31 sie 2009

Gaza Bowen



"You can judge so much about a person by what they've chosen to put on their feet" Gaza Bowen







Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam pracę Red Shoe Reader, pomyślałam, że to bardzo ciekawy i dosłowny sposób połączenia dwóch moich zamiłowań, czyli butów i książek. ;) Autorka przez blisko dwadzieścia lat zajmowała się butami : ich budową, znaczeniem społecznym, historią. Stanowiły one swoistą platformę do krytyki zastanych schematów. Próżno jednak szukać informacji o tej znanej na całym świecie artystce na polskich stronach internetowych, a jest ona także autorką ciekawej instalacji Bibliotheca Memoria oraz artystycznych książek jak ta ukazana na zdjęciu.

Skontrum odc. 3


„Przed rozpoczęciem pracy pracownik powinien ubrać się w odzież roboczą i ochronną przewidzianą do użycia na danym stanowisku pracy”

29 sie 2009


"Gdybym powiedział, że owszem, jestem prawdopodobnie geniuszem, to dałbym wyraz braku inteligencji, bufonady, a nie geniuszu. Nie myślę o tym. Takim jak ja udaje się łączyć przyjemność bytowania z pasją życia, a jednocześnie stanowi to ich zawód. Idziemy naprzód na tyle, na ile nam drogę oświetla strumień indywidualnej latarki. Nieraz baterie bywają słabsze, nieraz mocniejsze. Jednak nie widzimy dalej, niż pada nasze światło. To życie w niepewności." Grzegorz Ciechowski ( 29.08.1957 -22.12.2001)

27 sie 2009

Dzwonek do drzwi. Otwiera Q. W drzwiach stoi starszy człowiek z drabiną (co samo w sobie nie jest niczym dziwnym, gdyż właśnie trwa remont klatki schodowej)
X (nie przestając wciskać dzwonka): Panie, dzwoni u Pana? Dzwoni?
Q (w myślach) A jak inaczej otworzyłbym drzwi?
X: Bo u mnie nie dzwoniło... Bo kabel przecięli.. I teraz prąd jest od dupy strony...
Q:?
X (wskazując na koszulkę Q z napisem Switzerland i flagą): A co to za firma? Pan tam pracuje?
Q: Nie... Rozdawali...
X: Aha, a gdzie Pan pracuje?
Q: Jestem pisarzem...
X (lustrując Q od z góry na dół): Aaaa, znaczy się artysta... A o czym Pan pisze?
Q (zniecierpliwiony): O zabójstwach...

X: Aaaa... tak jak Olewnik i Papała...

W Biblionetce dyskusja na temat bibliotekarzy czytających w miejscu pracy. Oczywiście, że czytamy w pracy. Ostatnio uwagę moją i F. zajmuje artykuł "Sterowanie procesem napełnienia w dwusuwowym silniku z zaworem umieszczonym w denku tłoka".

26 sie 2009

Słuchamy z F. Trójki. Wiadomości: "Posłowie wrócili do pracy po wakacjach..."
F. (z przekąsem): Oni pewnie nie mieli skontrum po powrocie z urlopu...

23 sie 2009


zaprosiliśmy pająki
na wspólne pomieszkanie
żeby nieco zapajęczyły
ten pusty kąt przy szafie

żeby rozsnuły
zasnuły

potem
ustawiliśmy piec do góry dnem
wypadł dostojnie
rozhuśtaliśmy lampę
zgasła

i już było mieszkanie
wreszcie mieszkanie
z okrutnym zapachem maciejki
w poprzek
H. Poświatowska

[fot. Eva Scriba]

Wyczytane...

"Stoisko z książkami o tematyce dydaktyczno-pedagogicznej w wydaniu popularnym. Młode małżeństwo, ona z brzuszkiem, z zainteresowaniem coś przeglądająca, on - znudzony:
-No przestań już, chodź!
-Poczekaj, ciekawa ta książka, kupmy, dobrze?
-Daj spokój! Dowiedziałaś się kiedykolwiek czegoś ciekawego z książki? Chodź już!"

22 sie 2009

Mrożone macchiato, muzyka The Cure płynąca z głośników i nowa książka... Według Sokratesa szczęście jest przyjemnością wolną od wyrzutów sumienia. I w takiej chwili nie mogę się z tym nie zgodzić...

