Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykwariat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykwariat. Pokaż wszystkie posty

4 kwi 2022

Klub Przypadkowych Książek i przyjemność bibliotekarza

 

Klub Przypadkowych Książek to wysyłkowy klub książki, którego członkowie otrzymują co miesiąc książkę-niespodziankę, przygotowaną przez Shauna Bythella, księgarza, prowadzącego antykwariat w szkockim miasteczku Wigtown. Shaun "pieczołowicie wyszukuje pozycje, które spodobają się każdemu molowi książkowemu". A sam Klub jego założyciel uważa za  "zrzeszenie ludzi, którzy nie lubią wdawać się w interakcje z innymi". W przeciwieństwie do tych, którzy osobiście odwiedzają popularny już antykwariat, a których dokumentuje w swoich zapiskach szkocki księgarz. "Pamiętnik księgarza" jest zatem zabawną panoramą ludzkich typów oraz różnorodnego podejścia do książek i czytania. 




Poza odwiedzinami klientów, wyjazdami antykwariusza w teren, by pozyskać kolejne książki niewiele się dzieje. I przyznam Wam szczerze, że choć niecierpliwie czekałam na lekturę tego pamiętnika, to z każdą kolejną stroną moje rozczarowanie rosło. Spodziewałam się lekkiej i zabawnej lektury - co rzeczywiście można przypisać temu tytułowi. Natomiast samo podejście antykwariusza do klientów, którzy go odwiedzali nie zawsze budziło moje pozytywne odczucia. Trudno mi było też obdarzyć sympatią  autora tych zapisków, przez co nie miałam motywacji, by książkę dokończyć. Zabrakło mi jakiejś takiej czułej wyrozumiałości dla ludzi, którzy w czasach kultury obrazkowej sięgają po słowo pisane i jeszcze chcą za to płacić. Zamiast tego jest sporo samouwielbienia i arogancji w stosunku do odwiedzających antykwariat. Zresztą autor sam przyznaje w pewnym momencie: "Mogę być niegrzeczny dla klientów, to mój antykwariat, więc nikt mnie nie zwolni". To mnie irytowało i nawet te zabawne historie, rzadko zresztą kiedy pozbawione złośliwego komentarza autora, nie wpłynęły na odbiór całości (może się starzeję i będę niedługo musiała zmienić nazwę bloga). 
W każdym razie jest też w książce fragment o wizycie bibliotekarki:
"Kobieta, która najpierw przez dziesięć minut rozglądała się po sklepie, powiedziała mi że jest emerytowaną bibliotekarką. Pewnie według niej miało to oznaczać, że istnieje między nami jakaś więź. Myliła się. Ogólnie rzecz biorąc, antykwariusze nie darzą bibliotekarzy sympatią. Żeby książka przyniosła przyzwoity zysk, musi być w dobrym stanie. Dla bibliotekarza nie ma natomiast większej przyjemności, niż kiedy może wziąć świetnie zachowaną książkę, obkleić ją nalepkami, opieczętować pieczątkami, a potem - zupełnie nie zdając sobie sprawy z absurdalności swoich działań - nałożyć na nią obwolutę, żeby czytelnicy jej nie zniszczyli. Gwoździem do trumny dla egzemplarza, który znajdował się pod wątpliwą opieką biblioteki publicznej, jest wyrwanie ruchomej wyklejki i bezceremonialne przywalenie  pieczątki 'WYCOFANA ZE ZBIORÓW' na stronie tytułowej przed wystawieniem książki na sprzedaż. Wartość pozycji, która przeszła przez biblioteczną mordęgę, z reguły wynosi jedną czwartą tego, co jej pozabibliotecznego odpowiednika". 
"Pamiętnik księgarza" czytałam przez dwa tygodnie, nie mogąc go dokończyć. I to nie dlatego, że nie chciałam się rozstać z uroczym antykwariatem. Kiedy zaś przeczytałam ostatni akapit, odetchnęłam z ulgą, że mogę sięgnąć po coś znacznie ciekawszego. 

