Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bluszcz. Pokaż wszystkie posty

12 mar 2012

Spod prasy

Mimo braku czasu, wciągnięta przez wir przygotowań do wyjazdu (cel: Tallinn) siadam na chwilę i przeglądam zaległy numer czasopisma Bluszcz. W wywiadzie z Adamem Woronowiczem znajduję zdanie, które mogłoby być mottem mojego życia: Pieniądze muszę mieć na książkę, gazetę, kawę na mieście i niepiracką płytę. I wystarczy. Rozbawił mnie też wywiad z Wojciechem Mannem, którego fragment pozwolę sobie zacytować.

WM: Teraz te tablety są popularne, wkurza mnie to, że jak z nich czytam, to mi się tekst przewraca.
Rafał Bryndal: Może się przewrócić w głowie...
WM: No
RB: A ja twoją książkę tak przeczytałem.
WM: Tak? I przewracało ci się?
RB: Hm
WM: A ona istnieje w ogóle w takiej wersji?
RB: Tak
WM: Ale to piractwo!
RB: E tam, musiałem kupić. Patrz - Fedorowicz, Domosławski. I ty.
WM: A skąd to masz?
RB: Kupiłem. Ponad dwadzieścia złotych zapłaciłem.
WM: A zalogowałeś się? Sprawdzę czy tam jesteś...
RB:Musiałem nawet nymer karty podać.
WM: To dobrze.
RB: Jakiś niższy procent zapłaciłem.
WM: Czyli po prostu taniocha, nie mogłeś w jakiejś księgarni pełnej sumy wydać?
RB: Jechałem na wakacje, chciałem sobie poczytać. Po co płacić za kilogramy.
WM: To nie jest taka ciężka książka!

4 paź 2008

Bluszcz


Ukazał się nowy magazyn dla kobiet Bluszcz - pismo miesięczne ilustrowane dla kobiet, nawiązujący do powstałego w XIX wieku o takim samym tytule. Jednak o ile to drugie było jednym z najbardziej poczytnych (ukazywało się od 1865 do 1939 roku), o tyle współczesna wersja raczej nie ma szans powtórzyć sukcesu swego pierwowzoru. Mam wrażenie, że w czasopiśmie tym, pretendującym do literackiego, znalazły się wszystkie teksty współczesnych pisarzy (choć to i tak, w przypadku niektórych mało adekwatne określenie), których to tekstów ze względu na ich kiepską wartość literacką, nie opublikowano w żadnych innych wydawnictwach. Co robi w ich towarzystwie aktorka ze swoim pseudo-filozoficznym opowiadaniem oraz piosenkarka, która interpretuje sny, tego doprawdy nie wiem. Joanna Chmielewska w swoim żartobliwym felietonie na temat palaczy, pisze: „Ale przecież Hitler nie palił! Papierosów nie palił, mam na myśli. Inne rzeczy owszem, poczynając od dzieł literackich, kończąc na materiale ludzkim(!).” Nie wiem, śmiać się czy płakać. Czy ktoś w redakcji czytał zamieszczone w czasopiśmie teksty? Czy wystarczy znane nazwisko i już można publikować byle co pod hasłem „literatura”? Jedno jest pewne - nie będę kobietą (z) Bluszczem.