Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stereotyp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stereotyp. Pokaż wszystkie posty

9 paź 2023

Wakacje bibliotekarki

 Amy Byler - bohaterka powieści Kelly Harms "Amy ma już dość" - jest bibliotekarką szkolną, która samotnie wychowuje dwójkę nastolatków. Pewnego dnia do jej życia wraca mąż i proponuje, że po latach nieobecności zajmie się dziećmi. Amy wyjeżdża więc na branżową konferencję do Nowego Jorku, gdzie poznaje "seksownego bibliotekarza". Za namową przyjaciółki przechodzi metamorfozę i zostaje na lato w mieście, które nigdy nie zasypia. 

Kelly Harms, Amy ma już dość, Poznań : Książnica, 2022.


Amy sama o sobie mówi, że jest "czterdziestoletnią bibliotekarką o figurze mamuśki, i to nie taką w typie tych rajcownych w okularach i z luźno upiętymi długimi włosami, a taką zwyczajną, w chodakach, która nie potrafi sobie dobrać spodni". Zmiana, którą przechodzi bohaterka powoduje, że na nowo odkrywa ona swoją kobiecość. 

Po tytule - nieco zaczepnym - oczekiwałam powieści obyczajowej z pazurem i bohaterki, która w pewnym momencie huknie pięścią w stół - ujmując rzecz metaforycznie. Czytając na temat tej książki miałam też skojarzenie z filmem "Komedia małżeńska" ze znakomitą Ewą Kasprzyk w roli umęczonej żony. I o ile do filmu wracam często, bo mimo upływu czasu nadal mnie bawi, o tyle do tej książki nie wrócę na pewno. Trudno mi było polubić główną bohaterkę, której postać była nakreślona tak, że było mi w zasadzie obojętne, co się za chwilę w jej życiu wydarzy. Opowieść momentami się dłużyła i lekturę przeplatałam czytaniem innej powieści. Niemniej ta lekka i łatwa powieść obyczajowa może się podobać miłośniczkom gatunku. 

28 sie 2023

Pół etatu w bibliotece

 "Były klamki i dzwonki

na których zawczasu

dotyk kładł się na dotyk."

Wisława Szymborska, Miłość od pierwszego wejrzenia

Luiza Ostaszewska - bohaterka powieści "Klamki i dzwonki" Magdaleny Knedler - pracuje na pół etatu w bibliotece i właśnie - drogą wielu wyrzeczeń - wydała swój tomik poetycki. Luiza chętnie zagląda do księgarni, mimo, że "non stop siedzi wśród książek w bibliotece". Lubi też szwendać się po mieście "zmuszając się do zachwytów, do wykrzesania z siebie energii i siły, by chłonąć życie". Raczej wycofana, żyjąca w swoim poukładanym świecie, ledwo wiążąca koniec z końcem poetka dostaje nieoczekiwaną propozycję, która uruchamia całą lawinę niespodziewanych wydarzeń i zmusza bohaterkę do przyjrzenia się swojej przeszłości i spojrzenia w przyszłość...


"Klamki i dzwonki" jest jedną z pierwszych powieści Magdaleny Knedler. I gdybym przeczytała ją przed rewelacyjną powieścią "Nikt ci nie uwierzy" tej właśnie autorki, być może na "Klamki i dzwonki" spojrzałabym łaskawszym okiem. Ciekawe było to mijanie się bohaterów o krok, ale momentami ta specyficzna powieść drogi mnie nużyła. Na pewno widać w tej powieści niezwykły talent autorki do tworzenia kobiecych postaci. Śledziłam z ciekawością wątki biblioteczne - a pojawia się tu też bardzo stereotypowa bibliotekarka ("najstarsza i najwredniejsza bibliotekarka świata, mocarna, wszechwładna i nie do ruszenia", zwana przez bohaterów Harpią), ale nie wciągnęła mnie ta powieść tak jak rzeczony już pierwszy tytuł, który przeczytałam. Chętnie sięgnę po coś jeszcze - o czym na pewno doniosę na blogu - ale do powieści "Klamki i dzwonki" na pewno nie wrócę. 

20 mar 2023

Biblioteka jak kanciapa

 Jak zapewne wiecie za cel postawiłam sobie śledzenie pojawiających się w literaturze bibliotekarek i bibliotekarzy. Czasem wymaga to nie lada poświęceń i takim była lektura harlekina "Ucieczka z Wall Street" Maggie Cox. Bohaterką jest tu Lara Bradley, która pracuje jako "bibliotekarz naukowy". Pewnego dnia do drzwi domu rodziców Lary puka najlepszy przyjaciel z dzieciństwa nieżyjącego już brata bohaterki. Gabriel Devenish - nawiasem mówiąc straszny buc - jest finansistą i człowiekiem bardzo zamożnym, a przy okazji miłością Lary z młodzieńczych czasów. Gdy Lara wyznaje Gabrielowi gdzie pracuje, ten nie może wyjść ze zdziwienia, że:

"Osoba o tak gorącym temperamencie zamknęła się gdzieś, w jakiejś zakurzonej kanciapie, żeby podsuwać lektury wiekowym, neurotycznym lub niedomytym czytelnikom".

Na co Laura odpowiada:

 "Nie pracuję w piwnicznej izbie, przekładając opasłe tomy z półki na półkę. Jestem zatrudniona w bibliotece uniwersyteckiej, konserwuję starodruki na mikrofilmach, drukuję skrypty dla studentów, korzystając z najnowszych maszyn. Biblioteka to nie skansen. 

Zdziwił mnie ten zakres obowiązków Lary, ale potem przypomniało mi się, co tak naprawdę czytam. Oczywiście Lara po takim tekście ze strony Gabriela nie wyrzuca go za drzwi (ja bym to zrobiła i to kopnięciem w miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę) tylko wdzięczy się do niego, przyjmuje zaproszenie do Nowego Jorku, ląduje z nim w łóżku i jeszcze zachodzi w ciążę. A potem wiadomo żyli długo i szczęśliwie...



6 lut 2023

Inne życie niż moje

"Głód : pamiętnik (mojego) ciała" Roxane Gay to wstrząsający zapis traumy i historia zmagań z napiętnowaniem związanym z otyłością. Bolesna i duszna opowieść o odzyskiwaniu kontaktu z własnym ciałem. To historia o tym jak ukrywana przez lata trauma "rozprzestrzenia się w ciele jak infekcja" i "zamienia w depresję, uzależnienie lub obsesję albo objawia się w jeszcze innej, fizycznej postaci". Bohaterka, a zarazem autorka książki, "jadła, sądząc, że jeśli jej ciało stanie się odpychające, zdoła utrzymać mężczyzn na dystans". Przerabia więc ciało "w bezpieczną przystań zamiast małej, słabej łupiny", która ją zwiodła. Ucieczką od trudnych i bolesnych przeżyć staje się też czytanie, a potem pisanie: "Uwielbiałam ucieczkę, jaką było wymyślanie (...) opowieści, wyobrażanie sobie innego życia niż moje. Miałam dziką fantazję. Byłam marzycielką i nienawidziłam, kiedy wyrywano mnie z marzeń, żebym zajmowała się codziennymi sprawami". 