24 mar 2020

Młodszy bibliotekarz od trzydziestu czterech lat

Jeśli szukacie wciągającej książki, która pomoże Wam choć na chwilę zapomnieć o tym co się dzieje dookoła, to "Wyspa Camino" J. Grishama jest pozycją idealną. Ten nieszczęsny młodszy bibliotekarz, wspomniany w tytule posta, to Ed Folk. Pracuje on w Dziale Ksiąg Rzadkich i Zbiorów Specjalnych w Bibliotece Firestone'a na Uniwersytecie Princeton, i wspomniany jest na początku powieści (w dalszych rozdziałach niestety nie występuje). Na początku się zdziwiłam: trzydzieści cztery lata pracy i wciąż młodszy bibliotekarz? Ale potem pomyślałam o polskich realiach i bibliotekach... Wracając jednak do powieści - ze wspomnianej biblioteki zostają skradzione rękopisy powieści F. Scotta Fitzgeralda. Ponieważ nie ma zbrodni doskonałej, dwaj sprawcy włamania zostają ujęci przez FBI. Rękopisy nie zostają jednak odnalezione. Równolegle do oficjalnego, swoje śledztwo prowadzi też firma ubezpieczeniowa. Zatrudnia ona pisarkę Mercer Mann, która ma za zadanie przenieść się na florydzką wyspę Camino - gdzie prowadzi swoją działalność znany antykwariusz i właściciel księgarni - Bruce Cable. Mercer ma zbliżyć się do niego i wybadać czy jest w posiadaniu drogocennych manuskryptów... 

Grisham J., Wyspa Camino, Warszawa : Wydawnictwo Albatros, 2019.

Mercer Mann nie jest jedyną pisarką na wyspie - czytelnik poznaje cały korowód artystów, którzy skupiają się wokół księgarni Bruce'a. On sam jest postacią nietuzinkową i chętnie opowiada o książkach:
Każdej książce daję sto stron i jeśli po pierwszej setce autor nie potrafi przykuć mojej uwagi, odkładam ją na bok. Jest za dużo dobrych książek żeby tracić czas na czytanie złych.

"Wyspa Camino" nie jest  na pewno książką typową dla Grishama - przeznaczona raczej dla tych, którzy pracują z książkami lub zamierzają je tworzyć - zawiera masę literackich odniesień i smaczków. Fabularnie też nie powala na kolana.  Napisana jest jednak na tyle ciekawie, że czyta się jednym tchem i można przez chwilę zapomnieć, że biblioteki są zamknięte... 


  

9 gru 2019

Nie chcę już być panią bibliotekarką

"Księżniczka" Lucyny Olejniczak (autorki świetnie przyjętej przez czytelniczki serii "Kobiety z ulicy Grodzkiej") to opowieść, którą poznajemy z perspektywy małej Lenki i dorosłej już Leny. Jej ojciec to szanowany inżynier, budowniczy Nowej Huty. Matka zajmuje się domem. Lena świetnie się uczy, ma bardzo rozwiniętą wyobraźnię i chętnie czyta książki:

