19 mar 2014

Na ostro w Bibliotece Narodowej

Szukając opisu do filmu Nine trafiłam na opisy ciekawych filmów w katalogu Biblioteki Narodowej. Rozumiem, że trafiły one tam w ramach egzemplarza obowiązkowego, no ale mimo wszystko mnie zadziwiły, bo jakoś nie pasują mi do szacownej instytucji. W zasadzie - przy całej mojej tolerancji dla ludzkiej natury i upodobań - takie filmy nie pasują mi do żadnej biblioteki. Zastanawiam się czy takie wydawnictwa mają w BN np. osobną półkę? Są udostępniane na miejscu na specjalnych komputerach? Jeśli czyta mnie ktoś z narodowej książnicy to proszę o informację na ten temat. 




12 komentarzy:

Charlie Librarian pisze...

O żesz ty orzeszku (jakby powiedział bodajże Smoleń), ależ znalezisko:) Niezbadane są głębiny katalogów elektronicznych.

Kilka lat temu była afera w Bibliotece Jagiellońskiej z czytelnikami, którzy przychodzili i przeglądali czasopisma i filmy porno.

Film o tytule "Dziewiętnastolatki z wielkimi cycochami" na pewno nie należy do wybitnych dzieł kinematografii, ale skoro wydawca zdecydował się go przesłać jako egzemplarz obowiązkowy...

Co do miejsca przechowywania, udostępniania to chyba rzeczywiście trzeba się pytać kogoś z Narodowej. Ja u siebie w biblio takich rzeczy nie mam.

Eva Scriba pisze...

Te filmy nie należą do wybitnych osiągnięć narodowej kinematografii, więc ich zaistnienie w książnicy jest - mimo litery prawa - pewną zagadką. Cóż, czekam na jakiś głos z BN.
Pozdrawiam serdecznie.
p.s. u mnie w biblio też takich nie ma :)

Basia Pelc pisze...

Cycochy, siksy na wakacjach - zwariowałam!!! :)

Rafal pisze...

A ja jestem zdania, że bez względu na to, co na filmach (i w książkach i w czasopismach) jest, bezwględnie BN i BJ powinny również takie materiały zbierać. Bo byśmy się wszyscy dali pokroić za takie materiały np. z XVI w. I tak trzeba myśleć - o tych, co przyjdą za sto, dwieście i więcej lat.

Que Sabe pisze...

:D łał, w życiu bym się tego nie spodziewała po BN! Mam nadzieję, że to prohibita!
W mojej bibliotece jest Playboy i CKM, bieżące i archiwalne numery. Leżą sobie w czytelni zwanej - nie wiadomo czemu - naukową ;)

Eva Scriba pisze...

No, nie wiem czy za sto lat lub dwieście akurat takich materiałów ludzie będą pożądać, biorąc pod uwagę dostępność takich akurat wytworów w Internecie. Dziękuję za wszystkie komentarze. Pozdrawiam serdecznie :)

Ove pisze...

Zgadzam się z Rafałem. Za dwieście lat to będą ciekawe materiały, cenne dla osób studiujących seksualność człowieka na przestrzeni wieków. Także dla językoznawców. Trzysta lat temu taki film mógłby mieć tytuł "Małpy Xięcia Radziwiłła", i nie byłby wcale o zwierzętach :)

Eva Scriba pisze...

No, nie wiem... 9 i pół tygodnia, Emmanuelle, czy nawet Głębokie gardło - ok. Ale takich filmów jak wzmiankowane w Internecie jest pewnie na pęczki.

Dziękuję za komentarze i pozdrawiam... gorąco ;)

Rafal pisze...

