
Boss obiecał mi takie biurko. Jak tylko uporządkuję księgozbiór... Neverending stooory, aaa-aaa-aaa...
Podobno prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Sądzę jednak, że teraz prawdziwy przyjaciel to osoba, która pamięta o urodzinach nie dlatego, że ma ustawioną opcję przypomnień na Naszej Klasie oraz zawsze wie co u ciebie, bez względu na zamieszczone na rzeczonym portalu zdjęcia. Nie sili się też na fałszywą uprzejmość, kiedy zamieszczasz tam naprawdę kiepską fotografię. Zaś po przejrzeniu bloga, poświęconemu fotografiom zamieszczanym na Naszej Klasie, stwierdzam, że strona dawno przestała pełnić swoja funkcję – odnawiania więzi, odświeżania zapomnianych relacji, stając się miejscem obrazkowej prostytucji. Coraz częściej zdjęcia dotyczą najintymniejszych chwil, momentów którymi w normalnych warunkach, z nikim nie chciałoby się dzielić. Bo czy nie jest przesadą zamieszczanie fotografii dziecka dopiero narodzonego? Wyjętego z łona matki, jeszcze umazanego krwią? I te komentarze: śliczny dzidziuś, piękne maleństwo. Piękne i śliczne dla rodziców, dla mnie obrzydliwe. Zdjęcia powstają specjalnie po to, by można je było zamieścić na tym portalu, pochwalić się, wykrzyczeć zobaczcie jak mam fajnie!, nawet jeśli nie ma to nic albo niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nasza Klasa pozwala w niewielkim wymiarze spełnić pragnienie bycia celebrytą, bycia ważnym, podziwianym przez chwilę, bycia obiektem zazdrości innych.
Zablokowałam swoje konto na NK, wrzuciłam jedną tylko fotografię przedstawiającą książkę. Prawdziwi przyjaciele wiedzą, że jestem szczęśliwa i bez najnowszych zdjęć dokumentujących moje życie.
Dopadają mnie chyba pierwsze symptomy wypalenia zawodowego takie jak: brak chęci do pracy (szczególnie na dyżurach popołudniowych), poczucie izolacji i osamotnienia (zwłaszcza w tej chwili, gdy nie ma ani jednego czytelnika), negatywne myśli w stosunku do współpracowników (studiuję z pietyzmem książkę „Trudni ludzie. Przetrwanie i rozwój bez zamordowania własnego szefa” – może to mi pomoże) oraz czytelników i brak cierpliwości (następna w kolejce to pozycja: „Zrozumieć stres. Jak nie dać się nerwom i zadbać o spokój”) Stanowisko zarządcy tropikalnej wyspy jest już chyba zajęte, ale może drinki z palemką i słoneczne kąpiele też się w końcu znudzą? Może jest tak, że to, co dla jednych jest wymarzoną pracą dla innych byłoby nie do zniesienia?




Trudno jest pisać po podwójnym martini i kamikadze, więc pozwoliłam sobie wstawić jedynie zdjęcia urodzinowych prezentów (od Q.) i napisać, że dawno nie pamiętam tak udanych urodzin, których świętowanie może się przeciągnąć w czasie - obawiam się. (Tak, naprawdę dostałam koszulkę Caution Hot Librarian i kubek Ewa Librarian of the Year)

.jpg)
Czytelnik przyniósł nam ten słownik. Zareagowałyśmy z F. tak samo: Oooo... uczyłam się z tego. I zaraz przypomniały mi się : napoje w woreczku, ciepłe lody zwane Murzynkami, na śniadanie bułka pszenna zalewana ciepłym mlekiem, Miś i Świerszczyk, seria: Poczytaj mi mamo, domki dla kupowanych w kiosku lalek robione z kartonu po proszku Cypisek...

