21 maj 2019

Bibliotekarz inny niż myślisz - wyniki konkursu

Po raz siódmy odbył się konkurs Bibliotekarz inny niż myślisz, organizowany przy okazji seminarium Biblioteki Świata (Biblioteka Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu). Konkurs cieszy się coraz większym powodzeniem, a w tym roku Samorząd Studencki wyłonił takie oto najlepsze prace: 

I miejsce - M. Wojnar, Biblioteczne wróżki

II miejsce - A. Styka, Alter Ego

III miejsce - K. Olter, Uniesienia w bibliotece

Wyróżnienie - N. Cofta, Chirurgia książkowa

20 maj 2019

Warsztaty dla bibliotekarzy (i nie tylko)

Centrum Promocji Informatyki zaprasza na warsztaty: 

BUDOWANIE EFEKTYWNYCH ZESPOŁÓW W BIBLIOTEKACH I INSTYTUCJACH KULTURY

Warsztaty pomogą Wam budować dobrze funkcjonujące zespoły, skutecznie rozwiązywać problemy w zespole pracowników, rozwinąć indywidualne i zespołowe kompetencje zawodowe, uwzględniając przy tym odmienność typów osobowości, nauczyć się jak poprzez współpracę i osiąganie maksymalnej satysfakcji wydobywać ukryty potencjał zespołu. 

Więcej informacji na temat warsztatu tu>>>>>

 

 

12 maj 2019

Odjazdowa bibliotekarka

Poznajcie Eleonorę - młodą i odjazdową - bo dojeżdżającą do pracy na rowerze - bibliotekarkę, pracującą w zamkniętej już filii biblioteki na Krynickiej we Wrocławiu. 

[źródło]

Eleonora jest bohaterką świetnie napisanej książki Marty Kisiel "Toń". Bohaterka ma też młodszą siostrę Justynę, zwaną Dżusi (tajemnica tak nietypowej ksywki zostaje wyjaśniona niemal na końcu opowieści), która to ma następujące wyobrażenie o pracy w bibliotece:
"Niepomna, że jej młodsza siostra nie ma kluczy do mieszkania [Dżusi przyjeżdża do Eleonory z Opola - przyp. E.S.], punktualnie o czternastej trzydzieści wsiadła zapewne na rower i pojechała do pracy. Jak nic siedziała teraz w tej swojej bibliotece, pochłonięta mrocznymi zagadkami rejestru wypożyczeń z księgozbioru podręcznego, w którym tropiła sprawcę zbrodni ołówkiem na trzysta trzydziestej dziewiątej stronie Słownika terminów literackich, wydanie trzecie, poszerzone i poprawione - a teraz również i podkreślone". 
Eleonora "była krucha i smukła jak trzcina, co podkreślał każdy element jej praktycznego stroju. Z kolorów najbardziej lubiła szarość we wszelkich odcieniach i unikała jakichkolwiek wzorów poza kratą, jak również wszelkich falban i innych ozdób na odzieży, czując się w nich jak wielkanocna palemka. Nawet w taki letni dzień jak ten zamiast żywych barw i orgii deseniów stawiała na gładkie, popielate szmizjerki, z utęsknieniem wypatrując chłodniejszych miesięcy, kiedy mogła dawać upust głębokiemu zamiłowaniu do wełny, tweedu oraz grubych rajstop".  Siostra Eleonory twierdzi, że ta "najchętniej zamieszkałaby w bibliotece i żywiła się wyłącznie słowem pisanym, co było widać po jej figurze i cerze", zaś Dżusi "zaliczała się do przytłaczającej większości w ponurych statystykach czytelnictwa". 
Można by sądzić, że Eleonora ma wiele cech stereotypowej bibliotekarki, ale to tylko pozory... Nie chcę zdradzać fabuły, ale zarówno Eleonora, jej siostra i ciotka Klara, która się nimi opiekuje, skrywają niejedną tajemnicę. Sekrety te w wyniku zupełnie nieprzewidzianych okoliczności ujrzą światło dzienne, a czytelnik zwabiony chęcią ich odkrycia utonie w lekturze... 


M. Kisiel, Toń, Wydawnictwo Uroboros, Warszawa 2018.

"Toń" jest powieścią, która wciąga od pierwszej strony wartką akcją, inteligentnym humorem i niepospolitymi rozwiązaniami fabularnymi. Przypomina mi klimatem "Kuzynki" Pilipiuka ale lekturą powieści Marty Kisiel będą usatysfakcjonowani także czytelnicy, którzy po fantastykę sięgają rzadko lub wcale. 

