Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktorka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktorka. Pokaż wszystkie posty

29 paź 2022

Zapach książki

"Miejsce" to debiutancka powieść aktorki Dominiki Kluźniak. 
Głównym bohaterem jest tu M. - mężczyzna o którym niewiele wiadomo - chyba pracował w telewizji - a poznajemy go w momencie, gdy ucieka z miasta i od ludzi do domu, w którym się wychował. Chce sobie "pomilczeć w życiu" i bierze też ze schroniska psa, by go "chronił przed innymi ludźmi". Ma wprawdzie kontakt z ekspedientką z miejscowego sklepu i sąsiadem, ale są to raczej ludzie, którzy "nadają się do niemówienia"
M. zatrzymuje się w miejscu i nie chce "brnąć dalej w niepotrzebności". Upraszcza swoje życie, by zrobić przestrzeń na refleksję, zadumę i odrobinę wspomnień. Wspomina babcię, która raz w tygodniu kupowała mu książki, "a to były czasy, kiedy książki jeszcze pachniały":
"Pierwsze co robiłem po wyjściu z księgarni, to wąchałem książkę. W tym zapachu mieścił się cały bukiet emocji, samotności, przygód, skupienia i tajemnicy. Wszystko, wszystko było w tym zapachu. Później podczas czytania, już nie trzeba było nawet szukać tego zapachu - uwalniał się sam przy przewracaniu kartek".
Dominika Kluźniak, Miejsce, Gliwice : Wydawnictwo Helion, 2019. 

"Miejsce" to ujmująca swoją prostotą, a jednocześnie głęboko refleksyjna opowieść. Niespieszna, wzruszająca i pięknie napisana. Dodaję do ulubionych. 

3 maj 2021

Wierna czytelniczka

 Pierwsze moje skojarzenie z Anną Milewską to rola Klementyny Zawidzkiej w filmie "Szaleństwa panny Ewy", który to film widziałam wielokrotnie. Niezwykłą popularność przyniosła aktorce rola w serialu "Złotopolscy". Byłam ciekawa na ile odtwarzane role są odzwierciedleniem osobowości aktorki i dlatego sięgnęłam po jej biografię, autorstwa dziennikarki i podróżniczki Anny Binkowskiej. 

Przyjaciele, aktorzy z plany, reżyserzy zgodnie opowiadają że aktorka jest "dobrotliwa, cudowna, wesoła". Postrzegają ją jako "niezwykłą, uroczą i niekonfliktową osobę", od której "bije ciepło, mądrość i poczucie humoru".  Miła, sympatyczna, nietuzinkowa, wszędzie wzbudzająca sympatię, nie narzucała się reżyserom, nie zabiegała o role:

"Zwykle obsadzano mnie w rolach łagodnych postaci. Blondynka o spokojnym głosie, kobieta krucha, pełna ciepła i nieśmiała to wizerunek, na który zapracowałam sobie udziałem w wielu filmach, a później serialach". 

Reżyserzy raczej nie widzieli jej w roli kobiet, które po trupach idą do celu, choć ku zaskoczeniu widowni kilka razy wcieliła się w czarny charakter. Grała "piękne, szlachetne damy z zasadami, właściwą postawą, które znały język francuski i subtelnie trzymały filiżankę z prawdziwej porcelany. Nikt nie myślał, żeby powierzać jej role złych, złośliwych kobiet" - wspomina jedna z reżyserek. Denerwowała się jedynie, gdy reżyser nagle zmieniał dialog, scenę: "Zawsze musiała wiedzieć, co i jak. Takie sytuacje [gdy nie jest przygotowana] ją irytowały, ale Ania to klasa facetka!" - mówi o niej jedna z reżyserek. Współpracownicy doceniają jej niesamowitą wrażliwość językową. Na pytanie jak udała się impreza odpowiadała "jedwabiście". Przypadła mi do gustu jedna z figur stylistycznych autorki: "Proszę mnie natychmiast opuścić, tu nie wolno być!". 

A. Binkowska, Mogłam sobie pozwolić... Historia Anny Milewskiej, Warszawa : Edipresse, 2019. 


Nie znajdziemy jednak w tej biografii szczegółowego omówienia ról, czy drobiazgowego opisu lat dziecięcych. Można książkę "Mogłam sobie pozwolić..." nazwać biografią miłości. Miłości niemal bezwarunkowej. Taki rodzaj interpretacji narzuca już pierwszy rozdział biografii, gdzie autorka opisuje okoliczności w jakich aktorka poznała swojego przyszłego męża - Andrzeja Zawadę (pioniera himalaizmu zimowego). Co ciekawe, aktorka od razu wiedziała, że to ten jedyny. Jedna z z przyjaciółek obojga wspomina: 

"Jako małżeństwo wspaniale się uzupełniali. Każde z nich uwzględniało przestrzeń drugiej osoby. Była to wyjątkowo dobrana para, na życie (...). Spotkały się dwie wspaniałe osobowości i potrafiły się ułożyć, co jest dosyć rzadkie, zwłaszcza gdy każdy jest bogiem na swoim słońcu. Upływające lata umacniały ten związek, a nie osłabiały". 

Z opisu autorki wyłania się niezwykła relacja, nacechowana niebywałą wyrozumiałością i czułością.  Para nie miała dzieci:

"Najpierw ja nie chciałam, potem chciałam. Najpierw nie było warunków, potem były. Ale wtedy dużo grałam, byłam oporna. I już nie wyszło. Zresztą nie nadaję się do wychowywania. Bardzo lubię dzieci, ale na krótko. Nie mam cierpliwości. Nie mam zresztą też specjalnych wspomnień z moimi siostrzeńcami, kiedy byli dziećmi". 

