23 sty 2009

W dodatku do tygodnika Polityka (nr 4, 24 stycznia 2009) ukazał się wywiad z prof. Keithem Oatleyem, psychologiem z Uniwersytetu w Toronto. Prowadząca wywiad dziennikarka stwierdziła: "W anglosaskiej tradycji można łączyć podtrzymywanie relacji, czyli spotkania towarzyskie, z czytaniem, u nas byłoby to dziwactwo."
Pani Joanno! U nas też można! To "dziwactwo" nazywa się Dyskusyjne Kluby Książki. Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniach Klubu i zapewniam, że to doskonała okazja nie tylko do wymiany poglądów na temat przeczytanych książek, ale również do nawiązania bliskich relacji z nieznanymi do tej pory osobami. Obawiam się, że zalecany przez profesora limit 10 tysięcy godzin spędzonych na lekturze, by w pełni zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie, w Pani przypadku musi zostać zwiększony.
"Nareszcie książka o życiu bibliotekarzy" - powiedział Boss, wskazując na tytuł "Bieda". ;)

21 sty 2009

Dzień emocjonalnej prostytucji. Rozbierania wylewających się uczuć, myśli, smutków. Totalnego zwątpienia. Nic tylko wino i blues. F. cierpliwie słucha, ubiera w trafne zdania, kiwa głową ze zrozumieniem, mimo, że sama ma problem. Ale jej uśmiech jak słońce. Jak dobrze, że jest.
N. przytacza przykłady ze swojego życia, poi piwem, całuje w policzek na pocieszenie. I już robi się lepiej. A potem zaglądam do wypożyczonej właśnie książki, a tam takie oto motto:

Outside of a dog, a book is man's best friend. Inside of a dog, it's too dark too read.

I nie sposób się nie uśmiechnąć.

20 sty 2009

Zasłyszane...

Koleżanka do koleżanki:
-Wiesz, ja tam nie wiem co on w niej widzi. Z nią się nawet na mieście nie można pokazać...

Teraz wiem przynajmniej, dlaczego z T. wychodzimy tylko wieczorem ;P

7 sty 2009

Będąc młodą masażystką...



... mogłabym jak to porządna obywatelka rozpocząć działalność gospodarczą i na zdobytych niedawno umiejętnościach w kierunku masażu nieco dorobić. Niestety... Musiałabym odprowadzać drugą składkę na ubezpieczenie zdrowotne, co przy jakości i zakresie usług medycznych jest absurdem, jeśli nie złodziejstwem. A ponadto od tego roku musiałabym zatrudnić inspektora ochrony przeciwpożarowej i płacić mu co miesiąc około 1400,-
Kolejny bubel prawny, hamujący przedsiębiorczość i utrzymywany z publicznych pieniędzy. Gdzie była komisja posła Palikota, gdy forsowano ten idiotyczny przepis?

6 sty 2009

Nowoczesna kobieta

Zima w natarciu. Nowoczesna, "młoda duchem, ambitna, śledząca trendy, pragnąca wyróżnić się w sposób subtelny (...) na zimowy chłód może otulić się futrami naturalnymi (norki, karakuły, lis), a na wieczór zakłada płaszcz z wełnianej koronki obszyty malutkim kołnierzykiem z lisa. (...) Na co dzień spotykamy (...) dopasowane płaszczyki z kołnierzykiem z motywem ocelota noszone z toczkiem z tego samego futra. Wieczorem otulamy się futerkiem - etolą lub krótką kurteczką z fantazyjnie strzyżonych norek. Model szczególny stanowi futerko z szarej norki z kimonowymi rękawami, z dużym dekoltem w kształcie litery V. "
Cytaty pochodzą ze strony internetowej firmy Simple, która każe wierzyć swoim klientkom, że nosząc skórę zdartą ze zwierząt mogą wyróżnić się w "sposób subtelny" i to właśnie stanowi o tym, że są trendy. Futro, w dobie dzisiejszych technologii, stanowi przejaw wyjątkowego barbarzyństwa. Bezsensowne i bezmyślne zabijanie zwierząt zagrożonych wyginięciem nie służy niczemu, jak tylko ludzkiej próżności. Wobec nascisków organizacji broniących praw zwierząt maleje popyt na futra, ale wzrasta na dodatki futrzarskie, które tak chętnie reklamuje na swojej stronie Simple, co nie zmniejsza liczby zabijanych zwierząt - wręcz przeciwnie. Kobieta, która kupuje futro musi być kompletnie niewrażliwa na otaczający świat - cierpienie istot, które czują. Kobieta, która kupuje futro płaci za śmierć zwierząt.
W 1878 roku Darwin pisał : "Ktoś, kto rozpatruje ten temat po raz pierwszy będzie się zastanawiał, jakim sposobem takie okrucieństwo może być dozwolone w dzisiejszych cywilizowanych czasach. Gdyby ludzie wykształceni zobaczyli na własne oczy to, co się dzieje za ich przyzwoleniem, bez wątpienia już dawno by tego zakazali." Nic się jak widać nie zmieniło, może prócz tego, że ocelot i norka zagrożone są wyginięciem w wyniku działalności "wykształconego" człowieka.

Kot w bibliotece

O kocie Deweyu powstała książka i stał się on znakiem rozpoznawczym pewnej biblioteki publicznej na tyle, że dzięki niemu biblioteka stała się centrum miasteczka, a jego mieszkańcy szczerze pokochali futrzaka. Szkoda, że w tym kraju nie jest to możliwe... Kot Kubuś mieszkający w bibliotece w Tychach został eksmitowany z powodu donosu. Anonim przysłała kobieta skarżąca się na alergię i grożąca, że poda bibliotekę do sądu, jeśli stan jej zdrowia się pogorszy. Dyrektorka biblioteki uległa naciskom i wyrzuciła kota. Na szczęście trafił on w dobre ręce, ale jak relacjonuje nowa właścicielka kot jest przygnębiony. Czytelnicy stanęli w obronie zwierzaka i zbierają podpisy za jego przewróceniem motywując to właśnie postacią kota Deweya. I o ile postawa czytelników cieszy, o tyle racje autorki anonimu szokują. Czy nie prościej byłoby zmienić filię? Poprosić bibliotekarki by na czas wizyty przenosiły kota do innego pomieszczenia? Jakim trzeba być człowiekiem by pisać donos na kota? Zwierzęta mają zbawienny, łagodzący wpływ na człowieka. Szkoda tylko, że nie na każdego...

5 sty 2009

Nitka

"Najwięcej odkryć, najwięcej tropów zawdzięczam literaturze. Jestem osobą dotkliwie uzależnioną od książek, wręcz fizjologicznie, z prawdziwym "telepem" - drżeniem rąk i nieumiejętnością znalezienia sobie miejsca - gdy nie mogę czytać. (...) Ja z książkami rozmawiam jak mało z którym człowiekiem, (...) idą za mną przez życie. Czasem przychodzi dzień, kiedy dzięki nim czuje się bogatsza, czasem czuję się biedniejsza. Raz myślę, że się rozwijam, a potem znowu, że się zwijam. Ale te książki mi towarzyszą. I składam się z nich w tak samo dużej części jak z ludzi, z którymi byłam w bliskiej i intensywnej wymianie. Różnica polega na tym , że ludźmi się oblepiam, a książki składają się na mnie głębiej. Dotykają tej nitki, wokół której się buduję. Bardzo bym się chciała dowiedzieć, czym jest ta nitka. I czy ona jest moja. Czy tylko przeze mnie przechodzi? I gdzie prowadzi? Do jakiejś odpowiedzi?"
Nie mogłam nie podzielić się słowami Agnieszki Glińskiej (reżyserki, aktorki) z ostatniego numeru "Zwierciadla". Nie pamiętam, by jakakolwiek wypowiedź na temat książek zachwyciła mnie tak bardzo jak te słowa. Opis uzależnienia. Ulegam książkom w ten sam sposób. Jestem chora, gdy nie czytam. I ten dreszcz, gdy wchodzę w nowy świat. I czasem żal, że już koniec. A potem drganie tej nitki lub jak u mnie pękanie pestki. Odurzenie. I tak do następnego razu.

Gender raz jeszcze

W jednym z poprzednich postów skrytykowałam postawę Kościoła katolickiego w sprawie gender. Chodziło o nonsensowną wypowiedź Benedykta XVI: "To, co często wyraża się i rozumie pod terminem ''gender'' prowadzi w ostateczności do autoemancypacji człowieka od stworzenia i od Stwórcy. Człowiek chce stwarzać się sam oraz dysponować samemu zawsze i wyłącznie tym, co go dotyczy. W ten sposób jednak żyje przeciwko prawdzie, żyje przeciwko Duchowi stworzenia" i fakt, że Kościół w ogóle zajmuje stanowisko w tej sprawie. Niestety post ten, jak i wcześniejszy przepadł, a z nim wiele zjadliwych komentarzy. Bo w tym kraju trzeba być katolikiem i papieża krytykować nie można, a już na pewno nie może robić tego bibliotekarka... Wszystkim "zatroskanym" przytoczę słowa pewnego księdza: "Kościół katolicki… zawsze przestrzegał swych wiernych, by umysł swój karmili tylko rzeczami prawdziwemi i dobremi, nie tracąc czasu na czytanie rzeczy złych, i nie narażając się przez to na liczne szkody". Amen.
Nikogo nie zmuszam do czytania swojego bloga - jest to przestrzeń, gdzie prezentuję swoje poglądy, a jeśli nie mieszczą się one w stereotypie bibliotekarki jako osoby nie mającej własnego zdania i nie interesującej się niczym prócz książek, to jego problem.

Misja

W TVP porządki, a ja zastanawiam się jak wpłynie to na tzw. misję telewizji publicznej. Misję, która polega na przesuwaniu ambitnych pozycji programowych na coraz późniejsze godziny (czy zrobiono badania, które pokazały, że większość łaknących kultury wysokiej pracuje na II zmianę?), coraz rzadszych emisjach spektakli teatralnych i serwowaniu starych amerykańskich gniotów miast nowych rodzimych produkcji. Jak to możliwe, że telewizja utrzymująca się oprócz reklam z archaicznego abonamentu raczy widzów pyskówkami celebrytek niemal co tydzień , a skąpi czasu antenowego Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy ograniczając go o kolejne 42 minuty? Oczywiście miejsce na mszę, słowo na niedzielę i tym podobne znajdzie się zawsze, ale człowiek który sam z własnej woli co roku ciągnie za sobą miliony ludzi i pomaga bezinteresownie (chociaż są tacy, którzy zapewne wierzą że dorobił się na akcjach majątku) staje się niewygodny. Nie bez znaczenia jest tu Przystanek Woodstock (który sportretowały media ojca Tadeusza, a rzekomo prawdziwy film o Woodstocku wyemitowały pięć razy w przeciągu jednego weekendu) , organizowany w ramach podziękowania za udział WOŚP. Różowe majtki Dody będą w TVP zawsze mile widziane, zaś przekaz dzięki któremu można zebrać pieniądze na sprzęt medyczny, w kraju o tak kulejącej służbie zdrowia, już niekoniecznie...