Spośród męskich typów, jakie przyszło mi w życiu oglądać najbardziej interesującym okazem jest Piotruś Pan. To ten typ faceta, który nie ma ochoty uprawiać z Tobą seksu już od progu waszego mieszkania, tylko dlatego że masz super kieckę w której wyglądasz bosko. Przechodzi też obojętnie gdy a) leżysz na łóżku w nowej bieliźnie lub/i b) leżysz w ogóle bez bielizny. Zapomnij, że sam kupi Ci jakąkolwiek. Nie zna rozmiaru Twojego stanika i nigdy go nie zapamięta. Biżuteria kojarzy mu się z obrączką jego mamy i nie ma najmniejszych szans, by kiedykolwiek sprezentował Ci cokolwiek, no chyba że w szale uniesień rozerwie Ci łańcuszek albo bransoletkę (co zdarzyć się nie może : patrz wyżej). O Twoich urodzinach pamięta tylko wtedy, gdy wcześniej zapisze to sobie w najnowszym, wypasionym modelu swojej komórki lub gdy przypomni mu o tym portal Nasza-klasa. Za to świetnie zna składy drużyn piłkarskich, najnowsze gry przeglądarkowe i marzy by kupić sobie kolejkę, bo będąc dzieckiem tego nie miał. Z kobietą chciałby żyć bez problemów, co jest równoznaczne z chęcią przechodzenia grypy bez objawów. Życie to dla niego to jedna wieczna impreza po której nie trzeba sprzątać. A jakby jednak trzeba było to zawsze jest mamusia albo świeżo zdobyta, wpatrzona weń jak w obraz białogłowa, w której Piotruś Pan wzbudza macierzyńskie odruchy. U mnie zaś bardziej odruchy wymiotne.
26 sie 2008
24 sie 2008
"Jaka książka może być ważniejsza od życia?"

Jest listopad 1999 roku. Xue Xinran dziennikarka, prowadząca w Nankinie audycję radiową o chińskich kobietach, wraca do domu z wieczornych wykładów. Przechodzi przez stację metra, gdy słyszy za sobą zamieszanie. Nie zdąży się odwrócić. Ktoś uderza ją mocno w głowę i popycha na ziemię. Xue Xinran instynktownie przyciska do ciała torebkę. Unika ataków, kopie na oślep.
Wkrótce nadbiegają przechodnie, pomagają obezwładnić napastnika. Policjanci wezwani na miejsce pytają dlaczego nie oddała torebki, mimo, że żądał tego bandyta. Dziennikarka wyjaśnia, że miała w niej książkę.
"Książkę? Jaka książka może być ważniejsza od życia?"-wykrzyknął policjant. "To oczywiste, że życie jest ważniejsze od książek. Jednak ta książka była moim życiem (...) zawierała świadectwo życia chińskich kobiet, wynik wielu lat mojej pracy. Wiem, że zachowałam się głupio - nawet gdybym utraciła rękopis, mogłabym przecież starać się go odtworzyć. Nie miałam jednak pewności, czy byłabym w stanie po raz kolejny znosić te wszystkie skrajne emocje."-tłumaczyła Xue Xinran. Jej książka "Dobre kobiety Chin : głosy z ukrycia" to zbiór wstrząsających historii kobiet, a zarazem ciekawy zapis zmian, jakie dokonały się w sytuacji Chinek na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Losy matek, córek i wnuczek przedstawione bez upiększeń. To naprawdę warto przeczytać.
Wkrótce nadbiegają przechodnie, pomagają obezwładnić napastnika. Policjanci wezwani na miejsce pytają dlaczego nie oddała torebki, mimo, że żądał tego bandyta. Dziennikarka wyjaśnia, że miała w niej książkę.
"Książkę? Jaka książka może być ważniejsza od życia?"-wykrzyknął policjant. "To oczywiste, że życie jest ważniejsze od książek. Jednak ta książka była moim życiem (...) zawierała świadectwo życia chińskich kobiet, wynik wielu lat mojej pracy. Wiem, że zachowałam się głupio - nawet gdybym utraciła rękopis, mogłabym przecież starać się go odtworzyć. Nie miałam jednak pewności, czy byłabym w stanie po raz kolejny znosić te wszystkie skrajne emocje."-tłumaczyła Xue Xinran. Jej książka "Dobre kobiety Chin : głosy z ukrycia" to zbiór wstrząsających historii kobiet, a zarazem ciekawy zapis zmian, jakie dokonały się w sytuacji Chinek na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Losy matek, córek i wnuczek przedstawione bez upiększeń. To naprawdę warto przeczytać.