W Newsweek’u artykuł zatytułowany „Ray Bardbury – człowiek biblioteka”:
„Ray Bradbury to jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, który wciąż czeka w Polsce na odkrycie. Wydana właśnie genialna antologia „Ilustrowany człowiek i inne opowiadania” to świetne wprowadzenie w twórczość autora „Kronik marsjańskich”.
(...) Tylko Polska zdaje się być nieczuła na twórczość tego pisarza a z jego bogatego dorobku w księgarniach znaleźć można zaledwie jeden tytuł – wydaną właśnie antologię „Ilustrowany człowiek i inne opowiadania”. (...) Urodzony w 1920 roku Ray Bradbury nie miał łatwego dzieciństwa. Jego rodzina splajtowała podczas Wielkiego Kryzysu (dziadkowie byli prasowymi wydawcami), przez co mały Ray często zmieniał miejsce zamieszkania. We wspomnianym Waukegan spędził wczesną młodość by w wieku 13 lat przenieść się z rodzicami do Los Angeles. Tam kończy liceum, ale z braku pieniędzy nie może pójść na studia. Wtedy osiemnastoletni Bradbury podejmuje pierwszą pracę – zostaje gazeciarzem handlującym na skrzyżowaniu. Każdego dnia po sprzedaniu gazet zaszywał się w miejskiej bibliotece, gdzie namiętnie czytał wszystko co wpadało mu w ręce. „Ludzie pytają mnie często czy żałuję, że nie mam wyższego wykształcenia. Nigdy w życiu! Biblioteka była moim uniwersytetem przez prawie 10 lat i tam nauczyłem się wszystkiego o pisaniu. Żadne studia nie dałby mi tej wiedzy” – powtarza dziś w wywiadach. W tym roku w sierpniu Bradbury skończył 89 lat i mimo podeszłego wieku wcale nie wybiera się na emeryturę. W maju w Stanach ukazał się jego nowy zbiór opowiadań „We’ll Always Have Paris” (zawiera opowiadanie będące parodią „Casablanki”, z której pochodzi tytułowy cytat) entuzjastycznie przyjęty przez krytyków m.in. z „Washington Post”, a on sam – gdy tylko pozwala mu zdrowie – jeździ z odczytami po amerykańskich uniwersytetach. Większość jego wykładów zaczyna się od frazy „porzućcie ten uniwersytet, wyłączcie Internet i wróćcie do bibliotek”. Szkoda tylko, że w polskich bibliotekach ze świecą szukać książek Bradbury’ego.”
Sprawdziłam. Polskie biblioteki dysponują całkiem pokaźnym zbiorem utworów Bradbur’ego. Sama mam za sobą lekturę (wielokrotną) 451° Fahrenheita tego autora. Nie musi czekać na odkrycie, bo jest czytany. Autorowi artykułu zaś radzę podążyć za radą pisarza i wrócić do bibliotek.
Jako, że wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny i czuje pewien niedosyt, że tylko raz w roku mogę sobie pofolgować (imieniny w Wigilię to jakaś porażka), wynotowałam dni, które dodatkowo mogę świętować z podaniem powodów:
STYCZEŃ
7.01 Dzień Dziwaka (because I'm a creep, I'm a weirdo)
8.01 Dzień Sprzątania Biurka (jest to jedyny dzień w którym to robię)
11.01 Dzień Wegetarian (bo jestem)
17.01 Dzień Wszystkich Fajnych (jw.)
LUTY
2.02 Dzień Pozytywnego Myślenia (taki dzień mam przez cały rok, w zasadzie)
9.02 Międzynarodowy Dzień Pizzy (jedna z większych słabości)
MARZEC
3.03 Międzynarodowy Dzień Pisarzy (jeszcze nie jestem, ale warto sobie datę już przyswoić)
12.03 Światowy Dzień Drzemki w Pracy (a to pojawiło się zupełnie przypadkiem ;) )