Roxane Gay, Głód : pamiętnik (mojego) ciała, przeł. A. Dzierzgowska, Warszawa : Wydawnictwo Cyranka, 2021.

"Głód"  to nie jest poradnik i nie jest to książka o chudnięciu - autorka opisuje raczej to, co w takich książkach jest pomijane. To swoisty manifest, ale też bardzo osobisty dziennik obrazujący prawdziwą drogę do akceptacji. Nie jest to łatwa lektura, nie tylko ze względu na temat, ale też ze względu na powtarzalność i zapętlenie pewnych wątków, ale na pewno pozycja to ważna i potrzebna. 


13 paź 2022

Biblioteka - samorządowy kurnik

 Martę Czajkowską - bohaterkę powieści "Bibliotekara" Lucyny Dąbrowskiej poznajemy, gdy trafia do biblioteki na rozmowę kwalifikacyjną. Zostaje przyjęta do pracy, ale okazuje się, że nie bardzo pasuje do zespołu.  Raczej skryta i wycofana, nie opowiada o sobie i nie zajmuje się plotkami i robieniem wokół siebie zamieszania. Widzi natomiast - nie mając doświadczenia w takiej pracy - wszystkie patologiczne zjawiska, mające miejsce w bibliotece, nazwanym przez nią "samorządowym kurnikiem". Dostrzega, że stanowiska kierownicze dostają osoby "najbardziej ustawne, karne i posłuszne, robiące tak, jak dyrekcja chciała". Punktuje, że w sytuacjach konfliktowych "najbardziej zażarte okazały się kierowniczki", które "bojąc się utraty wywalczonego przez lata służalczości stanowiska, wolały wybielić się na zaś, oczerniając wszystkich podlegających im pracowników". Marta zauważa "miejscowe układy", kumoterstwo, nepotyzm i mobbing. 

Bohaterkę zdumiewa w tej pracy wiele zjawisk, jak to, że na wniosek rady dzielnicy bibliotekarze wycofali kilkaset książek i  "rozpoczął się wyścig o znalezienie jak największej liczby bezeceństw, za które uznano przede wszystkim książki edukacyjne z zakresu seksuologii". Bibliotekarze, przez jednego z pracowników biblioteki, nazywani "komandosami", ponieważ "wszystko muszą robić sami i zawsze muszą być gotowi na wszystko", rozczarowują bohaterkę nie mniej niż czytelnicy: 

"Niekończące się taśmociągi roszczeń, skarg i pretensji poszarzałych na twarzy ludzi odbijają się zapewne na zdrowiu obsługujących ich bibliotekarzy nie mniej niż grzyby, pleśń i roztocza występujące na książkach. O pracy w trudnych warunkach nie ma tu jednak mowy - to nie prosektorium". 


 

Lucyna Dąbrowska, Bibliotekara, Olsztyn : Wydawnictwo Seqoja, 2021. 

"Bibliotekara" to gorzki i przygnębiający obraz pracy w instytucji kultury, który może zszokować czytelników, kojarzących bibliotekę jako spokojne miejsce pracy. Być może obraz nieco jednostronny, co nie oznacza, że nieprawdziwy. Choć chciałabym wierzyć, że takich miejsc jest coraz mniej. 

30 kwi 2022

Piękna kierowniczka biblioteki

Okładki książek na których jest tajemniczy dom na odludziu przyciągają mnie niczym piękne kwiaty pszczółkę. Tak też było z książką "Gra poza prawem" Magdaleny Zimniak. Ku mojej uciesze okazało się że bohaterki tej powieści są bibliotekarkami! 

Ola skończyła polonistykę i pracuje w bibliotece od pół roku. Młoda bibliotekarka uważa że praca w bibliotece "to spokojna robota", gdzie "chwilami bywa nudno", ale to jej "zupełnie nie przeszkadza". Praca bibliotekarki jest jej wymarzoną:

"Spokojna, bez stresów. Książki uwielbiam, lubię rozmawiać z ludźmi, którzy czytają. Organizujemy czasem spotkania autorskie, ale jakoś za tym nie przepadam. Wolę kiedy pisarz jest niewiadomą". 

Biblioteką w której pracuje Ola kieruje Beata - szczupła blondynka o niebieskich oczach i nienagannej figurze, do której czytelnicy mają wielką słabość. Beata próbuje zbliżyć się do Oli. Wkrótce ich drogi skrzyżują się nie tylko w przestrzeni biblioteki, a skrywane tajemnice z przeszłości zaważą na spokojnym z pozoru życiu dwóch bibliotekarek...

Zimniak M., Gra poza prawem, Warszawa : Wydawnictwo Prozami, 2018. 


 Jak widać mit spokojnej pracy w bibliotece wiecznie żywy... Ale to w sumie szczegół, bo "Gra poza prawem" to nie reportaż, a powieść. Powieść w której bardzo dużo się dzieje i nie wiem czy nie za dużo jak na dwie kobiety, pracujące w tak - rzekomo - spokojnym zawodzie. Bo choć to psychologiczny thriller, to spiętrzenie nieszczęść i zbiegów okoliczności nieco przytłacza. Jednak jeśli na to też przymknięcie oko to spotkanie z tą prozą nie będzie czasem straconym. To dobrze językowo skonstruowana powieść, z ciekawie przedstawionymi relacjami między bohaterami i dobrze nakreślonymi postaciami kobiecymi. Kobiety zmagają się tu z przeszłością ciążącą jak ołów i losem, który nie zawsze rozdaje szczęśliwe karty. 

28 kwi 2022

Bibliotekarka zakłada Tindera

 ... czyli coś o tym, że "nikt nie przychodzi do biblioteki" i baaardzo stereotypowa bibliotekarka




19 gru 2021

Książka - lekarstwo na wszystko

 Basia Musiał - bohaterka książki "Gwiazdka z brokatem" - ma za sobą trudne chwile. Udaje jej się wbrew przeciwnościom losu spełnić swoje marzenie i otworzyć sklep papierniczy. W wyniku niespodziewanego splotu okoliczności Basia wpada na emerytowaną bibliotekarkę - Marię Podolską. Pani Maria była kiedyś dla Basi bardzo ważną osobą - "drogowskazem i wsparciem" w trudnym dla dziewczyny czasie. Biblioteka zaś, ta "tętniąca życiem przestrzeń stała się jej drugim domem".

 Pani Maria, w odczuciu Basi osoba od której biło niezwykłe ciepło, "nie była stereotypową bibliotekarką, surową, starą panną, w niemodnych butach, szarym kostiumie, z palcem na ustach, wysuszoną i niesympatyczną. Wręcz przeciwnie. Wszystkich wokół zarażała pasją czytania (...). Traktowała książki jak lekarstwo na każdą bolączkę". 

Spotkanie po latach zmieni życie każdej z kobiet, a najbardziej przewidywalne dotąd życie głównej bohaterki...