21 sie 2008
Hrabina Walewska

Napoleon Bonaparte - postać, która od lat budzi żywe zainteresowanie. I nic w tym dziwnego, wszak cesarzowi Francuzów zawdzięczamy Księstwo Warszawskie i normy prawne, z których ostatnie straciły znaczenie dopiero w 1946 roku.
Jedną z ciekawszych osób z otoczenia tego znakomitego wodza jest Maria Walewska (1789-1817). W 1804 roku wyszła za mąż za podstarzałego szambelana Anastazego Walewskiego, a trzy lata później poznała Napoleona i została jego kochanką. Zresztą do romansu namówił ją marszałek Francji-Joachim Murat. A jej własny brat zawiózł ją cesarzowi do zamku w Finkenstein (Kamieńcu), gdzie dzieliła kwaterę z Napoleonem. Cesarz sam ją ubierał, rozbierał i kąpał. Być może miała nadzieję, że skłoni go do przywrócenia Polsce niepodległości, a może przede wszystkim była w nim nieprzytomnie zakochana, skoro podarowała mu pierścień z napisem : "Jeśli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja Cię kocham".
Nie był to zresztą jedyny dowód przywiązania pięknej hrabiny do wybitnego stratega. Abstrahując od faktu, że urodziła mu syna (późniejszego dyplomatę francuskiego, ambasadora i ministra spraw zagranicznych), to przybyła też za nim na Elbę, gdzie Bonaparte został zesłany po kapitulacji. Mało tego, chciała towarzyszyć mu również na wyspie św. Heleny, gdzie odesłano go po ostatecznej klęsce pod Waterloo. Zaaranżowany związek zaowocował tu jak się wydaje szczerym uczuciem. Ciekawie kwestię "przymusowego" związku przedstawiono w filmie "Kochanice króla".
Na szczęście współcześnie kobiety mają prawo wyboru i samodzielnego kształtowania swojego życia. Choć niestety nie dzieje się tak wszędzie. W świecie islamskim przymusowe małżeństwa stanowią trwały element tradycji wynikający z szariatu. Trudno jest mówić o równouprawnieniu, wolności i niekiedy nawet wolnej woli, gdy nie ma rozdziału kościoła od państwa.
p.s. Nieliczni, ale wierni Czytelnicy mojego bloga zapytują co ma wspólnego Napoleon i hrabina Walewska z książkami... Otóż wiedza, którą się tu dzielę nie pochodzi z Wikipedii, a z książek właśnie... Między innymi ze wspomnień Wirydianny Fiszerowej, o której była już mowa. Mam nadzieję, że wyjaśnienie to będzie uznane za wystarczające. :) :)
Jedną z ciekawszych osób z otoczenia tego znakomitego wodza jest Maria Walewska (1789-1817). W 1804 roku wyszła za mąż za podstarzałego szambelana Anastazego Walewskiego, a trzy lata później poznała Napoleona i została jego kochanką. Zresztą do romansu namówił ją marszałek Francji-Joachim Murat. A jej własny brat zawiózł ją cesarzowi do zamku w Finkenstein (Kamieńcu), gdzie dzieliła kwaterę z Napoleonem. Cesarz sam ją ubierał, rozbierał i kąpał. Być może miała nadzieję, że skłoni go do przywrócenia Polsce niepodległości, a może przede wszystkim była w nim nieprzytomnie zakochana, skoro podarowała mu pierścień z napisem : "Jeśli przestaniesz mnie kochać, to nie zapomnij, że ja Cię kocham".
Nie był to zresztą jedyny dowód przywiązania pięknej hrabiny do wybitnego stratega. Abstrahując od faktu, że urodziła mu syna (późniejszego dyplomatę francuskiego, ambasadora i ministra spraw zagranicznych), to przybyła też za nim na Elbę, gdzie Bonaparte został zesłany po kapitulacji. Mało tego, chciała towarzyszyć mu również na wyspie św. Heleny, gdzie odesłano go po ostatecznej klęsce pod Waterloo. Zaaranżowany związek zaowocował tu jak się wydaje szczerym uczuciem. Ciekawie kwestię "przymusowego" związku przedstawiono w filmie "Kochanice króla".
