobrażeń, baśniowych fantasmagorii. Jest bowiem powieść Raka czerpiącą z mitów, szkatułkową, pulsującą i oniryczną opowieścią, napisaną pięknym stylem i językiem, który wywołuje we mnie skojarzenia z prozą Olgi Tokarczuk:

"Na zewnątrz zmierzch, który zawsze pogłębia wrażenie nieprawdziwości świata. O zmierzchu łatwo jest wątpić w istnienie wszystkiego, łącznie z sobą samym". 
"Chyba należę do pokolenia, które nie potrafi nigdzie się należycie ukorzenić. Jesteśmy ziarnem, które padło na miejsca skaliste".  

R. Rak, Kocham cię, Lilith, Prószyński i S-ka, Warszawa : 2020. 


 Hipnotyczna gra motywami, niesamowita wyobraźnia i wrażliwość językowa składają się na wciągającą, szczerą i odważną powieść od której trudno się oderwać. Jeśli tak wygląda debiut laureata Nike, to z tym większą chęcią sięgnę po jego kolejne powieści. 

21 paź 2020

Listy gończe za czytelnikami

 "Kiedyś śniło mi się, że idę do biblioteki z czerwonym koszykiem z Biedronki, a w środku mam na wszelki wypadek śpiwór, bo wiem, że to będzie strasznie długa i wyczerpująca droga. Kiedy wchodzę do budynku, widzę, że wszędzie wiszą listy gończe. Okazuje się, że ktoś ukradł ze zbiorów wszystkie książki z epoki oświecenia i zasikał regał. Bibliotekarki powiesiły na ścianie specjalną tablicę korkową, do której przyczepiły listy dzieci błagających o zwrot swoich ulubionych książek". 

Tak o swoim śnie opowiada bohaterka książki "Pustostany" Doroty Kotas. Dziewczyna mieszka w opuszczonej kamienicy, w której zostały już tylko przedmioty - kompasy dawnego życia. Bohaterka korzysta z tych pozostałości żywej codzienności - szczególnie z ubrań, co pomaga jej w kontaktach ze światem zewnętrznym, którego unika. Chętnie dałaby "swojej martwej podobiźnie w formacie A3 zastąpić się przed ludźmi", bo "nie ma najlepszego zdania na temat ludzi", którzy "wydają jej się dziwni". Uważa, że "ogólnie życie nie jest złe, kiedy się je ogranicza, kiedy się z nim nie przesadza, kiedy przestaje cię naprawdę dotyczyć". Nie pracuje, choć czasem próbuje "stać się częścią społeczeństwa" i "dołączyć do drużyny", ponieważ "dobrowolne wychodzenie z domu" wydaje jej się "perwersyjne". Szuka stałej pracy w miejsce mniej lub bardziej produktywnych zajęć. Najchętniej jednak obserwuje to, co dzieje się w otoczeniu kamienicy i na pobliskim bazarze. Jej hipnotyzująca, niespieszna, momentami oniryczna opowieść dotyczy zwyczajnych sytuacji, z których wyłuskuje absurdy i które puentuje w nieoczywisty sposób. 

D. Kotas, Pustostany, Warszawa : Niebieska Studnia, 2019. 

"Pustostany" to bardzo udany debiut, doceniony podczas piętnastej edycji Nagrody Literackiej GDYNIA. To zbiór zapisów z codzienności wyłapanych bardzo czułym sejsmografem i tworzących momentami zabawny, chwilami melancholijny kalejdoskop, który warto poznać i dawkować sobie dla pełnego rozsmakowania się w tej bardzo ciekawej prozie obiecującej autorki.