Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyżur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyżur. Pokaż wszystkie posty

2 gru 2013

Czytelnik dnia (2)

Niedzielny dyżur. Wchodzi klient. Szkoda, że nie mogę zdradzić jego imienia - dość oryginalne, bardzo pasowało do fizjonomii. Klient od progu mówi: Mam taką nietypową prośbę...
Nie wiem, jak wy, ale ja jak słyszę nietypowa prośba to się trochę najeżam, bo najczęściej potem następuje prośba o darowanie kary i cała litania tłumaczeń albo opowieść w jakich okolicznościach, ktoś zgubił książkę i dlaczego akurat nie ma przy sobie karty itd. Cały życiorys zostaje wyłożony na biblioteczną ladę. Ale tym razem zaskoczenie...
Klient: Mam taką nietypową prośbę... Chciałbym wypożyczyć książkę...
Tekst-suchar. Trochę na poziomie prowadzącego Familiadę, no ale fakt - uśmiechnęłam się szeroko, bo mnie tym tekstem, mimo wszystko rozbroił, powodując, że dyżur już do końca upłynął radośnie. Zatem zasłużony tytuł czytelnika dnia. 

[źródło: Boston Public Library]

1 gru 2013

Czytelnik dnia

Mam tu na myśli sobotę (kto wie, co się zdarzy dziś na dyżurze). Początkowo czytelnikiem dnia miał zostać pan, który chciał, by mu wydłużyć książkę. Już miałam uruchomić swoje introligatorskie umiejętności, ale przebiła go dziewczyna, która chciała książkę do angielskiego. Nie znała tytułu, ani nazwiska autora. Nie wiedziała na jaki przedmiot i kto go prowadzi. O okładce nie wspomnę. Jedyne co wiedziała, to to że chce książkę do angielskiego. Na nic zdało się nawet namiętne oglądanie Mentalisty. Nie potrafiłam jej pomóc.  Ciekawe, czy w ogóle wiedziała, co studiuje. O to bałam się zapytać.
Takich jak wspomniana czytelniczka jest coraz więcej. Hitem naszej branży powinny stać się kursy wróżbiarstwa. Tymczasem pani otrzymuje tytuł czytelniczki dnia. 

[źródło]

18 lis 2011

W nawiązaniu do...

Na jednym z moich ulubionych blogów autor poruszył temat patologii w codziennej bibliotekarskiej pracy. Ciekawy jest zarówno sam temat, jak i komentarze (tu). I nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła czegoś od siebie. Mnie najbardziej irytuje argument mieszkania poza obrębem miasta lub konieczności długiego dojazdu, jako zwalniający z popołudniowych dyżurów. Przecież to nie jest tak, że w mieście to owszem komunikacja miejska a poza jego obrębem to już wóz drabiniasty! Kolejnym jest "życie rodzinne" mające usprawiedliwiać miganie się od popołudniówek i weekendowych dyżurów. No ludzie! Każdy ma jakieś życie rodzinne - w tej czy innej formie. Nawet ja mam! Szczątkowe, ale mam! Bardzo też nie lubię demotywacji. Doświadczeni bibliotekarze zniechęcają czasem do pracy - słyszysz że w tym miejscu niewiele można osiągnąć, że tu się już nic nie wydarzy, a próby wprowadzenia nowych rozwiązań napotykają na opór w postaci nieśmiertelnego zawsze tak było. Ja rozumiem, że stan zadowolenia z pracy nie jest czymś stałym, no ale jak ja mam pracować z zapałem, kiedy słyszę uciekaj stąd? Takie przykłady można mnożyć, niestety. Wchodzisz w pewną zastałą strukturę. Ktoś kiedyś czegoś nie dopilnował, na coś pozwolił, nie ustalił jasnych granic, wymagał niewiele. I ciągnie się to potem, jak jakaś choroba. Trzeba uważać. Bo z biegiem czasu można się tym zarazić.
Pozdrawiam z popołudniowego dyżuru. :)

20 lis 2010

sobotni popołudniowy

Chwilowy spokój. Wychodzę do pokoju socjalnego zrobić herbatę. Drzwi zostawiam uchylone, żeby widzieć czy ktoś nie podchodzi do lady. Pochylam się do zlewu, by przemyć kubek. Gdy się odwracam ktoś za mną stoi. Z wrażenia odbiera mi mowę. Żadnego pukania, żadnego przepraszam. Bezszelestne wejście. Mówi, że chce skorzystać z toalety. Na co ja, że nie może sobie tak tu wchodzić, a poza tym toaleta dla studentów (choć wyglądał bardziej jakby właśnie wrócił z manifestacji przeciw Marszowi Równości) jest piętro niżej. A on na to, że chce tutaj. Powtarzam, że toaleta dla studentów jest na pierwszym piętrze, a mam prawie pełne portki ze strachu. Niby nic takiego ale poczułam się dziwnie. Za dużo filmów kryminalnych?

30 paź 2010

sobotni popołudniowy

Czytelnik: Dzień dobry, chcielibyśmy z kolegą odebrać karty biblioteczne...
E.: Dzień dobry, proszę wypełnić deklaracje...
Czytelnik: Czy numer karty bibliotecznej mogę sobie nadać sam?
E.: Nie i niestety numery 666 i 69 są już zajęte...
Czytelnik: Uuu... Szkoda... Jeden z nich na pewno zajęty jest przez panią...
E.: Proszę się domyślić który...

24 wrz 2010

jeszcze tylko

Jeszcze tylko dwie popołudniówki w tym tygodniu, dasz radę, naprawdę...wytrzymasz. Twardym trzeba być a nie miętkim. Przypomnij sobie jak garowałaś w markecie do 22... Lepiej? No, od razu lepiej. No, naprawdę, to nie ich wina, że tu przychodzą, chcą jakąś książkę i żeby im pomóc, no nie musi być od razu tak jak w bajce o Jasiu i Małgosi, a ty nie musisz być wstrętną wiedźmą, no naprawdę, odłóż te nożyczki i uśmiechnij się... No szerzej... Przecież lubisz swoją pracę, prawda? I tylko nie myśl o odcinku z wypłatą... Nie, nie, nie... No jaki wolontariat? No, przestań komu potrzebny jest płaszcz na zimę i nowe buty - przyznaj się ledwo mieszczą ci się w szafce... Potraktuj to jako przygodę... Tak! Przygodę swojego życia! Bądź niczym Super-Librarian!

26 cze 2010

sobotni czerwcowy

Taki hipermarket mały się zrobił. Ręce mam do kolan, palce i kręgosłup bolą, w gardle sucho. Cierpliwość na ostatnim levelu. Hamrol! Analizę finansową napisał Hamrol, nie Hamelka! Dzień dobry tu biblioteka, w czym mogę pomóc? Przedłużyć, a może poszerzyć? Do końca lipca? Nie? To może do końca stulecia? Ale za to niedziela będzie dla nas. Dla mnie i mojego kaca.

14 gru 2009

Czytelnikowstręt

No, po prostu nie mogę... Po weekendowym dyżurze, bardziej przypominającym weekend w punkcie obsługi klienta hipermarketu, nie mogę w poniedziałek, bez uszczerbku na zdrowiu usiąść za ladą. Wkurza mnie źle wpisana sygnatura, irytuje pytanie o dział, regał i czy pod tytułem szukać czy może redaktorem. Zabijam za prośbę o polecenie dobrej pozycji. Jestem totalnie antyspołeczna. Za duży przepływ ludzkiej masy w weekend wyczerpuje siły i powoduje u mnie poniedziałkowy czytelnikowstręt. Brrr...