A. Szczęsna, Gwiazdka z brokatem, Białystok : Wydawnictwo Kobiece, 2021.

Napiszę Wam wprost - nie polubiłam głównej bohaterki tej powieści. Wydała mi się jakaś taka pretensjonalna i mimo życiowych dokonań i doświadczeń rozkapryszona jak mała dziewczynka. Z tego względu trudno mi było jakoś się wczuć w klimat tej powieści. Zresztą tej przysłowiowej magii świąt jest tu jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że początkowo fabuła skupia się głównie na tym, że bohaterka wstała i otworzyła sklep. I tak dzień po dniu - bo rozdziały powieści to jednocześnie kolejne grudniowe i styczniowe dni. W międzyczasie sięgnęłam po książkę "A gdyby tak ze świata zniknęły koty", którą wręcz pochłonęłam, by z żalem wrócić do "Gwiazdki z brokatem", która mi się dłużyła. Okładka zapowiada ciepłą powieść, w sam raz na czas przedświątecznego oczekiwania, ale - chyba właśnie przez postać głównej bohaterki - tego ciepła tam nie znalazłam. 

17 maj 2021

Brzydka bibliotekarka

Bohaterką powieści "Wilcza polana" jest bibliotekarka Ula. Ula po studiach wróciła do rodzimej Sosnówki,"gdzie znalazła zatrudnienie w miejscowej bibliotece. Po wielu latach dochrapała się stanowiska dyrektora tej placówki z dwiema pracownicami pod sobą". Jednak dla bibliotekarki awans nie był ważny - najważniejszy był "nieograniczony dostęp do książek". Ula walczy z wójtem, który od lat obiecuje pieniądze na remont biblioteki, a który nie znosi bibliotekarki, co ma swoje korzenie w rodzinnej przeszłości. 
Bibliotekarka kocha Sosnówkę - zna wszystkie legendy związane z tym miejscem. Kocha też swoją pracę i wilki, które podchodzą pod jej dom, a których zwyczaje zna bardzo dobrze. Ma swoje zdanie na różne tematy i zdaje się nie idzie z prądem, ale raczej pod prąd. 
Ula ma czterdzieści pięć lat i nosi okulary w grubych oprawach. To "nieciekawa osoba, o pospolitej twarzy" i jedynie "kruczoczarne włosy spadające kaskadą loków są jej ozdobą". Mieszkańcy Sosnówki, uważają, że bibliotekarka to "jedna z tutejszych najbrzydszych kobiet", choć jest "mądra, oczytana, bardzo miła, uczynna", to "niekobieca w tych swoich wielkich okularach i z włosami spiętymi na czubku głowy". Wszystko w życiu Uli zmienia się, gdy pewnego dnia do sanatorium w Sosnówce przyjeżdża przystojny Marcin...

   
H. Kowalczuk, Wilcza polana, Radom : Wydawnictwo Lucky, 2020.

Muszę przyznać, że bohaterka powieści "Wilcza polana" wzbudziła moją sympatię. Jest to postać dobrze przez autorkę nakreślona i charakterna, mimo, że chwilami oddana dość stereotypowo. Szkoda tylko, że wrzucona potem w przewidywalne życiowe koleje (nie chcę tu zdradzać fabuły), ale rozumiem, że takich właśnie fabularnych rozwiązań oczekują czytelniczki tego typu powieści. "Wilcza polana" to momentami bardzo wciągająca, sprawnie napisana opowieść o miłości, tej do przyrody czy książek, ale również tej pozornie niemożliwej do spełnienia. 

21 kwi 2021

Walory bibliotekarki

Moje pierwsze spotkanie z prozą Craiga Russella -  brytyjskiego twórcy powieści kryminalnych - miało miejsce wiele lat temu i była to powieść "Brat Grimm" (wznowiona pod tytułem "Baśniowy morderca"), którą czytałam w autokarze wiozącym mnie do Wiednia. Książka wciągnęła mnie niesamowicie i pozwoliła przeżyć morderczą (nomen omen) pod względem czasu, jak mi się wówczas wydawało, podróż. Tym razem sięgnęłam po książkę "Długi pocałunek z Glasgow", której bliżej klimatem do dokonań Raymonda Chandlera niż do pierwszej przeczytanej przeze mnie książki Russella.  

Autor przenosi czytelnika do Glasgow w latach 50. XX wieku. Prywatny detektyw Lennox ma za zadanie rozwikłać sprawę morderstwa bukmachera Jimmy'ego MacFarlane'a. Okazuje się, że ta sprawa pociąga za sobą dwie kolejne, pozornie nie mające związku, a detektyw musi coraz bardziej zagłębić się w półświatek ponurego Glasgow. 

C. Russell, Długi pocałunek z Glasgow, przeł. J. Majewski, Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2013.


Prywatny detektyw Lennox tak mówi o sobie:

"Choć może się to wydać dziwne, jestem typem mola książkowego. Dużo czytam. Ba, gotów jestem przeczytać niemal cokolwiek - dowolnego autora na dowolny temat". 

Nic zatem dziwnego, że gdy potrzebuje informacji dotyczącej prowadzonej sprawy, trafia do biblioteki:

"Glasgow było miastem, które lubiło chełpić się swoją wiedzą. Uniwersytet był zespołem imponujących swoimi rozmiarami wiktoriańskich budowli, ale najdobitniejszym wyrazem erudycji miasta była położona majestatycznie w samym jego centrum, brylująca miedzianą kopułą i niezliczonymi korynckimi kolumnami Biblioteka Mitchella. Pierwotny projekt architektoniczny nie przewidywał wzniesienia kopuły w stylu londyńskiej katedry św. Pawła, ale radni miejscy przeforsowali ten pomysł. Teraz Biblioteka Mitchella woła na całą Szkocję i resztę świata: Widzicie... mamy jednak książki!". 

 

The Mitchell Library 
Do biblioteki detektyw trafia dwa razy:

"Z samego rana pojechałem po raz kolejny do Biblioteki Mitchella. Tym razem nie byłem z nikim umówiony. Przybyłem w poszukiwaniu bardzo konkretnej informacji. Miałem szczęście, że pomogła mi uczynna bibliotekarka, która dała się złapać na moją pozę bezradnego przystojniaka. Była brunetką około trzydziestki, z rozpuszczonymi włosami, ubraną w nieco artystowski sposób, na tyle w każdym razie, na ile pozwalała praca w miejskiej bibliotece. Dostrzegłem ją z drugiego końca głównej sali. Rękami podtrzymywała imponujący stos ciężkich encyklopedii, które z kolei podpierały jej równie imponujący biust. Wyglądała mi na kogoś o otwartym umyśle, a szerokie horyzonty uważałem u kobiet za zaletę. Od razu zawiązała się między nami nić porozumienia. Mogło oczywiście wchodzić w grę łączące nas zamiłowanie do książek, przypuszczałem jednak, że bardziej chodzi o mój nieskrywany, głęboki podziw dla jej walorów". 

W tym miejscu przypomnę tylko, że to lata 50. XX wieku. Detektywowi, oprócz potrzebnych informacji, udaje się także zdobyć adres domowy bibliotekarki "wraz z bardzo ściśle określonymi porami wizyt". Bibliotekarka jest mężatką, lecz detektyw domyśla się "że jej mąż ani nie podziela jej artystowskich inklinacji, ani nie ma szerokich horyzontów". 