18 sie 2009

Bibliotekarka donosi...

W Chicago bibliotekarze, pracownicy miejskich przychodni i przedsiębiorstwa oczyszczania miasta mieli, w ramach cięcia kosztów, w poniedziałek dzień wolny. Zrezygnowano z wywozu śmieci, zamknięto biblioteki i przychodnie, a ich pracownicy musieli wziąć bezpłatny urlop (!). Miasto chce w ten sposób ograniczyć deficyt budżetowy, Dzięki temu udało się zaoszczędzić 8,3 mln USD. Ma to pomóc uratować miejsca pracy i - na dłuższą metę - utrzymać usługi dla mieszkańców. Tylko skąd pomysł, żeby zamykać biblioteki? Czy naprawdę generują tak wysokie koszty?

Skontrum odc. 2



Tak, naprawdę mamy ten tytuł w swoich zbiorach. Dobrze, że się odnalazł, bo zapotrzebowanie jest takie, że trzeba było wprowadzić zapisy...

Skontrum odc. 1

E. (do F.): Ooo, ta książka to jakiś staroć chyba... Jak na nasze zbiory to straszny staroć... Patrz 1975 rok!
F.: No, tylko nie mów tak przy Szefie, bo to chyba jego rocznik...

17 sie 2009

Życie, którego nie było

Czytając pracę F. dotyczącą wspomnień i pamięci, natrafiłam na ciekawy wątek. W 1995 roku w „Wydawnictwie Żydowskim” we Frankfurcie nad Menem ukazała się książka: „Urywki. Z dzieciństwa 1939 - 1948.”, w której autor - Binjamin Wilkomirski –rekonstruował własny życiorys, opisywał swoje ciężkie wojenne dzieciństwo, utratę rodziców, pobyt w obozach koncentracyjnych oraz powojenne losy. Książka została wznowiona sześciokrotnie w ciągu trzech lat i przetłumaczona na trzynaście języków. W 1996 roku otrzymała też prestiżową nagrodę amerykańskiej Jewish Book Award, stając się klasyką literatury Holocaustu. Po analizie i dokładnym zbadaniu podawanych przez Wilkomirskiego faktów okazało się, że książka nie ma w sobie cienia prawdy. Prawdziwe imię i nazwisko autora to Bruno Doesseker. Uwierzył on w to, że zawsze był Binjaminem Wilkomirskim. Przeżycia tak dokładnie przez niego opisywane nigdy nie były jego udziałem. Jednak zdaniem psychologów nie było to wyrachowane działanie, a wynik autoperswazji. Przez lata Doesseker wprowadzał do swej pamięci fałszywe wspomnienia powoli stając się Wilkomirskim. Książki, roszczącej sobie prawo do bycia świadectwem, a nie literacką fikcją, nie wycofano z obiegu

16 sie 2009

priv

Dla M. z nadzieją na uśmiech i lepsze dni... Dziękuję, że Jesteś, Kochana. Pamiętasz?

fot. wymyślił i narysował Marek Raczkowski

13 sie 2009

...czy mnie jeszcze pamiętasz?

To się nazywa come back! Mam nadzieję, że nie przejdzie bez echa, bo to całkiem niezłe, ciężkie granie.

12 sie 2009

Oddała książkę z biblioteki po... 70 latach

Puls Biznesu donosi: "Gdy 13-letnia Iris Chadwick wypożyczała z londyńskiej biblioteki książkę z partyturą musicalu, nie przypuszczała, że odda ją dopiero po... 70 latach. W oddaniu książki na czas przeszkodziła jej druga wojna światowa; później o całej sprawie zapomniała. Jednak ostatnio 83-letnia Angielka w trakcie sprzątania przypadkowo trafiła na wypożyczoną przed laty książkę i postanowiła ją oddać drogą pocztową. Biblioteka darowała starszej pani zaległą opłatę za przetrzymanie woluminu - suma zdążyła urosnąć do ok. 2,5 tys. funtów (ponad 12 tys. PLN). Po 70 latach nie byłoby mnie stać na zapłacenie kary, ale na przesyłkę pocztową wystarczyło - powiedziała Angielka."