11 maj 2019

Biblioteka jak wychodek i pogrzeb zawodu

Mocny tytuł? Tak miało być... Trochę dla przyciągnięcia uwagi (nikt nie czyta blogów, wszyscy oglądają filmiki na YT), a trochę dlatego, że dziś mam dla Was  fragmenty z tekstu prof. Jacka Wojciechowskiego (Bibliotekarz 1/2019, s. 43):
Zawód bibliotekarski - w istocie tak jak inne, z całą pewnością nie gorszy od wielu - znalazł się ostatnio w opiniodawczym dołku. Psy wiesza na nim każdy kto chce, albo nawet wypina tyłek i obiegowy prestiż profesji skarykaturyzował nam się całkowicie (...). Lekceważące dołowanie emanuje już nie tylko z rozległego otoczenia, lecz również z własnych, wewnętrznych kręgów zawodowych - sami siebie nie szanujemy (...). Gdzieś w mysich dziurach utknęły elity zawodu. Nie daję wiary, że ich nie ma w ogóle, ale elity milczące to są ćwierćelity (...). Istnieją wprawdzie rozmaite zrzeszenia, związki, stowarzyszenia, korporacje, powoływane dla obrony oraz wspierania bibliotek, ale ich skuteczność nie przekracza wartości zerowych. Nie wynika to ze złej woli, ale efektywnych form interwencji nikomu nie udało się wyczarować (...). Inny sposób polega więc na tym, żeby zapracować na prestiż swojej biblioteki w otaczającym środowisku własnym: lokalnym, szkolnym, albo uczelnianym. Czyniąc z biblioteki wielozadaniowy ośrodek okolicznie potrzebny - jak sklep, szpital, wychodek lub dobra lodziarnia. Cokolwiek może nazywać się bowiem dowolnie (słowo "biblioteka" na razie nie uchodzi za nieprzyzwoite), a jeżeli otoczeniu do czegoś służy, to świadomość pożytków nakręca się sama (...). Sens ma - i tym samym przetrwa - ta biblioteka, która w swoim otoczeniu jest użyteczna. I to wyznacza przyszłościowy azymut: o takie środowiskowe przeświadczenie trzeba zadbać przede wszystkim i w każdy możliwy sposób (...). Slogan, truizm, stereotyp, banał, frazes, komunał? Tylko wtedy, jeżeli nie ma realizacji. Bierność to pogrzeb zawodu. 
[źródło]
 Ta "dyrektywa produktywna" przedstawiona w tym krótkim tekście bardzo mi się podoba. Bibliotekarz bez względu na to w jakim dziale pracuje musi być użyteczny. Musi być rzemieślnikiem. Oczywiście są tacy którzy są w tym zawodzie artystami (nie lubię słowa elity). To oni tworzą te wszystkie wspaniale projekty, szkolą innych, są lokomotywami zmian w zawodzie. Większość z nas (jak sądzę) - na czele z piszącą te słowa - winna być rzemieślnikami właśnie i po prostu dobrze, rzetelnie wykonywać swoją robotę. Każdego dnia. Nie dla misji, nie dla idei, nie dla celów wyższych (jak zwykło się tłumaczyć niskie uposażenie pracowników kultury). Dla czytelnika. By nie wychodził z biblioteki z niczym.  Żeby być dobrym rzemieślnikiem uczciwie wykonującym codzienną pracę potrzeba dobrych wzorców (pomimo uwolnienia zawodu). Czasu. Chęci. Mądrych zarządzających. Takich którzy nie traktują bibliotekarza jako wazonu do przestawiania z miejsca na miejsce, tylko dają mu możliwość tworzenia relacji z użytkownikiem w lokalnym środowisku.  Chętnie poznam Wasze zdanie - podzielcie się nim proszę w komentarzach. 

10 maj 2019

Potworna Strażniczka Książek

Z przyjemnością przeczytałam kolejny tom przygód Calpurnii Tate (o pierwszej książce pisałam tu>>>). Badaczki przyrody, ciekawej otaczającego świata. W drugim tomie (można te tomy czytać niezależnie) dziadek dziewczynki nadal próbuje wydestylować idealny alkohol z pekanów (nawiasem mówiąc smakują jak włoskie, ale podobno mają więcej właściwości odżywczych) i wciąż nie pamięta imion swoich wnuków, obdarzając uwagą jedynie Calpurnię, która walczy o należne jej miejsce w rodzinie (dziewczynka za drobne prace domowe dostaje mniejsze kieszonkowe niż jej bracia). 

