3 maj 2021

Wierna czytelniczka

 Pierwsze moje skojarzenie z Anną Milewską to rola Klementyny Zawidzkiej w filmie "Szaleństwa panny Ewy", który to film widziałam wielokrotnie. Niezwykłą popularność przyniosła aktorce rola w serialu "Złotopolscy". Byłam ciekawa na ile odtwarzane role są odzwierciedleniem osobowości aktorki i dlatego sięgnęłam po jej biografię, autorstwa dziennikarki i podróżniczki Anny Binkowskiej. 

Przyjaciele, aktorzy z plany, reżyserzy zgodnie opowiadają że aktorka jest "dobrotliwa, cudowna, wesoła". Postrzegają ją jako "niezwykłą, uroczą i niekonfliktową osobę", od której "bije ciepło, mądrość i poczucie humoru".  Miła, sympatyczna, nietuzinkowa, wszędzie wzbudzająca sympatię, nie narzucała się reżyserom, nie zabiegała o role:

"Zwykle obsadzano mnie w rolach łagodnych postaci. Blondynka o spokojnym głosie, kobieta krucha, pełna ciepła i nieśmiała to wizerunek, na który zapracowałam sobie udziałem w wielu filmach, a później serialach". 

Reżyserzy raczej nie widzieli jej w roli kobiet, które po trupach idą do celu, choć ku zaskoczeniu widowni kilka razy wcieliła się w czarny charakter. Grała "piękne, szlachetne damy z zasadami, właściwą postawą, które znały język francuski i subtelnie trzymały filiżankę z prawdziwej porcelany. Nikt nie myślał, żeby powierzać jej role złych, złośliwych kobiet" - wspomina jedna z reżyserek. Denerwowała się jedynie, gdy reżyser nagle zmieniał dialog, scenę: "Zawsze musiała wiedzieć, co i jak. Takie sytuacje [gdy nie jest przygotowana] ją irytowały, ale Ania to klasa facetka!" - mówi o niej jedna z reżyserek. Współpracownicy doceniają jej niesamowitą wrażliwość językową. Na pytanie jak udała się impreza odpowiadała "jedwabiście". Przypadła mi do gustu jedna z figur stylistycznych autorki: "Proszę mnie natychmiast opuścić, tu nie wolno być!". 

A. Binkowska, Mogłam sobie pozwolić... Historia Anny Milewskiej, Warszawa : Edipresse, 2019. 


Nie znajdziemy jednak w tej biografii szczegółowego omówienia ról, czy drobiazgowego opisu lat dziecięcych. Można książkę "Mogłam sobie pozwolić..." nazwać biografią miłości. Miłości niemal bezwarunkowej. Taki rodzaj interpretacji narzuca już pierwszy rozdział biografii, gdzie autorka opisuje okoliczności w jakich aktorka poznała swojego przyszłego męża - Andrzeja Zawadę (pioniera himalaizmu zimowego). Co ciekawe, aktorka od razu wiedziała, że to ten jedyny. Jedna z z przyjaciółek obojga wspomina: 

"Jako małżeństwo wspaniale się uzupełniali. Każde z nich uwzględniało przestrzeń drugiej osoby. Była to wyjątkowo dobrana para, na życie (...). Spotkały się dwie wspaniałe osobowości i potrafiły się ułożyć, co jest dosyć rzadkie, zwłaszcza gdy każdy jest bogiem na swoim słońcu. Upływające lata umacniały ten związek, a nie osłabiały". 

Z opisu autorki wyłania się niezwykła relacja, nacechowana niebywałą wyrozumiałością i czułością.  Para nie miała dzieci:

"Najpierw ja nie chciałam, potem chciałam. Najpierw nie było warunków, potem były. Ale wtedy dużo grałam, byłam oporna. I już nie wyszło. Zresztą nie nadaję się do wychowywania. Bardzo lubię dzieci, ale na krótko. Nie mam cierpliwości. Nie mam zresztą też specjalnych wspomnień z moimi siostrzeńcami, kiedy byli dziećmi". 

Miało to - jak wspomina przyjaciółka obojga - wpływ na małżeńską relację:

"Byli absolutnym ewenementem jako para, mieli bezwzględną akceptację własnej, odrębnej działalności (...). Olbrzymi wpływ na ich relacje miał brak dzieci. Dzieci budzą emocje, zwłaszcza u kobiety, głównie strachu o zapewnienie im bytu. Kobieta staje się bardziej zaborcza. U nich tego nie było". 

Siostra aktorki mówi wprost: "uczuć rodzinnych nie ma zbyt wykształconych, nie można mieć wszystkiego". 