11 sie 2009

Rajski ogród. Ewa mówi do Boga: wiem, że dzięki tobie istnieję, mam piękny ogród, tego zabawnego węża, ale nie jestem szczęśliwa. Na to Bóg: stworzę ci mężczyznę, będzie zabawiał się walką albo kopaniem piłki, będzie kłamliwy, próżny. Będzie wyglądał głupio, gdy się pobudzi, ale stworzę go tak, by dostarczał ci fizycznej satysfakcji. Ale możesz go mieć pod jednym warunkiem. Żeby nie urazić jego dumy, mów mu, że został stworzony pierwszy. To nasz malutki sekret... wiesz, między nami kobietami.

10 sie 2009

Książka reklamowa


W miesięczniku „Marketing w praktyce” ukazał się materiał dotyczący książki reklamowej. Zaciekawił mnie dość kuriozalny wstęp tego artykułu:

„Słowo pisane jest święte. Słowo pisane w książce jest święte podwójnie. Książki nie kłamią. Książkę się szanuje: nie zagina rogów, nie bazgrze się na stronach, nie używa zakreślaczy, a jeśli już, to świadczy tylko o tym, jak ważna jest dla kogoś, wartościowa i pełna treści jej zawartość (!) Książki się nie wyrzuca, najwyżej przekazuje kolejnemu czytelnikowi, ofiarowuje najbliższej bibliotece, oddaje do antykwariatu. A te najukochańsze, najciekawiej wydane, te książki, które trafiły do nas jako upominek, umieszcza się na honorowym miejscu w biblioteczce. I choć czytelnictwo spada, ponieważ z roku na rok mniejsza jest liczba ludzi (?) sięgających po słowo pisane, to ci, co zostali na czytelniczym placu boju, stanowią konsumencki creme de la creme – to ludzie wykształceni, o szerokich horyzontach, licznych zainteresowaniach, zwracający baczną uwagę na własny rozwój. Mają pieniądze albo będą je mieć. Doceniają tylko wysmakowany prezent. Dlatego właśnie książka może stać się tym gadżetem, który zbuduje właściwy stosunek do stojącej za nim marki.” [Magia książki reklamowej, Justyna Wydra, Marketing w praktyce, nr 8(138) 2009, s. 20-22]

Dalej artykuł traktuje o książkowym custom publishing i jego korzyściach dla firm (na przykładzie chociażby Vademecum piwa), a także formach w postaci: logotypu na okładce (jak w przypadku Michelin na okładce Zielonych przewodników wydawnictwa Bezdroża), reklamy graficznej na skrzydełkach okładki, dołączonej zakładki, czy strony tytułowej dedykowanej marce. Książka ma być, zatem elitarnym gadżetem, zapewniającym wieloletni czas przekazu reklamowego. Spełniać rolę warygodnego źródła informacji, być medium eksploatowanym przez reklamodawców, co wydaje mi się być chybionym pomysłem, w przypadku gdy przestrzenią reklamową staje się okładka książki. Reklama firmy umieszczona w tym miejscu, odrzuca mnie i nie skłania do zakupu. Książka traci wówczas w moich oczach, traci na swej wartości, nawet jeśli dzięki tej reklamie jej cena staje się atrakcyjna. Nie mam nic przeciwko tworzeniu przez wydawnictwa publikacji na zamówienie, ale obwoluta powinna być zarezerwowana na tytuł i autora dzieła, a nie i tak już wszechobecne logotypy.




...weekendowo...


8 sie 2009

Do widzenia, suwaku.


Jeśli nie chcesz przeżyć swojego życia jeszcze raz, to znaczy, że je zmarnowałeś S. Savage, Firmin

Wreszcie się doczekaliśmy. Oto wzruszająca i czuła opowieść o nas, o namiętnych czytelnikach, i o tym, jak czytając jesteśmy w stanie przekroczyć wszystkie granice. Także granice gatunku, jak to robi niezwykły bohater tej książki. Olga Tokarczuk

Przepyszna książeczka. „Firmin” jest przeznaczony dla CZYTELNIKÓW. To jest dla osób, dla których nie ma w życiu nic prawdziwszego niż książki.
Donna Leon

Własnie śkończyłam czytać tą błyskotliwą, wesołą opowiastkę filzoficzną o niezwykle mądrym, ucywilizowanym szczurze, który pasjami czyta książki i dzieli się z czytelnikami przemyśleniami na temat rodzaju ludzkiego. A z tytułem posta związany jest jeden z najbardziej rozczulających i zabawnych fragmentów powieści. Warto.