Na szczęście współcześnie kobiety mają prawo wyboru i samodzielnego kształtowania swojego życia. Choć niestety nie dzieje się tak wszędzie. W świecie islamskim przymusowe małżeństwa stanowią trwały element tradycji wynikający z szariatu. Trudno jest mówić o równouprawnieniu, wolności i niekiedy nawet wolnej woli, gdy nie ma rozdziału kościoła od państwa.
p.s. Nieliczni, ale wierni Czytelnicy mojego bloga zapytują co ma wspólnego Napoleon i hrabina Walewska z książkami... Otóż wiedza, którą się tu dzielę nie pochodzi z Wikipedii, a z książek właśnie... Między innymi ze wspomnień Wirydianny Fiszerowej, o której była już mowa. Mam nadzieję, że wyjaśnienie to będzie uznane za wystarczające. :) :)
13 sie 2008
Książka-mroczny przedmiot pożądania?
Książka stanowiła niegdyś przedmiot pożądania wielu ludzi. Była dziełem wielu rąk-pisarza-kopisty, iluminatora, rubrykatora, introligatora. Tworzona z trudem była tak cenna, że można było za nią nabyć w średniowieczu konia i zbroję, a nawet wieś. I to niekoniecznie za całą księgę (kodeks), wystarczyły składki (złożone arkusze). W wiekach średnich przytwierdzano ją do pulpitu łańcuchem (tzw. libri catenati) z obawy przed kradzieżą. „...Książki te w Librarii [czyli bibliotece] mają leżeć obwarowane w łańcuchy i zamki, mają tu pozostawać i pod żadnym pozorem, ani drogą gwałtu nie mogą być brane do domów, usuwane lub przenoszone...” (marzenie bibliotekarki, ech ;) Jednak nie zawsze łańcuchy chroniły przed kradzieżą, nieraz cenne książki wycinano, a na łańcuchach pozostawały same deski oprawy.
Książki oprawiano w deski, oblekane skórą (stąd powiedzenie przeczytać książkę od deski do deski). Nie zawsze zresztą tej skóry starczało na całą oprawę i skóra sięgała czasem jedynie do połowy deski (tzw. oprawa mnisza) Zwyczaj przytwierdzania ksiąg łańcuchami znano też w wiekach późniejszych, nawet gdy książkę rękopiśmienną zaczęła zastępować ta drukowana. Od czasów Odrodzenia gromadzenie książek, zwłaszcza rzadkich stało się wyróżnikiem pozycji społecznej. Książka była dowodem na smak artystyczny i horyzonty intelektualne właściciela-podnosiła jego prestiż. Nastała wówczas era tworzenia prywatnych, indywidualnych bibliotek i kolekcjonowania książek-np. z uwagi na artystyczną oprawę i ilustracje, jak choćby drzeworyty ręcznie kolorowane przez znanych artystów.
Od przedmiotu spełniającego funkcje kultowe przeszła książka ewolucję w kierunku przedmiotu użytkowego, który nabyć można niewielkim kosztem. Bibliofila zastępuje dziś kolekcjoner serii książek, które kupić można z gazetą codzienną. Nie trzeba ich nawet czytać. Ważne, że dobrze wyglądają na półce. Tylko, że gromadzenie takich dzieł nie jest społecznym i intelektualnym wyróżnikiem. Dewaluacja książki pociągnęła za sobą dewaluację słowa. I trudno się nie zgodzić z tym co napisał Zbigniew Mentzel w książce-którą zresztą gorąco polecam- "Wszystkie języki świata": "Skończyła się nasza mowa, my już tylko wydajemy dźwięki, wypowiadamy słowa coraz bardziej pozbawione treści".
Książki oprawiano w deski, oblekane skórą (stąd powiedzenie przeczytać książkę od deski do deski). Nie zawsze zresztą tej skóry starczało na całą oprawę i skóra sięgała czasem jedynie do połowy deski (tzw. oprawa mnisza) Zwyczaj przytwierdzania ksiąg łańcuchami znano też w wiekach późniejszych, nawet gdy książkę rękopiśmienną zaczęła zastępować ta drukowana. Od czasów Odrodzenia gromadzenie książek, zwłaszcza rzadkich stało się wyróżnikiem pozycji społecznej. Książka była dowodem na smak artystyczny i horyzonty intelektualne właściciela-podnosiła jego prestiż. Nastała wówczas era tworzenia prywatnych, indywidualnych bibliotek i kolekcjonowania książek-np. z uwagi na artystyczną oprawę i ilustracje, jak choćby drzeworyty ręcznie kolorowane przez znanych artystów.
Od przedmiotu spełniającego funkcje kultowe przeszła książka ewolucję w kierunku przedmiotu użytkowego, który nabyć można niewielkim kosztem. Bibliofila zastępuje dziś kolekcjoner serii książek, które kupić można z gazetą codzienną. Nie trzeba ich nawet czytać. Ważne, że dobrze wyglądają na półce. Tylko, że gromadzenie takich dzieł nie jest społecznym i intelektualnym wyróżnikiem. Dewaluacja książki pociągnęła za sobą dewaluację słowa. I trudno się nie zgodzić z tym co napisał Zbigniew Mentzel w książce-którą zresztą gorąco polecam- "Wszystkie języki świata": "Skończyła się nasza mowa, my już tylko wydajemy dźwięki, wypowiadamy słowa coraz bardziej pozbawione treści".