 W biografii znajdziemy też wątek z biblioteką:

"Swego czasu Anna była wierną czytelniczką biblioteki nr 17, przy ulicy Śmiałej, przy której mieszkała. Po śmierci męża bywała tam w innej roli. - Zanosiłam tam w darze książki, kiedy likwidowałam naszą sporą bibliotekę. Wtedy pochłaniało mnie całkowicie pisanie naszej małżeńskiej biografii". 

Przy przeprowadzce aktorka musiała pozbyć się "olbrzymiej biblioteki" męża: "Nie wyrzucałam książek na makulaturę, szukałam adresów bibliotek i oddawałam je". 

."Mogłam sobie pozwolić..." to biografia ciekawa, którą dobrze się czyta. Nie przytłacza tu nadmiar faktów czy dat. Miałam jednak wrażenie, że momentami autorka jakby na siłę próbowała zaprzeczyć stereotypowym wyobrażeniom na temat aktorki, wyłaniającym się z granych ról. Duży akcent położyła na pozamałżeńskie, mocno zażyłe kontakty z kobietami męża aktorki, czy przygody z paleniem różnych substancji. Choć rozumiem, że to pierwsze było w pewnym sensie niezbędne do ukazania tła miłości aktorki i himalaisty. 


28 kwi 2021

Uciec w czytanie

Rachel Daly - bohaterka powieści "Dziecko ognia" - nie miała łatwego życia, a jej dzieciństwo było dalekie od - nawet nie sielskiego - ale dobrego. Kiedy więc poznaje Davida - czarującego i przystojnego mężczyznę, wywodzącego się z bogatego rodu, wydaje jej się, że oto los się odmienił, a małżeństwo i wejście do rodziny o wielowiekowej tradycji jest szansą dla "zwyczajnej dziewczyny z komunalnego mieszkania w południowo-wschodnim Londynie". Dziewczyny, która "uciekała przed rzeczywistością w czytanie". I dla której "powieści były drogą ucieczki, gdy życie stawało się nie do zniesienia". 

Wkrótce jednak okazuje się, że nie można uciec od przeszłości, a posiadłość do której przeprowadza się Rachel również skrywa tajemnice. Podobnie jak świeżo poślubiony małżonek bohaterki i jej przybrany syn Jamie. Bajka w której stara się żyć bohaterka, zaczyna coraz bardziej przypominać zły sen...

S. k. Tremayne, Dziecko ognia, przekł. A. Krochmal, R. Kędzierski, Warszawa : Wydawnictwo Czarna Owca, 2017.

Motywy przedstawione w tej powieści są od dawna dobrze znane w literaturze (małżeństwo z wdowcem, przeprowadzka, nowe życie). W ostatnich latach powstało też wiele książek, gdzie historię poznajemy z perspektywy kobiety, która musi wyjść z opresji, przezwyciężyć pewne - nie do końca zrozumiałe dla niej samej - mechanizmy. Te narracje są w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobne, oparte o pewne zbliżone rozwiązania fabularne (vide książki chociażby P. Hawkins,czy  B.A. Paris). Mimo to - przyznaję - zdarza mi się wpaść w wir takiej powieści i zaczytać się bez reszty. Szczególnie gdy potrzebuję takiego odcięcia się od rzeczywistości, natrętnych myśli. Kiedy chcę zapomnieć. I jest tak, że najpierw zapominam o otaczającym świecie, a potem o książce - niemal z chwilą przeczytania ostatniego akapitu.  

21 kwi 2021

Walory bibliotekarki

Moje pierwsze spotkanie z prozą Craiga Russella -  brytyjskiego twórcy powieści kryminalnych - miało miejsce wiele lat temu i była to powieść "Brat Grimm" (wznowiona pod tytułem "Baśniowy morderca"), którą czytałam w autokarze wiozącym mnie do Wiednia. Książka wciągnęła mnie niesamowicie i pozwoliła przeżyć morderczą (nomen omen) pod względem czasu, jak mi się wówczas wydawało, podróż. Tym razem sięgnęłam po książkę "Długi pocałunek z Glasgow", której bliżej klimatem do dokonań Raymonda Chandlera niż do pierwszej przeczytanej przeze mnie książki Russella.  

Autor przenosi czytelnika do Glasgow w latach 50. XX wieku. Prywatny detektyw Lennox ma za zadanie rozwikłać sprawę morderstwa bukmachera Jimmy'ego MacFarlane'a. Okazuje się, że ta sprawa pociąga za sobą dwie kolejne, pozornie nie mające związku, a detektyw musi coraz bardziej zagłębić się w półświatek ponurego Glasgow. 