J. Kelly, Niezywkły świat Calpurnii Tate, Wydwnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2017.

Na urodziny Calpurnia dostaje od dziadka pierwszą książkę Darwina: "Och, przyjemność, cud i oczekiwania płynące z nowej książki!" - tak reaguje na prezent (kiedy ostatnio tak zareagowaliście na nową książkę?). Calpurnia chce w pewnym momencie wyruszyć w świat, ale dziadek przekonuje ją, że aby podróżować po świecie wystarczy książka, globus, atlas, ewentualnie mikroskop i teleskop. Wydaje się wiedzieć, że ambicje dziewczynki brutalnie zderzają się z tym "co wypada młodej panience". Calpurnia musi znosić też towarzystwo swojej kuzynki Agathy. Ta w wyniku katastrofy na wybrzeżu zamieszkuje u ciotki i wuja i dzieli pokój z Calpurnią. W wyniku tejże katastrofy nerwy Agathy ucierpiały a lekarz zaleca jej "niezbyt pobudzające lektury", ostrzega przed "powieściami, gdyż powieści podsycają wyobraźnię i wzburzają myśli, czyli dają skutek przeciwny". Najlepsza jest według doktora "pouczająca, wyważona, podnosząca na duchu biografia (...) im dłuższa, tym lepiej". Calpurnia odwiedza zatem bibliotekę: 
"Wizyta w bibliotece wiązała się z koniecznością stanięcia twarzą w twarz z podstarzałą bibliotekarką, niejaką panią Whipple, okropnym babsztylem, który trzymał książki pod ścisłą kontrolą i decydował czy można je wydać dziecku czy nie. Raz bibliotekarka poniżyła mnie, odmawiając wypożyczenia mi "O pochodzeniu gatunków" pana Darwina, ale na szczęście dziadek uratował sytuację i podarował mi swój egzemplarz. Mimo to surowy wzrok pani Whipple wciąż przyprawiał mnie o drżenie. (...) Panował tam półmrok, pachniało papierem, farbą drukarską, skórą i kurzem. Ach, urzekający zapach książek. Czy może być coś lepszego? Owszem. Może. Nieobecność bibliotecznej harpii. Położyłam książki do zwrotu na kontuarze. Pani Whipple na szczęście nie było widać, słyszałam jednak szelest jej wytartej czarnej sukni z bombazyny oraz ciche poskrzypywanie usztywnianego fiszbinami gorsetu i czułam zapach kulek na mole, a wszystko to oznaczało, że bibliotekarka czyha gdzieś w pobliżu. Dziwne. Nagle pani Whipple niczym pajac na sprężynie wyskoczyła na mnie zza lady. Odskoczyłam na milę, wydając zduszony pisk. Nie rozumiałam, jak to możliwe, że ta tęga i niemłoda już osoba porusza się tak szybko i zwinnie - Proszę kogo tu mamy - powiedziała ponuro - Calpurnia Virginia Tate jak zwykle skrada się chyłkiem. Co za gorzka niesprawiedliwość! Oczywiście, że potrafiłam się skradać, ale w tamtej chwili wcale tego nie robiłam. Dlaczego ta potworna strażniczka książek tak mnie traktuje? Przecież obie kochamy czytać, prawda? Logicznie rzecz biorąc, powinnyśmy być bratnimi duszami, a tymczasem z  jakiegoś powodu wiecznie doprowadzałyśmy się nawzajem do pasji, i to z niezwykłą łatwością". 
Po namyśle Calpurnia dochodzi do wniosku, że zachowała się niegrzecznie. Stara się zrozumieć bibliotekarkę, która "była wdową, miała swoje lata, ledwie wiązała koniec z końcem i na domiar złego musiała mieć do czynienia z takimi bezczelnymi dziećmi". Bibliotekarka "była Strażniczką Książek i należał jej się szacunek. Co z tego, że traktowała je jak swoją własność i niechętnie powierzała nieuważnym znajomym. Trudno się dziwić, bo pewnie nie zawsze właściwie się z nimi obchodzili, miewali brudne łapska, podkreślali fragmenty lub gryzmolili na marginesach, a czasem nawet dopuszczali się zła ostatecznego - gubili jakiś cenny tom! Nie do pomyślenia".  

Dochodzi do swoistego pojednania z bibliotekarką, ale największy wpływ na Caplurnię będzie miał przyjazd do miasteczka weterynarza. Calpurnia dorasta i zadaje coraz więcej pytań, które wprawiają w zakłopotanie dorosłych. Widzi niesprawiedliwość swojego położenia, pyta o granice wolności i chce je testować. Coraz bardziej wierzy w siebie i definiuje czego chce od życia. Z ogromną chęcią przeczytałabym o jej dalszych losach.