Mimo braku czasu, wciągnięta przez wir przygotowań do wyjazdu (cel: Tallinn) siadam na chwilę i przeglądam zaległy numer czasopisma Bluszcz. W wywiadzie z Adamem Woronowiczem znajduję zdanie, które mogłoby być mottem mojego życia: Pieniądze muszę mieć na książkę, gazetę, kawę na mieście i niepiracką płytę. I wystarczy. Rozbawił mnie też wywiad z Wojciechem Mannem, którego fragment pozwolę sobie zacytować.
WM: Teraz te tablety są popularne, wkurza mnie to, że jak z nich czytam, to mi się tekst przewraca.
Rafał Bryndal: Może się przewrócić w głowie...
WM: No
RB: A ja twoją książkę tak przeczytałem.
WM: Tak? I przewracało ci się?
RB: Hm
WM: A ona istnieje w ogóle w takiej wersji?
RB: Tak
WM: Ale to piractwo!
RB: E tam, musiałem kupić. Patrz - Fedorowicz, Domosławski. I ty.
WM: A skąd to masz?
RB: Kupiłem. Ponad dwadzieścia złotych zapłaciłem.
WM: A zalogowałeś się? Sprawdzę czy tam jesteś...
RB:Musiałem nawet nymer karty podać.
WM: To dobrze.
RB: Jakiś niższy procent zapłaciłem.
WM: Czyli po prostu taniocha, nie mogłeś w jakiejś księgarni pełnej sumy wydać?
RB: Jechałem na wakacje, chciałem sobie poczytać. Po co płacić za kilogramy.
WM: To nie jest taka ciężka książka!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz. Pokaż wszystkie posty
12 mar 2012
4 paź 2008
Bluszcz

Ukazał się nowy magazyn dla kobiet Bluszcz - pismo miesięczne ilustrowane dla kobiet, nawiązujący do powstałego w XIX wieku o takim samym tytule. Jednak o ile to drugie było jednym z najbardziej poczytnych (ukazywało się od 1865 do 1939 roku), o tyle współczesna wersja raczej nie ma szans powtórzyć sukcesu swego pierwowzoru. Mam wrażenie, że w czasopiśmie tym, pretendującym do literackiego, znalazły się wszystkie teksty współczesnych pisarzy (choć to i tak, w przypadku niektórych mało adekwatne określenie), których to tekstów ze względu na ich kiepską wartość literacką, nie opublikowano w żadnych innych wydawnictwach. Co robi w ich towarzystwie aktorka ze swoim pseudo-filozoficznym opowiadaniem oraz piosenkarka, która interpretuje sny, tego doprawdy nie wiem. Joanna Chmielewska w swoim żartobliwym felietonie na temat palaczy, pisze: „Ale przecież Hitler nie palił! Papierosów nie palił, mam na myśli. Inne rzeczy owszem, poczynając od dzieł literackich, kończąc na materiale ludzkim(!).” Nie wiem, śmiać się czy płakać. Czy ktoś w redakcji czytał zamieszczone w czasopiśmie teksty? Czy wystarczy znane nazwisko i już można publikować byle co pod hasłem „literatura”? Jedno jest pewne - nie będę kobietą (z) Bluszczem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)