Jeśli lubicie kryminały w stylu noir, z nieco cynicznym, ale obdarzonym poczuciem humoru głównym bohaterem,  to ta sprawnie napisana książka będzie dla Was dobrą rozrywką. 

 

27 lut 2021

W bibliotece nic się nie robi

 Alicja - bohaterka książki "W cieniu magnolii" - pracuje w bibliotece szkolnej. Lubi swoją pracę. I ma jej dużo:

"Pewnie, że dużo, choć wszystkim się wydaje, że w bibliotece nic się nie robi. Przede wszystkim to wieczne układanie książek na półkach. Do tego ciągle dochodzą jakieś nowe, które trzeba włączyć do katalogu, ale to biblioteczny standard. Poza tym konkursy czytelnicze. Lubiła je organizować i robiła to często, a dzieci zawsze chętnie brały w nich udział. Musiała przyznać z zadowoleniem, że jej dzieciaki, jak je nazywała, były całkiem oczytane, zwłaszcza dziewczynki. Do tego dochodziły gazetki na różne okazje, prowadzenie koła miłośników książki oraz cykliczne wykłady na temat literatury wymagające dobrego przygotowania... Czasami udawało jej się ściągnąć jakiegoś pisarza i zorganizować spotkanie autorskie. Oprócz tego była jeszcze komputeryzacja biblioteki (...). Wbrew obiegowym opiniom w bibliotece nie ma czasu na nudę (...). 
A. Płowiec, W cieniu magnolii, Kraków : Między Słowami, 2018. 


Bibliotekarka mieszka ze swoją córką i dorabia do pensji korepetycjami z hiszpańskiego. Po śmierci męża obawia się, że nic już ją w życiu nie czeka i boi się, że skończy jako "marna, stara bibliotekarka". Pewnego dnia w progu mieszkania Alicji staje jej niespełniona miłość sprzed lat. Alicja zaczyna wspominać swoje studenckie lata, a czytelnik przenosi się do Krakowa lat 90.  

"W cieniu magnolii" to książka, która powstała za sprawą snu. Autorce przyśniło się, że jest bohaterką książki i koniecznie musiała się dowiedzieć jak zakończy się wyśniona historia. Historia o miłości niemożliwej, miłości z przeszkodami. Napisanej bardzo sprawnie i na pewno z chęcią czytanej przez wielbicieli tego typu literatury. 

24 wrz 2020

Bibliotekarki i tajemnica

Dziś kilka słów o książce dla dzieci Magdaleny Witkiewicz "Banda z Burej. Tajemnica piwnicy w bibliotece", której bohaterem jest Wiktor. Wiktor przeprowadza się z rodzicami i młodszą siostrą z Warszawy do małego miasta, które nazywa Dziurą. Tam wstępuje w szeregi bandy "Bura Team" (przy ulicy Burej mieści się szkoła do której chodzą dzieciaki), która planuje odkryć tajemnicę biblioteki. A biblioteki nie kojarzą się Wiktorowi dobrze:

Książki nawet czytałem, ale biblioteka kojarzyła mi się z  czymś strasznie nudnym. Przynajmniej taka była w Warszawie. Nie można tam było nic powiedzieć, trzeba było szeptać, nie wolno było dotykać i oglądać książek. I w ogóle miałem wrażenie, jakbym tam był intruzem. Pani bibliotekarka miała grube okulary, ciasno spięty kok i zaciśnięte usta. Była wiecznie niezadowolona. A bo to ktoś za późno oddał książkę, a to za szybko i w związku z tym miała podejrzenia, że jej nie przeczytał, a to za głośno się zaśmiał podczas czytania. A przecież są takie książki, że człowiek, nawet ten racjonalny, najchętniej by rechotał cały czas. 

Biblioteka w nowym dla Wiktora miejscu znajduje się "w samym centrum miasta, na rynku". Tam Wiktorowi "założono konto biblioteczne" i mógł odtąd "czytać wszystko i to zupełnie za darmo". Bibliotekarka w nowej bibliotece "była zupełnie inna niż wszyscy" - Frania, bo tak się nazywa, ma różowe włosy, a ich kolor zmienia co tydzień. Druga bibliotekarka - Franciszka "jest bardziej przewidywalna. Nie cierpi książek ze szczęśliwym zakończeniem i cała chodzi ubrana na czarno".  Wiktor ma wrażenie, że Franciszka tylko dlatego pracuje w bibliotece "by polecać wszystkim jakieś straszne horrory i inne powieści o wampirach". Wkrótce do biblioteki w której pracują pani Franciszka i Frania zgłasza się na staż młody człowiek o imieniu... Franek. A Banda z Burej musi odkryć, jaką tajemnicę kryje w sobie piwnica w bibliotece...


Książka jest wspaniale zilustrowana przez Łukasza Silskiego. I to jest bardzo mocna strona tego wydawnictwa. Ta momentami zabawna opowieść sprawia wrażenie chaotycznej i ma wiele fabularnych niedociągnięć (a dzieci wyłapują szczegóły i na pewno zwrócą uwagę, że królik na jednej stronie nazywał się Zbych a kilka stron dalej już Zdzich i że Amelka nie może brać udziału w rozmowie bo jest akurat w piwnicy!). Brakuje typowego dla tego gatunku powieści napięcia i budowania zagadki - tajemnica piwnicy polega na tym, że dzieciakom nie wolno tam wchodzić, dopiero potem okazuje się, że coś tam się dzieje.  Błędy językowe i niestaranna korekta ma może mniejsze znaczenie dla małego czytelnika, ale dorosłego razi. Książka powiela też stereotypy - jeśli bibliotekarka to kok i wieczne niezadowolenie. Jest też "odjazd" w drugą stronę - czyli kolorowe włosy i rozpacz po przeczytaniu romansu. Postać Jurka - chłopca, który zażywa leki bez kontroli rodziców i wiecznie smaruje się jakimś kremem albo preparatem na kleszcze (a w opowieści mamy "burą i ponurą" jesień), nie wydaje mi się zabawna, ale szkodliwa. 