"Mama wypożycza książki z biblioteki w Krakowie. Jeżdżę tam z nią czasem tramwajem, na ulicę Świętego Jana, gdzie jest taki mały ciemny sklepik ze starymi pożółkłymi książkami oraz wypożyczalnia, taka mała biblioteka. W tym sklepiku są również stare gazety i widokówki, a nawet jakieś obrazy. Niektóre leżą po prostu na podłodze pod ścianami, a wszystkie tak pięknie pachną starym papierem i kurzem. Miła pani rozmawia z nami cicho, jakbyśmy były w kościele, a potem daje mamie książkę oprawioną w szary papier i zapisuje coś na tekturowym kartoniku. Chciałabym kiedyś pracować w takiej wypożyczalni i móc czytać te wszystkie książki. Wyobrażam sobie, że za kotarą, która oddziela sklepik od zaplecza jest przejście do zaczarowanego świata, gdzie mieszkają wszystkie postacie z bajek". 
Lena dostaje od pani z antykwariatu książkę. Dziewczynka "nie chce być żadną artystką" woli zostać "bibliotekarką albo śpiewaczką".  To marzenie jednak szybko się zmienia: "Jak dorosnę zostanę podróżniczką. Nie chcę już być panią bibliotekarką, gdyż ostatnio jedna taka nakrzyczała na mnie, że oddałam zniszczoną książkę. Nie chcę krzyczeć na dzieci, a chybabym czasem musiała. Wolę być podróżniczką i jeździć po całym świecie". 

L. Olejniczak, Księżniczka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019. 

Lenka ucieka w świat książek. Ucieka przed patologiczną codziennością na pozór normalnej rodziny. Przed ciężarem i sytuacjami, które nigdy nie powinny mieć miejsca. W słowach znajduje azyl. W słowach, które kształtują jej wyobraźnię i pozwalają na podróż do nieistniejących miejsc, na myśli o życiu w lepszym świecie, które stają się pociechą. Nie zostaje bibliotekarką, ale pomaga ludziom. Nie wyobraźnia pomaga jej w dorosłym życiu otrząsnąć się z traumy, ale miłość, małżeństwo i wyjazd z Nowej Huty. 

Powieść "Księżniczka" bardzo mną wstrząsnęła. Nie polecam jej na zimowy wieczór, choć jest bardzo dobrze napisana. Autorka podjęła na kartach powieści niezwykle trudny temat - przemocy w rodzinie we wszystkich jej przejawach. Zabrakło mi w tej historii podkreślenia roli siostry głównej bohaterki, wątku wzajemnego wsparcia i siostrzanej solidarności. Gdyby powieść rozegrała się w innym przedziale czasowym, być może bardziej wyeksponowane byłyby zasoby własne bohaterki, a małżeństwo nie stanowiłoby jedynej drogi do zerwania z przeszłością. Nie zmienia to faktu, że powieść jest bardzo poruszająca. Kilka razy się nad nią rozpłakałam. I zupełnie szczerze - coraz bardziej rozumiem czytelniczki, które przychodzą do biblioteki po coś "lekkiego, łatwego i przyjemnego". Powieść "Księżniczka" do takich z pewnością nie należy. 

27 lip 2019

Amelia jeździ metrem i czyta

Okładka polskiego wydania książki "Dziewczyna, która czytała w metrze" skojarzyła mi się z filmem "Amelia". Podobna kolorystyka, dziewczyna trzymająca książkę o zbliżonym typie urody, co główna bohaterka filmu. To chyba celowy zabieg wydawcy, jeśli wziąć pod uwagę inne, obcojęzyczne wydania tej powieści.  Zabieg narzucający interpretację powieści - narracja nagle wydaje się zbliżona do filmowej, splot okoliczności w których znajduje się bohaterka mało prawdopodobny, na granicy realizmu magicznego - zupełnie jak w ekranowej opowieści. 