Wizyta w monopolowym (w końcu weekend), a tam na półce nieznana mi dotąd (nie żebym wszystkich gatunków zdążyła spróbować, ale znam, a skąd to temat na dłuższą opowieść) wódka Skorppio z prawdziwym skorpionem w środku! Na potrzeby produkcji hoduje się te biedne pajęczaki, obcina kolec jadowy i preparuje tak by były zdatne do spożycia. Zastanawiam się co wypalił pomysłodawca tego alkoholu, a może upił się własnym trunkiem zanim go ochrzcił, żeby wpaść na tak koszmarny pomysł? Co to ma być? Pakiet wódka plus zakąska? Brrr... Okropność...

p.s wizyta miała miejsce wczoraj, żeby nie było, że od rana stoję w kolejce bo muszę się napić ;) a teraz - nie ma lekko - sobotni dyżur...

7 sie 2009


„Gdzieś tam, w głębi siebie, musiała mieć jazz-band grający na okrągło porywające kawałki i energetyzujące melodie. Żadne trudności nie były w stanie rozłożyć jej na łopatki.” Odette, bo o niej w tym fragmencie mowa, to jedna z ośmiu bohaterek opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta. Opowiadań wyjątkowych, napisanych lekko, choć traktujących o poważnych sprawach. Opowieści wciągających, zaskakujących. Nie ma w nich moralizatorstwa, jest za to zrozumienie i pogoda ducha. Schmitt jest w nich przewodnikiem po meandrach ludzkich emocji, namiętności. Przewodnikiem po historiach ludzkiego życia – nierzadko skomplikowanych, smutnych, ale pięknych, do których warto zajrzeć i wrócić.


Jedna z czytelniczek przyniosła w ramach kary kilka własnych podręczników. I tu zaskoczenie – książki były obłożone w kolorowy papier i do tego folię. Zaczęłam się zastanawiać, czy wynika to z podejścia do książek w ogóle, czy ze względów estetycznych. Czasem rzeczywiście lepiej jest zakryć czymś okładkę ze względu na jej szatę graficzną. Zauważam, że bardzo często graficznymi koszmarkami okazują się właśnie okładki podręczników. Niektóre są tak skomponowane kolorystycznie, że drażnią gdy na nie spojrzeć. Polecam ciekawą stronę prezentującą osiągnięcia w zakresie projektowania okładek książek – The Book Cover Archive.

6 sie 2009

Boss (pchając przed sobą wózek z książkami): Kupię sobie taki na starość... Będę chodził z nim do parku.. Wszystko się zmieści... I książka i pokarm dla gołębi...


Chciałabym koszulkę z takim logo. Pokazałam Bossowi, na co on:
- Jasne, a potem będę musiał zakupić dodatkowe meble do Biblioteki... I jak ja uzasadnię taki zakup? Dwie leżanki, że co? Że niektórzy pracują dp późna? A pejcze? Że nie wszyscy oddają książki w terminie?

:D

5 sie 2009

Dopiero trzeci dzien po urlopie, a moje biurko wygląda mniej więcej tak:


...a powinno prezentować się następująco:

4 sie 2009

Z cyklu Bibliotekarka po godzinach...

V. doniosła, że striptizerka na wieczorze kawalerskim może zarobić nawet 500,- Przypomniało mi się jak kiedyś na ulicy zaczepił mnie młody mężczyzna i zapytał czy nie mogłabym wyskoczyć z tortu na wieczorze kawalerskim jego kolegi, bo on właśnie szuka "takiej małej, ładnej dziewczyny". A ja się nie zgodziłam... Ech... V. oglądając "Papierowe małżeństwo" i scenę w której rozbiera się główna bohaterka krzyczy: Widzisz, jak będziemy pracować?! A potem sprawdziłyśmy na portalu z podobnymi usługami jaką mamy w naszym mieście konkurencję, przy okazji znajdując ogłoszenie: "Wynajmij sobie męża. Wszystkie prace domowe". Pan Mąż pracuje od poniedziałku do piątku od 10 do 18 i w soboty od 10 do 14. Nie trzeba kupować krowy, żeby napić się mleka...