Pytanie, czy za ileś tam lat internet wciąż będzie, a jeśli będzie, to czy w takiej formie. W przypadku bibliotek naukowych, których zadaniem jest dokumentowanie obecnego (i przeszłego) stanu kultury jestem absolutnie przeciw cenzurze, zarówno obyczajowej, jak i ideologicznej (zarówno z prawa, z lewa, jak i z każdej innej strony). Czy się nam to podoba czy nie, pornografia stanowi wciąż gałąź rynku a także kultury obyczajowej - i choćby z tego powodu musi być dokumentowana. Nie mówię o udostępnianiu na zasadzie wolnego dostępu do półek, ale gromadzeniu, archiwizowaniu. Nie nam sądzić i domyślać się, czego będą ludzie szukać za ileś lat. W XIX wieku i całkiem do niedawna uczeni mieli w poważaniu druki ulotne, jarmarczne itd., liczyła się "wielka" literatura, a potem się okazało, jak ważna jest "mała historia", która zapisana jest właśnie na tych "nieważnych" kartach. A jeśli, jak napisałaś tego wszystkiego jest "na pęczki", to tym bardziej coś mówi o czasach, w których żyjemy. Są dwie rzeczy - bycie bibliotekarzem, który ma jakieś obowiązki, i bycie np. przeciwnikiem pornografii. Nie mam nic przeciw temu, by ktoś odpowiedzialny za zbieranie takich materiałów, jednocześnie walczył z pornografią - ale po pracy. Podobnie z faszyzmem, rasizmem itd. BN bezwzględnie powinna zbierać również takie materiały - rasistowskie, faszystowskie, anarchistyczne, komunistyczne i wszelkie inne. Bo to wszystko razem daje jakiś tam obraz świata, rzeczywistości, w której żyjemy. Jeszcze do niedawna nikt sobie nie zaprzatał głowy filmami klasy B, C i jeszcze innymi, komiksami itd. A teraz powstają prace, książki na ten temat.

Eva Scriba pisze...

"Społeczeństwo, czy cywilizację ocenia się po tym, jakiego człowieka wytworzyły".
Dziękuję za komentarze.
Pozdrawiam serdecznie.

Rafal pisze...

I tak, i nie. Oceniamy cywilizację egipską nie mając zielonego pojęcia, tak naprawdę, jakiego człowieka stworzyła, a raczej - jaki człowiek ją stworzył. Nawet jednak, gdyby przyjąć, że te słowa są prawdziwe (a nie są, bo to nie cyzilizacja tworzy człowieka, ale człowiek cywilizację), nie wolno nam przekłamywać obrazu naszego społeczeństwa (np. nie wpuszczając pewnego typu zbiorów [z powodu cenzury, w tym wypadku obyczajowej] do pewnego typu bibliotek [dokumentujących życie naszego społeczeństwa]). W ludziach, którzy nas otaczają jest zarówno dobro, jak i zło. Odbiciem tego są różne publikacje. Również pornograficzne. Przecież nie chodzi o to, by w bibliotekach (dodajmy - archiwizujących, a nie jakiś małych filiach) były tylko takie materiały. To nie nasza wina, że ludzie nie czytają tylko Homera, Mickiewicza czy Dostojewskiego (i bardzo dobrze), albo że czytają "Fakt" czy inne tabloidy (smutne, ale cóż na to poradzić). Natomiast naszą winą będzie, jeśli nie będziemy tego dostrzegać. W taki sam sposób BN i BJ powinny zbierać "pornografię intelektualną", czyli różnego rodzaju grafomanię, najniższych lotów literaturę harlequinową, brukową itd., która wyrządza taką samą szkodę (dla intelektu, zdrowego rozsądku), jak pornografia (dla emocji i uczuć). Nawiasem mówiąc, wydaje mi się to szalenie ważne choćby z punktu widzenia państwa i prawa (choćby dla przeciwdziałania pornografii), by wiedzieć, jak duży jest ten segment rynku, ilu jest odbiorców tego wszystkiego, ile tytułów, w jakich nakładach się ukazuje. Obawiam się, że to będą jakieś gigantyczne liczby.

Anonimowy pisze...

Rafał ma rację - BN musi mieć wszystko, co ukazuje się na polskim rynku i stanowi materiał biblioteczny...