11 sie 2008
Mężczyźni rządzą światem...a nimi kobiety ;)

Mimo tak wielkie płci naszej zalety, my rządzim światem, a nami kobiety. Ignacy Krasicki, pisząc te słowa, nie mógł znać pamiętnika Wirydianny Fiszerowej (1761-1826), żony generała Stanisława Fiszera (adiutanta Kościuszki i szefa sztabu wojska Księstwa Warszawskiego). A jednak oddają one w pełni ducha niezwykłego pamiętnika, którego Fiszerowa była autorką. I choć celem spisania owych wspomnień nie było ukazanie stosunków damsko-męskich panujących ówcześnie, a oddanie prawdziwego obrazu Polski, to jednak warstwa obyczajowa , dzięki celnej obserwacji ukazana jest nadspodziewanie interesująco. Szczerość i spostrzegawczość łączą się w tym pamiętniku z talentem literackim. Fiszerowa opisuje otaczające ją osoby w całej krasie-nie skrywając za zasłoną niedopowiedzenia ich wad. Pięknym, właściwym epoce językiem kreśli otaczający ją świat, nie stroniąc od własnych uwag, które wydają się być pisane ze współczesnego punktu widzenia. Kilka cytatów z tych wspomnień [komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autorki bloga ;) ]
- Ojciec mój [Józef Radoliński] bowiem, pojąwszy ją za żonę [chodzi o matkę Wirydianny, Katarzynę Raczyńską, którą wydano za mąż w wieku 12 lat] jako dziecko, nie przestał odnosić się do niej jak do dziecka. Nie dopuszczał myśli, że z upływem czasu przeobraziła się w istotę myślącą. [!].
- Matka (...) wolała obmyślać nowe mody, niż się do mody naginać. W tym bowiem odnosiła triumfy. Pamiętam, że kiedyś umyśliła zatknąć we włosy rajer [zwano tak ozdobę kapelusza, zwykle z piór] ze strzępiatej kapusty włoskiej. Dnia następnego ogrody warzywne były splądrowane, a liście kapusty zdobiły głowy pań. [i modnie, i ekologicznie, i nagły głód można było zaspokoić ;) ]
- O dwie mile od nas mieszkała młoda i ładna dama, całkiem osobliwa, jak na owe czasy. Wybrała wiedzę jako cel życia. (...) Gardząc upodobaniami płci niewieściej, wybrała sobie własne, w miarę dziwaczne. Była przystojna, ale z premedytacją zaniedbywała swój wygląd zewnętrzny, czarować chciała tylko powabem umysłu. [Niemalże współczesna feministka w opinii ogółu...ech...W tym miejscu Wirydianna jest niesprawiedliwa dla opisywanej damy. Sama nie grzeszyła urodą i była żądna wiedzy. Chętnie zaglądała do biblioteki swojego wuja Kaziemierza Raczyńskiego]
- Dziwne jest upodobanie kobiet cnotliwych do hulaków. (...) [o pierwszym mężu, Antonim Kwileckim] : Powracał do domu późno i co wieczór wyprawiał przede mną pijackie brewerie, nazajutrz rano zaś-sceny skruszonego kochanka. [zostawił ją potem dla czternastoletniej służącej]
6 sie 2008
Wolter

Wolter też był bibliotekarzem. Tyle, że w bibliotece kupionej przez carycę Katarzynę II. Istotą ich przyjaźni był swoisty flirt intelektualno-polityczny, obejmujący wzajemną wymianę pochlebstw i świadczeń materialnych za propagandowe. Wolter sławił imię Katarzyny, potępiał Polaków za ich nienawiść do Rosji i rzekomy fanatyzm religijny. Zaś ta Semiramida Północy posłała filozofowi szkatułkę ze złota i kości słoniowej, zawierającą oczywiście jej portret-oprawiony zresztą w brylanty, oraz futro sobolowe. Wyprawiła też na jego cześć przyjęcie w Petersburgu (1773/1774) Wolter dostał też stałą pensję i posadę we wspomnianej już bibliotece. Według tego myśliciela najlepszym sposobem wywołania nudy jest mówienie wszystkiego, co się wie. Dlatego nie napiszę w tym miejscu wszystkiego, co wiem o Wolterze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)