Q.:...no i wiesz miałem mnóstwo powodów do tego, żeby się wkurzyć...
E.: No, ale masz też jeden, 1,5 metrowy powód do radości... (w domyśle "mnie")
Q.: O, nie wiedziałem, że jest taki duży... Ale miło, że go takim widzisz...

Najdziwniejsza książka świata


Niewiarygodne, fantasmagoryczne, jedyne w swoim rodzaju kompendium wiedzy o wyimaginowanym świecie, powstałym w głowie włoskiego artysty w latach 1976-1978. Wydane po raz pierwszy w 1981 roku. Przedmiot pożądania - Codex Seraphinianus. Więcej informacji można znaleźć tutaj.
Tygodnik "Wprost" w artykule, nie wiedzieć czemu zatytułowanym"Jak uniknąć niemoralnych propozycji" pod hasłem "Nie rób tego w łóżku, czyli jak nie zepsuć seksu, jeśli już się przydarzy" radzi: "Nie spłosz jej/go. Nie spiesz się. Niech akcja rozwija się powoli. Gdy ona zrzuci z siebie ubranie zbyt szybko, on pomyśli, że jest łatwa [buahahhha!] . Gdy on od razu rozepnie rozporek, ona stwierdzi, że ma złe zamiary [że co?!]. Trzeba się więc maskować. W naszym kręgu kulturowym przed pójściem do łózka niezbędne jest stworzenie przynajmniej pozorów więzi emocjonalnej, choćby miała trwać tylko kilka dni."Najwyraźniej żyję w zupełnie innym kręgu kulturowym niż autorzy artykułu. Dalej jest jeszcze gorzej. Co warunkuje udaną randkę? Otóż: "na pierwszą randkę wybierz najładniejsze ubranie, zadbaj o fryzurę, przypomnij sobie najciekawsze dowcipy i kup najprzyjemniej pachnące kwiaty. Twój strój powinien być niebanalny, niezbyt wyzywający i oczywiście czysty [a to co? Poradnik z lat 60.?] i dalej "Pierwsza randka nie powinna trwać zbyt długo (...)powinna pozstawić niedosyt. A skoro niedosyt to absolutnie nie może zakończyć się w łóżku [Amen]. Teraz wiem dlaczego nie chodzę na randki.

3 sie 2009

Chcąc wprowadzić się w wakacyjny nastrój, wybraliśmy się z P. do kina na obraz „Genua – włoskie lato”, nie wiedząc o filmie nic prócz tytułu i nazwiska aktora grającego główną rolę. I chyba najlepszą i najkrótszą zarazem recenzją będą słowa P., że to film dla tych, którzy lubią spać w kinie. Rzeczywiście po mocnym wstępie (wypadek samochodowy) w filmie nic się nie dzieje, mimo, że widz trzymany jest w napięciu, oczekuje, że za chwilę coś się wydarzy. Być może nie dostrzegam głębi tego filmu, metafory, czegoś ukrytego pod powierzchnią zwykłych sytuacji. Może chodziło o to czekanie właśnie? O szczególny rodzaj niecierpliwości, jaki towarzyszy wyczekiwaniu na kolejną tragedię, przełamanie ciągu codziennych wydarzeń? Może reżyser chciał przez to powiedzieć, że życie to nieustanne oczekiwanie? Tylko, czy potrzeba do tego potwierdzenia tej tezy aż 94 minut, bo tyle trwa film? W każdym razie odradzam. Warto natomiast wybrać się do kina na film „Wrogowie publiczni”. Wyczuwam tu Oscara, a może nawet kilka, a jeśli nie statuetek, to nominacji na pewno. Świetne zdjęcia, rewelacyjne, jak dla tej opowieści, prowadzenie kamery, dbałość o scenograficzne detale, porywająca muzyka i znakomita rola Johnny Deep’a. Dobre, gangsterskie kino.