5 maj 2018

Bibliotekarz Karol i zaborcze smoczyce

Weekend majowy spędziłam w doborowym towarzystwie 😊 Także literackim. Magda Garstka (bohaterka powieści Anety Jadowskiej), bo o niej mowa, wraca po studiach do rodzinnej Ustki. Namówiona przez babcię, która prowadzi pensjonat, zatrudnia się w nim, dorabia także w kawiarni. Na samotnym, porannym spacerze znajduje zwłoki. A że tradycje w rodzinie są (ojciec był, wuj jest policjantem), Magda próbuje dowiedzieć się kim był denat i po co do Ustki przybył. W tym celu udaje się również do biblioteki, bo "gdy masz mnóstwo pytań i żadnych odpowiedzi, możesz zacząć właśnie tam":

Ustecka biblioteka mieściła się na piętrze niewielkiego pawilonu pośrodku osiedla. (...) Przez chwilę wahałam się z dłonią na klamce, zastanawiając się, jak właściwie poprowadzić rozmowę, by zdobyć interesujące mnie informacje. Miałam kilka pomysłów, jeden bardziej absurdalny od drugiego. Wzdychając, przekroczyłam próg w nadziei, że mnie olśni. W czytelni było kolorowo, nie tylko dzięki regałom z książkami, ale także wiszącym pomiędzy nimi zdjęciom dzieci w różnym wieku. Każdy z modeli przyciskał do piersi książkę i szeroko się uśmiechał. Wyglądali uroczo, a zdjęcia były, co szybko oceniłam, dobrej jakości i zrobione przez kogoś, kto o fotografii wie trochę więcej niż "naciśnij i puść guzik".

Podeszłam do pustego biurka dyżurnego bibliotekarza i postanowiłam poczekać. Jeśli pracowała tu jakaś zaborcza smoczyca, nie chciałam zostać przyłapana na grzebaniu w księgozbiorze bez pozwolenia. Wciąż miałam traumę po kontakcie z panią Bożenką, królową na włościach biblioteki osiedlowej w Łodzi. Niech jej emerytura lekką będzie i w harlequiny bogatą. Usłyszałam głuche stuknięcie i spod biurka wyłonił się rozczochrany facet pod czterdziestkę, z nieco rozkojarzonym spojrzeniem. Musiał klęczeć na podłodze.
Przywitałam się grzecznie. Poprawił okulary i wstał otrzepując spodnie. Mimo letniego dnia miał na sobie koszulę z długim rękawem, w biało-brązową krateczkę, i granatowe dżinsy. - Przepraszam, ołówek mi się stoczył - powiedział i pomachał żółtym ołówkiem na dowód. Kusiło, by rzucić coś o upadku obyczajowym w świecie materiałów piśmienniczych, ale nie zamierzałam się wychylać, póki nie wybadam, z jakim gatunkiem bibliotekarza mam do czynienia. Bo typy są dwa : aspołeczny, często ewoluujący w zaborczą smoczycę lub smoka, traktujący księgozbiór jako swoją własność i patrzący na czytelnika jak na zło konieczne. Typ drugi natomiast jest prospołeczny. To miły, wesoły, zaangażowany pasjonat, któremu nawet niskie zarobki i stały kontakt z dziećmi nie przeszkadzają w lubieniu swojej pracy. Wśród bibliotekarzy, jak wśród nauczycieli - potrzebne jest powołanie.
Grzecznie podałam swoje nazwisko i przyznałam, że nie mam karty bibliotecznej. - To żaden problem - zapewnił mężczyzna, który przedstawił się jako Karol. W tym czasie tylko dwa razy musiał poprawić zsuwające się z nosa okulary. - W dwie minuty może być pani naszym czytelnikiem. Zakładamy kartę stałą czy tymczasową? - zapytał.
 Magda zakłada kartę stałą, a rozpoznana jako wnuczka prowadzącej pensjonat "Wielka Niedźwiedzica", roześmiała się "zakłócając świętą biblioteczną ciszę".
- W naszej bibliotece można się śmiać - zapewnił Karol. - Ludzie często się śmieją, czytając. Tylko gadać przez komórkę nie pozwalamy. I puszczać muzykę. 
 Bibliotekarz pomaga bohaterce dotrzeć do cennych dla niej informacji, przyczyniając się do rozwikłania zagadki. Zresztą autorka dziękuje "wszystkim świetnym bibliotekarkom", dzięki którym "ustecka biblioteka jest przyjaznym miejscem i po prostu musiała trafić do książki".

Świetnie się bawiłam w towarzystwie Magdy Garstki i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy jej przygód.  Wydawca rekomenduje "Trupa na plaży" jako powieść w stylu Joanny Chmielewskiej. Główna bohaterka kojarzy mi się z Anną Beddingfeld, bohaterką powieści Agathy Christie "Mężczyzna w brązowym garniturze". Czy potrzeba lepszej rekomendacji? 😊







Brak komentarzy: