29 lip 2013

Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?



Jeśli Twoje dzieciństwo było niczym pogodne niebo, a Ty dostałeś tyle wsparcia ze strony rodziców, że z ufnością i wiarą wszedłeś w dorosłe życie, to ta książka Cię zaskoczy. Będą w niej momenty nieprawdopodobne. Będziesz być może kręcił głową z niedowierzaniem, współczuł bohaterce. Może nawet się nad nią litował. Zaskoczy Cię bezpośredniość tej opowieści. Pójdziesz do biblioteki albo kupisz w księgarni jej powieści, ciekawy jak mimo tego, co przeżyła poradziła sobie i jak wpłynęło to na jej twórczość.
Gdy jednak niebo Twojego dzieciństwa często przesłaniały burzowe chmury to w tej książce odnajdziesz się doskonale. Będziesz niczym pies obwąchujący znajome kąty po długiej podróży. Będziesz przytakiwał. Czytał niektóre zdania wielokrotnie. Kupisz sobie własny egzemplarz i podkreślisz w nim zapadające w serce fragmenty. Będą one jak kamyk w bucie. Będą dławiły. Może nawet zrozumiesz i rozplączesz węzeł gordyjski swojego żalu, złości, gniewu do tej, która wydała Cię na świat. Do matki.
Bo to o trudnych z nią relacjach opowiada autobiografia Jeanette Winterson. A opowiada niezwykle pięknym językiem o sprawach dotąd przemilczanych albo przemycanych w postaci fikcji.
Co mnie najbardziej w tej książce uderzyło, a co jest chyba wspólnym doświadczeniem wielu dorastających pod – że tak to nazwę - gradowymi chmurami to ucieczka od rzeczywistości w świat fikcji. Winterson pisze:


Potrzebowałam słów, bo nieszczęśliwe rodziny to zmowy milczenia. Temu, kto przerywa milczenie, nie jest nigdy wybaczone. Taki ktoś musi nauczyć się sobie wybaczać.


Czyta, choć w jej domu jest to zakazane. Matka oprócz Biblii poczytuje kryminały, choć zabrania tego samego córce. Winterson pracuje na targowisku, a każdy odłożony grosz przeznacza na książki. Chowa je pod materacem:


Każdy, kto posiada pojedyncze łóżko, standardowego rozmiaru oraz kolekcję paperbacków, standardowego rozmiaru, będzie wiedział, że pod materacem można ułożyć warstwę z siedemdziesięciu dwóch egzemplarzy. Moje łóżko stopniowo podnosiło się, wyraźnie, zupełnie jak w przypadku księżniczki na ziarnku grochu, dlatego wkrótce zaczęłam sypiać bliżej sufitu niż podłogi.


Matka jednak odkrywa pasję córki i wyrzuca przez okno domu wszystkie jej książki, które spala na podwórku. Wydawać by się mogło, że to wydarzenie jest końcem świata, ale w rzeczywistości staje się początkiem drogi. Winterson pisze:


I kiedy tak następnego zimnego poranka stałam nad dymiącą stertą papieru i czcionek, wciąż jeszcze ciepłych, zrozumiałam, że jest coś jeszcze, co mogę zrobić. Pieprzyć to – pomyślałam – Mogę napisać własną.


Trzeba mieć dużo talentu, ale przede wszystkim odwagi by napisać taką książkę. Oddać to, co kryje się pomiędzy potępieniem a zrozumieniem. Zejść w głąb własnej duszy. Wybrać się w trudną podróż do przeszłości. Czy masz odwagę by autorce w niej towarzyszyć? 


1 komentarz:

Barbara Pelc pisze...

Nie słyszałam o niej, bardzo interesująca pozycja, poszukam.