Miało to - jak wspomina przyjaciółka obojga - wpływ na małżeńską relację:

"Byli absolutnym ewenementem jako para, mieli bezwzględną akceptację własnej, odrębnej działalności (...). Olbrzymi wpływ na ich relacje miał brak dzieci. Dzieci budzą emocje, zwłaszcza u kobiety, głównie strachu o zapewnienie im bytu. Kobieta staje się bardziej zaborcza. U nich tego nie było". 

Siostra aktorki mówi wprost: "uczuć rodzinnych nie ma zbyt wykształconych, nie można mieć wszystkiego". 

 W biografii znajdziemy też wątek z biblioteką:

"Swego czasu Anna była wierną czytelniczką biblioteki nr 17, przy ulicy Śmiałej, przy której mieszkała. Po śmierci męża bywała tam w innej roli. - Zanosiłam tam w darze książki, kiedy likwidowałam naszą sporą bibliotekę. Wtedy pochłaniało mnie całkowicie pisanie naszej małżeńskiej biografii". 

Przy przeprowadzce aktorka musiała pozbyć się "olbrzymiej biblioteki" męża: "Nie wyrzucałam książek na makulaturę, szukałam adresów bibliotek i oddawałam je". 

."Mogłam sobie pozwolić..." to biografia ciekawa, którą dobrze się czyta. Nie przytłacza tu nadmiar faktów czy dat. Miałam jednak wrażenie, że momentami autorka jakby na siłę próbowała zaprzeczyć stereotypowym wyobrażeniom na temat aktorki, wyłaniającym się z granych ról. Duży akcent położyła na pozamałżeńskie, mocno zażyłe kontakty z kobietami męża aktorki, czy przygody z paleniem różnych substancji. Choć rozumiem, że to pierwsze było w pewnym sensie niezbędne do ukazania tła miłości aktorki i himalaisty. 


28 mar 2020

Czytam na tydzień jedną książkę

Własnie oglądam po raz kolejny - tym razem po wielu latach, więc bardziej świadomie - serial Czterdziestolatek. Głównie, żeby przypomnieć sobie fenomenalną kreację aktorską Ireny Kwiatkowskiej. A to wszystko za sprawą biografii aktorki - Kwiatkowska. Żarty się skończyły. Jej autor - Marcin Wilk - wykonał ogromną pracę docierając do materiałów źródłowych, współpracując z rodziną aktorki, przepytując osoby z bliskiego jej otoczenia. Dzięki temu czytelnik ma dostęp do niepublikowanych dotąd fragmentów pamiętników artystki, dokumentów, listów czy fotografii.  Poznaje więc młodzieńcze rozterki przyszłej aktorki, raczej pesymistycznie nastawionej do przyszłości, pierwsze zauroczenia i zwątpienia, a także późniejsze literackie fascynacje:

"Obliczyłam, że przeciętnie czytam na tydzień jedną książkę - przyznaje aktorka. Pochłania ją Nałkowska (Niedobra miłość, Dom kobiet), Kuncewiczowa (Cudzoziemka), Huxley (Nowy wspaniały świat), Krzywicka (Pierwsza krew), Mann (Czarodziejska góra), Hamsun (Błogosławieństwo ziemi - ale tylko dwa tomy, zaznacza), Iwaszkiewicz (Panny z Wilka), Undset (Macierzyństwo), Mauriac (Teresa Desqueyroux, Koniec nocy, Kłębowisko żmij), Glasworthy (Saga rodu Forsyte'ów)". 
Wilk M., Kwiatkowska. Żarty się skończyły, Kraków : Wydawnictwo Znak, 2019.

Przez jeden sezon gra w Teatrze Nowym w Poznaniu. Niewiele o tym czasie wiadomo (aktorka wyrwała kartki z pamiętnika) poza kilkoma refleksjami:
"Dancing, małe popicie - naprawdę nikomu zaszkodzić nie powinno (...). Oddaję się zanadto potem myślom o nowych tańcach i miłym nastroju alkoholowym (...). Dobrze mi robi książka, przejażdżka rowerem, czy jakim innym sposobem poza miasto - na powietrze. Samotność płodna, pełna". 
Od początku pracy scenicznej jest niezwykle pracowita, obowiązkowa i pilna. W pamiętniku notuje:
"Praca i miłość, jeśli to lapidarnie ująć, powinny się harmonizować, zapładniać jedna drugą, dopełniać". 
Podczas wojny niewątpliwy talent aktorski i wyćwiczony pracowicie warsztat - uratują jej życie, a po wojnie w pracy spotka swojego przyszłego męża - spikera Polskiego Radia - Bolesława Kielskiego. Jego życiorys zasługuje na osobną książkę. Tych kilka wzmianek zamieszczonych w biografii wybitnej aktorki były bardzo wciągające. Momentami bardziej niż narracja o samej Kwiatkowskiej. - szczególnie pierwsza część, traktująca o nastoletnich udrękach wydała mi się przydługa. Muszę  też przyznać, że książka Kwiatkowska. Żarty się skończyły nie wciągnęła mnie tak, jak się spodziewałam i mam wrażenie niedosytu. Biografia to bardzo poprawna, ale bez polotu, bez tej iskry, która rozpala czytelnika i nie pozwala mu odłożyć książki, dopóki nie skończy.