M. Witkiewicz, Banda z Burej. Tajemnica piwnicy w bibliotece, il. Łukasz Silski, Warszawa : Skarpa Warszawska, 2020.



23 cze 2020

Bibliotekarka z wyprzedaży

Witajcie w niewielkim Rackmoor - nadmorskiej osadzie, gdzie właśnie trwa doroczny bal z okazji święta Trzech Króli. Na bal nie dotrze piękna kobieta w nietypowym kostiumie. Tej nocy, gdy większość mieszkańców Rackmoor bawi u zamożnego pułkownika Titusa Creala, zjawiskowa nieznajoma zginie. Do pomocy w śledztwie oddelegowany zostanie inspektor Richard Jury ze Scotland Yardu. Dzięki niemu będziecie mogli poznać mieszkańców miasteczka i rozwiązać kryminalną zagadkę. Tymczasem zajrzyjmy do tamtejszej biblioteki, którą prowadzi "irytująco zakurzona" bibliotekarka - panna Cavendish:
"Wypożyczalnia książek w Rackmoor była długim, wąskim pomieszczeniem, znajdującym się na parterze małego szeregowego domku, który z zewnątrz przypominał wszystkie stojące w sąsiedztwie. Parter został jednak wewnątrz przebudowany. Usunięto ściany, dzięki czemu to, co kiedyś było prawdopodobnie przedpokojem, jadalnią, salonem i kuchnią, stanowiło teraz jedną dużą przestrzeń. Kontuar dla bibliotekarki wyglądał, jakby go tu przeniesiono z jakiegoś starego pubu. Na kontuarze znajdowała się tabliczka domagająca się od czytelnika CISZY, zanim ten zdążył się nawet rozejrzeć. Różnej wielkości półki z książkami, wytarty dywan, pewna liczba małych lampek, stanowiących zbieraninę nie od kompletu - wszystko to sprawiało wrażenie, że do urządzenia tego pomieszczenia użyto przedmiotów, które pozostały po wyprzedaży rzeczy używanych Sama panna Cavendish swoim wyglądem także przywodziła na myśl taką wyprzedaż. Do tego wrażenia przyczyniały się: jej stara brązowa spódnica, sięgająca prawie kostek, obwisły oliwkowy kardigan oraz ciemne włosy, uczesane w kok przypominający poduszeczkę do szpilek".
"Wszystko wskazywało na to, że praca w bibliotece stanowi prawdziwe powołanie panny Cavendish. Jej oczy (...) sprawiały wrażenie słabych i zdawały się sugerować, że ich właścicielka spędziła zbyt wiele wieczorów na czytaniu. Ziemista twarz panny Cavendish, upstrzona licznymi pieprzykami, przypominała pokrytą pozostałymi z pleśni przebarwieniami kartkę książki. A kiedy kobieta się poruszała, zdawała się szeleścić tak jak książka, której kartki wypadają z grzbietu, choć w rzeczywistości ten odgłos był prawdopodobnie szelestem jej sztywnej kartki".
M. Grimes, Pod Przechytrzonym Lisem, Warszawa : W.A.B, 2008.

Niech Was nie zniechęca niezbyt pochlebny opis panny Cavendish. Warto zajrzeć do Rackmoor i uchwycić klimat tego osnutego mgłą miejsca oraz poznać bardziej przyjaznych mieszkańców (panna Cavendish ciągle ucisza przychodzące do biblioteki dzieci!) - chociażby błyskotliwego Bertiego i jego psa Arnolda. Włóczęga wąskimi uliczkami w towarzystwie pieklenie zdolnego detektywa i jego pomocnika, którym jest ekscentryczny hrabia Melrose Plant, może okazać się ciekawą i wciągającą przygodą. Jeśli tylko sięgniecie po książkę "Pod Przechytrzonym Lisem".

14 lut 2020

Nieprzyzwoita Królowa Biblioteki

Poznajcie Gwendolynne Price - bibliotekarkę, bohaterkę erotycznej powieści "Do utraty tchu". 
Gwendolynne pracuje w bibliotece miejskiej, gdzie jest "dział naukowy, biblioteka audiowizualna, dziecięca, a także archiwa i rozmaite zbiory specjalistyczne" oraz "rzadkie i cenne dokumenty".  W podziemiach biblioteki znajduje się archiwum a w nim "sekcja dzieł zakazanych" obejmująca "książki pornograficzne próbujące uchodzić za zbiory artystycznych fotografii, często oglądane przez (...) niegrzeczne bibliotekarki". Właśnie w podziemiach biblioteki pracuje Daniel Brewster - młody profesor historii i gwiazda telewizji, w której ma swój program. Oczywiście bohaterka wpada na naukowca, który rzecz jasna zwraca uwagę na ponętne kształty bibliotekarki. Gwendolynne sama o sobie mówi, że jest "zwyczajną bibliotekarką z nadwagą", "pucułowatą laską po trzydziestce", czy też "grubą bibliotekarką z prowincji". Bibliotekarka ta lubi wino i ma za sobą nieudane małżeństwo. Pewnego dnia w bibliotecznej skrzynce uwag i wniosków Gwendolynne znajduje namiętny list od tajemniczego wielbiciela, podpisującego się Nemezis, który zachwyca się walorami cielesnymi bibliotekarki i nazywa ją "Królową Biblioteki". Bibliotekarka zastanawia się czy Nemezis może być naukowcem pracującym w podziemiach biblioteki? 

Portia Da Costa, Do utraty tchu, Erotica, Warszawa 2013. 
Są dwa stereotypy zawodowe dotyczące bibliotekarki - jędza z koczkiem i kobieta z dużym biustem, rodem z męskich fantazji. Gwendolynne rzecz jasna reprezentuje ten drugi typ, podkreślając w pracy swoje wdzięki. Bohaterka żałuje, że w bibliotece wymieniono podłogi i zakazano chodzenia na obcasach. Nie rezygnuje jednak z głębokich dekoltów i obcisłych spódniczek. Przeżywa erotyczne przygody w magazynach biblioteki i przed ekranem komputera. Ten typ literatury chyba nie jest dla mnie, bo męczyło mnie nagromadzenie scen erotycznych i autoerotycznych, które, choć w miarę poprawnie napisane pod względem językowym, następowały jedna po drugiej, nie stopniując napięcia, nie budując atmosfery. Wielbiciele tego typu literatury na pewno będą jednak ...usatysfakcjonowani. 

14 lis 2019

Dmuchawce, latawce... biblioteka!

Fabuła książki Agnieszki Olszanowskiej "Wianek z dmuchawców", będącej pierwszym tomem sagi,  rozgrywa się w gminie Gradów. Wójt chce zamknąć tamtejszą bibliotekę, którą nazywa "parszywą składnicą makulatury" (czemu trudno się dziwić, skoro w życiu żadnej lektury nie przeczytał).  W tym celu chce powołać kogoś bez doświadczenia w zawodzie na miejsce oddanej bibliotece pani Uli, którą wójt nazywa Starym Czytadłem. Osobą, która może przeszkodzić wójtowi w realizacji planu jest Agnieszka - "powiatowa instruktor metodyczna do spraw bibliotek". W tej części sagi poznajemy także księdza Adama, kościelną - panią Blanche, jej syna Michała oraz Jagodę i jej rodzinę. Ścieżki tych bohaterów raz po raz będą się przecinać na kartach powieści, czasem w sposób zabawny, czasem romantyczny, a niekiedy bolesny. Ten bardzo interesujący i urozmaicony ludzki kalejdoskop daleki jest od idyllicznego obrazu wsi i jej mieszkańców. Każdy zmaga się z wyzwaniem, tajemnicą, emocjami - czasem wydawałoby się nie do uniesienia. Autorka nie portretuje bohaterów w sposób kontrastowy, czy jednoznaczny, co jest dużym plusem tej powieści. Zręcznie rozsnuwa wątki opowieści, by zachęcić czytelnika do sięgnięcia po kolejne tomy sagi. Sagi, której pierwszy tom - ciekawy i przystępnie napisany - powstał, jak mniemam, trochę ku pokrzepieniu i - nawet bardziej - ku refleksji.