W książce jednak bohaterka ma na imię Juliette. Pracuje w agencji nieruchomości, dokąd dojeżdża metrem. Podczas podróży obserwuje współpasażerów, którzy czytają książki. Pewnego dnia wysiada na innej stacji niż zazwyczaj i trafia do osobliwego miejsca wypełnionego książkami - ni to antykwariatu, ni księgarni prowadzonej przez człowieka o imieniu Soliman, dla którego książki są całym życiem. Juliette pod wpływem tego spotkania rzuca pracę i poświęca się łączeniu właściwych książek z odpowiednimi czytelnikami. Nieszczęśliwy splot okoliczności powoduje, że musi zająć się córką Solimana i odnaleźć matkę małej Zaide. Traf chce, że matka Zaide ma schowanego w garażu minibusa, którym Juliette wyrusza w podróż, by wypełnić pewną misję i oczywiście rozdawać książki. Nie tworzy "biblioteki objazdowej", bo "takich jest mnóstwo", więc "nie musi troszczyć się o to, żeby zaspokoić różne upodobania, dostosować się do czytelników w każdym wieku, uwzględnić cały wachlarz zainteresowań". 
To nie jest obszerna powieść, jednak czytanie jej momentami tak mnie męczyło, że przerywałam lekturę na rzecz innej, bardziej wciągającej książki. Sam pomysł na fabułę ciekawy, jednak źle wykorzystany - słabo nakreślone postaci, pozbawione psychologicznej głębi i czegoś, co pozwoliłoby czytelnikowi na choć najmniejsze utożsamienie się z bohaterami. Paryż z kart powieści wyblakły i papierowy właśnie - bez kolorów, zapachów, nie skłania, by napić się kawy i zjeść croissanta. I wcale nie poczułam się lepiej po przeczytaniu tej powieści - należy ona do nurtu "feel-good" - miałam raczej poczucie straconego czasu. Jeśli chcecie poczuć się naprawdę dobrze po lekturze, lepiej sięgnąć po "Lawendowy pokój". (recenzja tu>>>)





24 kwi 2019

Jak żyć?

Odpowiedź na zadane w tytule posta pytanie znalazłam w niepozornej książce "Kapturek na Manhattanie" Carmen Martin Gaite. 
To opowieść oparta na znanej baśni. Czerwonym Kapturkiem jest tu dziesięcioletnia Sara Allen, mieszkanka Nowego Jorku, która "nauczyła się czytać, kiedy była bardzo mała, i umiejętność ta wydawała jej się najzabawniejszą rzeczą na świecie". Mama Sary uwielbia piec tort truskawkowy i dziewczynka bardzo często zawozi go swojej babci Glorii, która kiedyś była znaną artystką. Babcia Gloria spotyka się z właścicielem antykwariatu:
"Antykwariat Aurelia Roncalego nazywał się Books Kingdom, czyli Królestwo Książek, a jego znakiem firmowym wybitym na pierwszej stronie każdej książki była królewska korona nad otwartą książką. Sara marzyła o tym, żeby poznać tę księgarnię, ale rodzice nigdy nie chcieli jej tam zaprowadzić, twierdząc, że jest za daleko. Wyobrażała sobie antykwariat jako maleńką krainę pełną schodów, zaułków i maciupkich domków, ukrytych za kolorowymi półkami i zamieszkanych przez maleńkie istoty w spiczastych czapeczkach, [które] wchodziły między strony książek i opowiadały historie, które zostawały tam już na zawsze w postaci rysunków albo zapisanych opowieści".
Pan Aurelio opuszcza babcię, ale w jego miejsce pojawia się... wilk. A konkretnie Edgar Woolf  - właściciel luksusowych ciastkarni. Nie od niego pochodzi jednak przepis na życie, a od krążącej po Manhattanie kobiecie, którą zwą Miss Lunatic:
"Dla mnie żyć to znaczy nie spieszyć się, wszystkiemu spokojnie się przyjrzeć, zastanowić, wysłuchać cudzych zmartwień, być ciekawym świata i ludzi, być wrażliwym, nie kłamać, dzielić się z żywymi szklanką wina albo kromką chleba, z dumą wspominać nauki zmarłych, nie pozwolić by nas poniżano lub oszukiwano, nie odpowiadać, że tak lub nie, nie policzywszy przedtem do stu, jak to robił Kaczor Donald... Żyć to umiejętność bycia samemu, by nauczyć się być z innymi, i żyć to umiejętność wysławiania się i wypłakania... i żyć to śmiać się... (...) Ludzie tak poważnie traktują zarabianie pieniędzy po to, żeby żyć, że w rezultacie zapominają żyć".