29.03 Dzień Metalowca (wtedy przez cały dzień słucham zespołu Metallica albo wbijam gwoździe)
KWIECIEŃ
2.04 Dzień Naleśnika (lubię)
5.04 Dzień Marchewki (jw.)
12.04 Dzień Czekolady (jw.)
MAJ
3.05 Dzień bez komputera (w ramach ćwiczeń silnej woli)
8.05 Dzień Bibliotekarza i Bibliotek
15.05 Dzień bez samochodu (bo nie mam i wolę rower)
19.05 Dzień Dobrych Uczynków (innych nie robię)
30.05 Dzień Bez Stanika (bo jeszcze mogę sobie pozwolić na nie założenie tego elementu garderoby)
CZERWIEC
8.06 Święto Uwalniania Książek
15.06 Dzień Wiatru (dobrze, że nie wiatrów)
LIPIEC
2.07 Międzynarodowy Dzień UFO (wydaje mi się, że widziałam... nie pamiętam ile wypiłam)
12.07 Światowy Dzień Imprezy (poprawiny po 2.07)
15.07 Dzień bez Telefonu Komórkowego (w ramach terapii uzależnień)
23.07 Dzień Włóczykija (bo to moja ulubiona postać z Muminków. Myślałam, że jest człowiekiem i największe rozczarowanie przeżyłam, gdy dowiedziałam się że jest jednak Muminkiem i ma duże wystające nad głowę uszy)
SIERPIEŃ
18.08 Dzień Latarni Morskiej (bo kiedyś chciałam tam zamieszkać)
WRZESIEŃ
3.09 Dzień Chleba (bo wolę chleb niż bułki)
9.09 Międzynarodowy Dzień Urody (bo nie mam wyjścia)
PAŹDZIERNIK
1.10 Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu
28.10 Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów (czyli dzień wolny od pracy)
30.10 Dzień Noszenia Spódnic (czyli wietrzenie)
31.10 Światowy Dzień Oszczędności (bo wtedy oswajam to, czego nie znam)
LISTOPAD
17.11 Dzień Bez Przekleństw (wtedy prawie cały dzień milczę)
19.11 Dzień Wina (bo wolę bardziej niż piwo, czy wódkę)
GRUDZIEŃ
21.12 Światowy Dzień Orgazmu (oh!)
Klara i półmrok to niezwykle zajmujący kryminał, który niczym nie różniłby się w konstrukcji od innych (seryjny morderca, którego próbuje się schwytać przed dokonaniem kolejnej zbrodni), gdyby nie fakt, że powieść skłania do refleksji na temat natury ludzkiej, kondycji człowieka we współczesnym świecie, ciemnej stronie jestestwa i przekraczaniu granic, także w sztuce. Bo oto światem malarstwa rządzi hiperdramatyzm, gdzie ludzie są dziełami sztuki. Żywe "płótna" można kupić, postawić w galerii lub we własnym salonie, sprzedać. Ludzie stają się obrazami i sami o sobie myślą jak o dziełach sztuki. Hiperdramatyzm jako kierunek nie istnieje, to fikcja, ale wizja Somozy budzi grozę właśnie ze względu na możliwość jej spełnienia. Protesty przeciw takiej wizji sztuki są ignorowane, bo za hiperdramatyzmem stoją wielkie pieniądze. Somoza tworzy makabryczny świat, który jednocześnie przeraża i wciąga. Piszę o tej, wartej uwagi, książce z racji ukazania się w Polsce drugiego jej wydania, ale też ze względu na skojarzenie z fotografiami Davida Blazquez'a z których jedną pozwolę sobie zamieścić. Pamiętam, że kiedyś urodził mi się w głowie podobny pomysł na fotografię, bardziej jednak traktującą o relacjach damsko-męskich i kiedy podzieliłam się tym pomysłem z F. powiedziała, że ktoś już to robił, ale nie mogła sobie przypomnieć nazwiska. Sądzę, że chodziło o tego właśnie artystę.