A. Olszanowska, Wianek z dmuchawców, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019. 

Z oczywistych względów najbardziej zainteresował mnie wątek biblioteki i bibliotekarek. Nie spotkałam jak dotąd w literaturze tak rzeczowego i dobrego opisu naszej profesji. Naprawdę czuć, że autorka jest bibliotekarką z wykształcenia i powołania.
Wspomniana już bohaterka - Ula, zwana Starym Czytadłem - to bibliotekarka, która w zawodzie pracuje "od ponad czterdziestu dwóch lat" i należy "do tego wyjątkowego gatunku bibliotekarek, które na własnych plecach przenosiły wory z księgozbiorem z jednej biblioteki do drugiej, z likwidowanych punktów bibliotecznych do filii, z likwidowanych filii do biblioteki głównej". Czytelnik poznaje historię małżeństwa bibliotekarki i jej początki pracy w zawodzie, obok "starego i zgryźliwego bibliotekarza" - jak określali kierownika czytelnicy. Kierownik udziela Uli listownych porad, kiedy ta zaczyna kierować biblioteką w Gradowie. Pisze do niej: "Pracuj tak, abyś zawsze, w razie kontroli, mogła wykazać się wzrostem wypożyczeń, wzrostem liczby czytelników, zakupów itp. Cokolwiek będziesz robiła, papiery muszą wskazywać, że jest lepiej, nigdy, nie daj Boże, gorzej!". [Piękne!]
Stanowisko po pani Uli przejmuje jej syn - Jarek. Fakt ten - choć jest częścią planu burmistrza - nie podoba się żonie Jarka, która uważa, że "bibliotekarze przymierają głodem" i "wolą książki, zamiast kasę na prawo i lewo trzepać", a "wizja życia u boku męża bibliotekarza tak ją dobiła, że przez chwilę nawet myślała o rozwodzie". Bibliotekarki wprowadzają Jarka w tajniki zawodu i chwalą się, że "od wiosny do jesieni" organizują "rowerowe wycieczki w ramach akcji "Odjazdowy bibliotekarz". [I jak tu nie kochać tej autorki i jej książki?! :) ]
Instruktorka Agnieszka natomiast trafiła do biblioteki na staż absolwencki z urzędu pracy. Wykazała się "znajomością alfabetu", "co nie zawsze jest umiejętnością oczywistą" i "potrafiła bezbłędnie układać książki na półkach". Podjęła też studia bibliotekoznawcze, gdzie "zdobywała tajną wiedzę teoretyczną, która nigdy do niczego nie miała jej się przydać". Agnieszka chce zmienić środowisko bibliotekarskie tak, by ich praca była doceniania i nie kojarzyli się ludziom ze "zwykłymi podawaczami książek i wybieraczami zalegającego na nich kurzu albo ewentualnie  encyklopedią wiedzy, szybszą i bardziej wiarygodną niż Wikipedia, dla zdesperowanych maturzystów". Agnieszka zwraca uwagę, że jej koleżanki po fachu, kierujące małymi bibliotekami, mają "niskie zarobki" i spotykają się "z totalnym brakiem szacunku ze strony władz gminy". 
Mamy wreszcie panią Zofię - jednostkę absolutnie niereformowalną: "Misją i zadaniem biblioteki jest gromadzenie i udostępnianie książek, a te wszystkie klubiki, misie-srysie i inne wygłupy są, moim skromnym zdaniem zupełnie zbędne". Każde zajęcia przyprawią ją o ból głowy, na prośbę o wskazanie ciekawego tytułu informuje czytelnika o wolnym dostępie i własnej odpowiedzialności za wybraną lekturę. Pani Zofia wybiera do biblioteki najmniej przydatne, ale drogie pozycje, by jak najszybciej pozbyć się budżetu i przy okazji nie zyskać nowych czytelników.

Takich "branżowych" smaczków jest w tej powieści znacznie więcej i z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by dowiedzieć się jak poradzili sobie bohaterowie i czy wójt zrealizował swój niecny plan,..

7 lip 2019

Nie lubię tej bibliotekarki!

Naprawdę bardzo się starałam. Szukałam jakiegoś punktu zaczepienia. Wspólnego nawyku czy zachowania, które mogłoby sprawić, że polubię główną bohaterkę książki "Złodziejka dusz" Renaty Kosin, Anastazję Niebieską, która jest bibliotekarką. Nic z tego. Przez blisko czterysta stron tej powieści nie udało mi się zapałać sympatią do tej postaci. Okładkowy opis książki sugeruje, że bohaterka jest "zwariowaną bibliotekarką". Jestem za tym, by stworzyć osobny paragraf dla wydawców za wierutne kłamstwa zamieszczane na okładkach. Anastazja jest bibliotekarką bardzo stereotypową i nic co robi, nie mieści się w kategorii wariactwa.
Chyba, że za wariactwo uznać to, że na życzenie krewnych przeprowadza się na jakiś czas do starej, rodzinnej willi, gdzie ma za zadanie ułożyć i skatalogować książki. Oczywiście okazuje się, że stary dom kryje niejedną tajemnicę, którą tylko Anastazja może rozwiązać. A dzieje się tak, ponieważ "biblioteka, w której Anastazja pracowała, została zamknięta na czas bliżej nieokreślony, gdy w zabytkowym gmachu na jednej z głównych ścian pojawiła się długa brzydka rysa. Przebywanie w budynku okazało się niebezpieczne i w opinii konserwatora zabytków potrzebna była natychmiastowa interwencja budowlano-remontowa. W konsekwencji wstęp do najstarszej biblioteki w mieście stał się chwilowo niemożliwy, nie tylko dla czytelników". "Przebywanie w budynku", "interwencja budowlano-remontowa" - litości!



Anastazja "uważała się za bibliotekarkę z powołania, nie z przypadku, a zawód traktowała niemalże jak misję". Ech, znowu ta misja... I nie zgadniecie, ale bohaterka "od dziecka wolała towarzystwo książek i raczej stroniła od ludzi". A to nie koniec... "Nigdy nie miała też wielu zabawek. Nie potrzebowała ich. Wolała książki i zwykle wybierała towarzystwo ich oraz fikcyjnych bohaterów bajek i wspaniałych powieści czytanych samodzielnie od czwartego roku życia, niż prawdziwych ludzi". Jakby tego było mało, to książki są dla niej "najlepszymi przyjaciółmi, jedynymi, wśród których czuła się absolutnie bezpieczna, których towarzystwo uwielbiała niezależnie od nastroju i którzy dotąd nigdy jej nie zawiedli". Miała  też - nie do wiary! - słabość do starych książek: "Zatracała się bez reszty w książkowym świecie. Uwielbiała zapach tomów, przyjemną w dotyku szorstkość papieru i miły dla ucha szelest pożółkłych kartek, jakże inny od tego, który towarzyszył przeglądaniu współczesnych, pachnących farbą drukarską wydań, które można było znaleźć na księgarskich półkach". 

Mało tego, biblioteka śni się Anastazji po nocach: "Przyśniła jej się biblioteka. Ale nie ta, w której pracowała. Znacznie większa i piękniejsza, pełna wspaniałych, starych książek. Stały na nieskończenie długich regałach w równiutkich szeregach i cudownie pachniały, a ona gładziła delikatnie ich chropowate grzbiety. Tylko jedną ręką, ponieważ drugą podtrzymywała inne, równie wiekowe tomiska, znalezione w kanciapie przylegającej do jej pokoju". 