C. M. Gaite, Kapturek na Manhattanie, Warszawa 1999.
 "Kapturek na Manhattanie" to humorystyczna, momentami wzruszająca, baśniowa opowieść, która przypadnie do gustu miłośnikom pierwszych filmów Jana Jakuba Kolskiego i tym, którzy w literaturze szukają pokrzepienia.

1 lis 2017

Antykwariat

Antykwariat to tytuł filmowej etiudy Waldemara Krzystka, późniejszego reżysera znakomitego Fotografa czy Małej Moskwy. To opowieść o utracie. Syn po śmierci ojca pozbywa się pieczołowicie budowanej przez niego kolekcji książek. Książki są tu symbolem niewypowiedzianych słów, niedokonanych gestów, czasu zmarnowanego na gniewie i żalu. Są niewykorzystaną szansą na poznanie drugiej osoby. 



Kiedy syn dostrzega w pożółkłych kartach ostatnią nić wiążącą go z tym, który odszedł, jest już za późno. Antykwariusz nie zgadza się na odkupienie książek.

Antykwariat, 1980. Ninateka

4 cze 2017

Ponętny antykwariusz

Książki zbliżają ludzi. Czasem nawet za bardzo, o czym przekonała się Connie Sumner bohaterka filmu Niewierna (2002, reż. A. Lyne). Żona zapracowanego właściciela firmy i matka dziewięciolatka, poznaje pewnego wietrznego dnia antykwariusza Paul'a Martela. Wpada na niego, rozrzucając stos, niesionych przez miłośnika słowa drukowanego, ksiąg. 


Ten zaprasza ją do wynajmowanego mieszkania, wypełnionego książkami. Daruje jej jeden tytuł i od tej pory książka i jej niedawny właściciel nie dają o sobie zapomnieć. Z książki wypada wizytówka, co daje Connie pretekst do telefonu i ponownych odwiedzin. Paul chwali się zakupem pierwszego wydania Białego kła Jacka Londona i pokazuje jej książkę brajlowską (epizod ten przypomina trochę słynną scenę z lepieniem garnków w filmie Uwierz w ducha).


Odtąd częściej niż książkami, Paul zajmuje się cudzą żoną. A że nie przystaje on do tradycyjnego wyobrażenia o miłośniku starych ksiąg, Connie nie jest jedyną, która orbituje wokół planety antykwariusza. Z czasem sprawy ulegają znacznemu skomplikowaniu, potwierdzając tezę, że wiedza i teoria - w tym wypadku czerpana z przeczytanych książek - nie idzie pod rękę z praktyką życia (nie)codziennego. 



Dobre zdjęcia i wspaniała muzyka to niewątpliwe atuty tego filmu, traktującego o tym, że czasem drobne wybory, zawahanie w jakimś momencie życia, prowadzą do nieoczekiwanych i ogromnych zawirowań.
Za inspirację do tego wpisu dziękuję Czytelniczce bloga i koleżance po fachu.

18 maj 2011

Strongwoman

W Bluszczu (tak, tak wróciłam do tego, niegdyś skrytykowanego magazynu - zmiana ojca prowadzącego wyszła tej gazecie na dobre) wyczytałam, że Mariusz Pudzianowski bywa na Giełdzie Książek Przeczytanych, gdzie pokazuje ile to on jest w stanie książek unieść. Podnoszenie zakurzonych woluminów to jedyne co może zrobić Strongman, gdyż jak sam deklaruje książek czytać nie lubi. Większy z niego byłby pożytek , gdyby dał się jednak z książką czytaną w obiektywie uwiecznić (no wiecie, że można łączyć ponadprzeciętną siłę z mądrością, niczym Superman itp.) bo 60 kg książek (bo tyle ten najsilniejszy mężczyzna przeniósł w antykwariacie) to ja przerzucam przy inwentaryzacji jedną ręką i taki siłacz (patrz zdjęcie) wrażenia na mnie nie robi żadnego.