Anastazja "nigdy nie przejmowała się swoją nieidealną figurą, zbyt okrągłą twarzą, okularami czy puszącymi się wiecznie włosami. Za to podobało się jej własne wnętrze. Nie uważała się za megalomankę, ale lubiła siebie za to, jaka jest". Bibliotekarka miała też nawyk, polegający na recytowaniu fragmentów ulubionych książek z dzieciństwa, co "nie tylko dodawało jej otuchy i poprawiało nastrój, ale pomagało też zmniejszyć poziom kortyzolu we krwi". Poziom kortyzolu? Serio?!
Najlepsze zostawiłam na koniec... Anastazja postanawia odwiedzić miejscową bibliotekę, choć "była przekonana, że świetnie poradzi sobie sama, bo przecież prowincjonalna bibliotekarka nie mogła wiedzieć więcej od niej o sposobach wyszukiwania informacji". Tutaj bardzo podniósł mi się "poziom kortyzolu we krwi". 

Olga Tokarczuk powiedziała w jednym z wywiadów, że nie pojmuje fenomenu literatury gatunkowej i dla niej istnieje tylko literatura źle i dobrze napisana, a temat jest kwestią drugorzędną. W moim odczuciu "Złodziejka dusz" jest źle napisana. Przydługie opisy, nijak się mające do przebiegu fabuły, bezproduktywne przemyślenia głównej bohaterki, język rodem ze szkolnych wypracowań i wreszcie  sama historia - nieprawdopodobna i zagmatwana. Odniosłam wrażenie jakby autorka w trakcie pisania sama się zmęczyła, tym co napisała i chciała jak najszybciej zamknąć rozpoczęte wątki w trzech, czterech ostatnich rozdziałach. Czego w tej opowieści nie ma - rodzinna tajemnica, buddyjscy mnisi, seanse spirytystyczne, podziemne przejścia, zamurowane skarby, odrzucona miłość i miłość potencjalna. Mogłoby się wydawać, że to materiał na naprawdę wciągającą historię. Tymczasem nie mogłam się doczekać końca tej powieści. I to nie dlatego, by poznać wyjaśnienie rodzinnej tajemnicy, ale by z ulgą sięgnąć po coś bardziej wciągającego i wartego uwagi. 

1 lip 2019

Bibliotekarka kieruje lekturą

Wakacje kojarzą mi się - oprócz tego, co oczywiste - z powtórkami seriali telewizyjnych. Od dawna nie oglądam TV, jednak nawyk witania lata serialem pozostał. W tym roku wybór padł na "Wojnę domową". W ósmym odcinku tego serialu do rodziny Jankowskich przyjeżdża z wizytą babcia. Babcia na co dzień jest bibliotekarką w bibliotece publicznej w Ciechanowie, o czym dowiadujemy się w jednej z pierwszych scen odcinka, gdy babcia żegna się na dworcu z poznaną w pociągu kobietą:
"Jak wróci pani do Ciechanowa, to niech pani wstąpi do mnie, do biblioteki publicznej. Pracuję wtorki, czwartki soboty. Zapisze się pani i będę kierowała pani lekturą. Nie ma pani pojęcia ile jest ciekawych książek na świecie". 

Energiczna bibliotekarka zaleca lektury wnukowi - dyktuje całą listę współczesnych książek, które musi przeczytać i dziwi się dlaczego wnuk "nie abonuje pism popularnonaukowych". Radzi też swojemu synowi by więcej czytał, ten jednak zdaje się mieć uraz do czytania, bo zażywna bibliotekarka kazała mu czytać, gdy był dzieckiem. Ustawia nie tylko rodzinę, ale także dyrektora szkoły do której chodzi wnuk. Wydaje się znać na wszystkim i wszystko wiedzieć, zna tysiąc sposobów na powszechne dolegliwości i ma rady na każdy kłopot. 


Serial oparty jest na felietonach publikowanych na łamach "Przekroju" przez pisarkę i dziennikarkę - Mirę Michałowską (pod pseudonimem Maria Zientarowa). Autorka scenariusza do serialu chciała "zabawić trochę telewidzów kosztem drobnych śmiesznostek dnia codziennego". Oprócz niezaprzeczalnych walorów komediowych, serial jest ciekawą panoramą obyczajowości, kultury  i właśnie codzienności lat 60. Te wszystkie "drelichy", "teksasy", "stylony", "tapiry" sprawiają, że ten serial nawet po latach jest "niekiepski" i ogląda się go z prawdziwą przyjemnością. 

20 sie 2018

Bibliotekarz - zawód dla starych pryków

Przedstawiam Wam najbardziej irytującego bibliotekarza, jakiego spotkałam do tej pory w literaturze. To Bronisław Mączyński, zwany Bronisiem - bohater książki "Cień dłuższego ramienia" i jej kontynuacji - "Renesansowej przygody" Haliny Popławskiej. 

Broniś - "nieśmiały, małomówny i nie lubiący wysuwać się na plan pierwszy", postanawia, za radą swej ciotki Zuzanny, poszukać pracy w bibliotece. Ukończył historię, ale jak sam przyznaje "nie miał pojęcia o bibliotekarstwie". Dyrektor miał jednak nadzieję, że w Bronisiu "obudzi się prawdziwe bibliotekarskie powołanie" i skierował go do Działu Dziewiętnastowiecznych Druków, by uporządkował tam zbiory.

Bronisia zajmuje ta "praca, nużąca monotonią" i "bez nadziei" jaką jest "katalogowanie - czynność pogardzana przez całą naukową, biblioteczną górę". Początkowo wydaje mu się, że "byle kretyn to potrafi", ale w miarę upływu czasu przekonuje się, że to "sztuka wymagająca erudycji i oczytania". 
Praca zajmuje go bardzo i kiedy do Biblioteki przyjeżdża z wizytą dyrektor Paryskiej Biblioteki Narodowej "Broniś, pozbawiony zainteresowań tego typu, nie pragnął pogłębić swych wiadomości z dziedziny bibliotekarstwa i korzystał z ogólnego rozgardiaszu, by znikać na całe dnie w starym magazynie, dziwiąc się w duchu, że tych bibliotekarzy bardziej interesowały mgliste problemy teoretyczne niż tak pasjonująca rzecz jak książka". 

 "Monotonny biblioteczny tryb życia" i praca wśród "bibliotecznych ramoli", "których łatwo było rozpoznać, ubranych w ciemnozielone fartuchy", nagle przyspiesza za sprawą panny Klary Michałowskiej - "najpiękniejszej dziewczyny w Bibliotece Narodowej". Wszyscy dziwią się, dlaczego taka piękna dziewczyna wybrała "taki skromny, zapoznany dzisiaj zawód", w którym "ani dochodów, ani innych splendorów". A przecież kobiety pracujące w bibliotece, według wieloletniego pracownika pana Błażewicza, to:
"skromne pszczółki, cierpliwe, ciche z rzadka tylko kłute żądełkiem ambicji. Kochają książki i są szczęśliwe głaszcząc pięknie oprawne w jedwabisty safian tomy. Wraz z osiadłym na półkach pyłem przeszłości wdychają książkowego bakcyla, który nie opuści je aż do śmierci, jak i one do końca życia nie opuszczą Biblioteki. Znałem takich, co się buntowali za młodu, uskarżając się na zbyt niskie zarobki i brak szacunku u społeczeństwa dla stanowiska bibliotekarza, ale zostali, zabrakło im siły, aby rozstać się z tą cichą, zdawałoby się nikomu niepotrzebną pracą".
 Sama panna Klara uważa bibliotekę za "zbiorowisko nieszczęśników, którym nie powiodło się w życiu" z "najbrzydszymi kobietami, które całe swe zainteresowanie ulokowały w książkach", a "ich widok nie rozpali niczyjego serca" i "na zawsze zamknięta przed nimi kraina miłości", zatem "rzuciły się w pracę, jak inne w ramiona ukochanego".

Powieść to nie romans a - zgodnie z intencją autorki - kryminał historyczny. Główny bohater zostaje zatem uwikłany w poszukiwania śladów notatek rodzinnych w starych księgach i rozwiązanie zagadki ukrytego skarbu, w czym panna Michałowska skutecznie przeszkadza. Praca w bibliotece staje się momentami tak niebezpieczna, że ciotka Zuzanna żałuje, iż Bronisia namawiała do pracy w tym "zawodzie dla starych pryków". Sam Broniś też momentami żałuje życiowego wyboru, martwiąc się, że na zawsze zostanie "popychadłem wśród nudnych bab chorujących na naukowość".

Autorka powieści przyznała, że książka miała być "maleńką, niegroźną satyrką na specyficzny snobizm naukowości" (wywiad do przeczytania tu>>>>), a zainspirowana została pierwszą pracą - w Bibliotece Narodowej, przy opracowaniu zbiorów polskiej szkoły na Batignolles w Paryżu. Dzięki temu świetnie został oddany klimat pracy w bibliotece i nurtujące pracowników problemy dnia codziennego - niektóre niestety aktualne do dziś. Powieść czyta się jednym tchem, choć jak już wspomniałam główny bohater irytuje - głównie przez swoje podejście do współpracowników i pracy, chociaż może to prawo naturszczyka, a wkurzają się tylko takie "biblioteczne ramole" jak ja? 😉

5 maj 2018

Bibliotekarz Karol i zaborcze smoczyce

Weekend majowy spędziłam w doborowym towarzystwie 😊 Także literackim. Magda Garstka (bohaterka powieści Anety Jadowskiej), bo o niej mowa, wraca po studiach do rodzinnej Ustki. Namówiona przez babcię, która prowadzi pensjonat, zatrudnia się w nim, dorabia także w kawiarni. Na samotnym, porannym spacerze znajduje zwłoki. A że tradycje w rodzinie są (ojciec był, wuj jest policjantem), Magda próbuje dowiedzieć się kim był denat i po co do Ustki przybył. W tym celu udaje się również do biblioteki, bo "gdy masz mnóstwo pytań i żadnych odpowiedzi, możesz zacząć właśnie tam":

Ustecka biblioteka mieściła się na piętrze niewielkiego pawilonu pośrodku osiedla. (...) Przez chwilę wahałam się z dłonią na klamce, zastanawiając się, jak właściwie poprowadzić rozmowę, by zdobyć interesujące mnie informacje. Miałam kilka pomysłów, jeden bardziej absurdalny od drugiego. Wzdychając, przekroczyłam próg w nadziei, że mnie olśni. W czytelni było kolorowo, nie tylko dzięki regałom z książkami, ale także wiszącym pomiędzy nimi zdjęciom dzieci w różnym wieku. Każdy z modeli przyciskał do piersi książkę i szeroko się uśmiechał. Wyglądali uroczo, a zdjęcia były, co szybko oceniłam, dobrej jakości i zrobione przez kogoś, kto o fotografii wie trochę więcej niż "naciśnij i puść guzik".

Podeszłam do pustego biurka dyżurnego bibliotekarza i postanowiłam poczekać. Jeśli pracowała tu jakaś zaborcza smoczyca, nie chciałam zostać przyłapana na grzebaniu w księgozbiorze bez pozwolenia. Wciąż miałam traumę po kontakcie z panią Bożenką, królową na włościach biblioteki osiedlowej w Łodzi. Niech jej emerytura lekką będzie i w harlequiny bogatą. Usłyszałam głuche stuknięcie i spod biurka wyłonił się rozczochrany facet pod czterdziestkę, z nieco rozkojarzonym spojrzeniem. Musiał klęczeć na podłodze.
Przywitałam się grzecznie. Poprawił okulary i wstał otrzepując spodnie. Mimo letniego dnia miał na sobie koszulę z długim rękawem, w biało-brązową krateczkę, i granatowe dżinsy. - Przepraszam, ołówek mi się stoczył - powiedział i pomachał żółtym ołówkiem na dowód. Kusiło, by rzucić coś o upadku obyczajowym w świecie materiałów piśmienniczych, ale nie zamierzałam się wychylać, póki nie wybadam, z jakim gatunkiem bibliotekarza mam do czynienia. Bo typy są dwa : aspołeczny, często ewoluujący w zaborczą smoczycę lub smoka, traktujący księgozbiór jako swoją własność i patrzący na czytelnika jak na zło konieczne. Typ drugi natomiast jest prospołeczny. To miły, wesoły, zaangażowany pasjonat, któremu nawet niskie zarobki i stały kontakt z dziećmi nie przeszkadzają w lubieniu swojej pracy. Wśród bibliotekarzy, jak wśród nauczycieli - potrzebne jest powołanie.
Grzecznie podałam swoje nazwisko i przyznałam, że nie mam karty bibliotecznej. - To żaden problem - zapewnił mężczyzna, który przedstawił się jako Karol. W tym czasie tylko dwa razy musiał poprawić zsuwające się z nosa okulary. - W dwie minuty może być pani naszym czytelnikiem. Zakładamy kartę stałą czy tymczasową? - zapytał.
 Magda zakłada kartę stałą, a rozpoznana jako wnuczka prowadzącej pensjonat "Wielka Niedźwiedzica", roześmiała się "zakłócając świętą biblioteczną ciszę".
- W naszej bibliotece można się śmiać - zapewnił Karol. - Ludzie często się śmieją, czytając. Tylko gadać przez komórkę nie pozwalamy. I puszczać muzykę. 
 Bibliotekarz pomaga bohaterce dotrzeć do cennych dla niej informacji, przyczyniając się do rozwikłania zagadki. Zresztą autorka dziękuje "wszystkim świetnym bibliotekarkom", dzięki którym "ustecka biblioteka jest przyjaznym miejscem i po prostu musiała trafić do książki".

Świetnie się bawiłam w towarzystwie Magdy Garstki i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy jej przygód.  Wydawca rekomenduje "Trupa na plaży" jako powieść w stylu Joanny Chmielewskiej. Główna bohaterka kojarzy mi się z Anną Beddingfeld, bohaterką powieści Agathy Christie "Mężczyzna w brązowym garniturze". Czy potrzeba lepszej rekomendacji? 😊







27 sie 2017

Seksowna bibliotekarka

Czasem trzeba uważać na to, o czym się marzy. ;)