C. Russell, Długi pocałunek z Glasgow, przeł. J. Majewski, Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2013.


Prywatny detektyw Lennox tak mówi o sobie:

"Choć może się to wydać dziwne, jestem typem mola książkowego. Dużo czytam. Ba, gotów jestem przeczytać niemal cokolwiek - dowolnego autora na dowolny temat". 

Nic zatem dziwnego, że gdy potrzebuje informacji dotyczącej prowadzonej sprawy, trafia do biblioteki:

"Glasgow było miastem, które lubiło chełpić się swoją wiedzą. Uniwersytet był zespołem imponujących swoimi rozmiarami wiktoriańskich budowli, ale najdobitniejszym wyrazem erudycji miasta była położona majestatycznie w samym jego centrum, brylująca miedzianą kopułą i niezliczonymi korynckimi kolumnami Biblioteka Mitchella. Pierwotny projekt architektoniczny nie przewidywał wzniesienia kopuły w stylu londyńskiej katedry św. Pawła, ale radni miejscy przeforsowali ten pomysł. Teraz Biblioteka Mitchella woła na całą Szkocję i resztę świata: Widzicie... mamy jednak książki!". 

 

The Mitchell Library 
Do biblioteki detektyw trafia dwa razy:

"Z samego rana pojechałem po raz kolejny do Biblioteki Mitchella. Tym razem nie byłem z nikim umówiony. Przybyłem w poszukiwaniu bardzo konkretnej informacji. Miałem szczęście, że pomogła mi uczynna bibliotekarka, która dała się złapać na moją pozę bezradnego przystojniaka. Była brunetką około trzydziestki, z rozpuszczonymi włosami, ubraną w nieco artystowski sposób, na tyle w każdym razie, na ile pozwalała praca w miejskiej bibliotece. Dostrzegłem ją z drugiego końca głównej sali. Rękami podtrzymywała imponujący stos ciężkich encyklopedii, które z kolei podpierały jej równie imponujący biust. Wyglądała mi na kogoś o otwartym umyśle, a szerokie horyzonty uważałem u kobiet za zaletę. Od razu zawiązała się między nami nić porozumienia. Mogło oczywiście wchodzić w grę łączące nas zamiłowanie do książek, przypuszczałem jednak, że bardziej chodzi o mój nieskrywany, głęboki podziw dla jej walorów". 

W tym miejscu przypomnę tylko, że to lata 50. XX wieku. Detektywowi, oprócz potrzebnych informacji, udaje się także zdobyć adres domowy bibliotekarki "wraz z bardzo ściśle określonymi porami wizyt". Bibliotekarka jest mężatką, lecz detektyw domyśla się "że jej mąż ani nie podziela jej artystowskich inklinacji, ani nie ma szerokich horyzontów". 

Jeśli lubicie kryminały w stylu noir, z nieco cynicznym, ale obdarzonym poczuciem humoru głównym bohaterem,  to ta sprawnie napisana książka będzie dla Was dobrą rozrywką. 

 

20 kwi 2021

Ostatni rodział

Dziś mam dla Was ciekawą, szkatułkową opowieść - to debiut powieściowy Katarzyny Kalisty "Ostatni rozdział". Czytelnik poznaje najpierw Olgę - tłumaczkę, kobietę na życiowym rozdrożu. Olga właśnie się rozwiodła, co nie spotkało się z aprobatą ze strony najbliższych. Próbując zrozumieć dlaczego nie może zbudować trwałego związku, wraca do relacji z przeszłości i związku ze starszym mężczyzną, który ją porzucił. Tak powstaje powieść Olgi "Germanicus" i alter-ego kobiety - Ola - właścicielka księgarnio-kawiarni i tłumaczka literatury niemieckiej. Przez pryzmat przeżyć Oli bohaterka próbuje uporać się z przeszłością i domknąć historię, dopisać ostatni rozdział do miłosnej relacji z przeszłości. Olga wysyła egzemplarz swojej książki Ralfowi - dawnej miłości, prowadzącemu księgarnię w Hamburgu. Czytelnik poznaje go, gdy zatopiony jest w lekturze książki "Szkarłatny płatek i biały". Takich literackich smaczków jest w tej powieści więcej. 

K. Kalista, Ostatni rozdział, Warszawa : Czarna Owca, 2020. 

"Ostatni rozdział" to udany debiut i sprawnie skomponowana współczesna powieść obyczajowa.  Myślę, że jeszcze nie raz usłyszymy o jej autorce. I choć powieść w powieści nie bardzo do mnie  przemawia, to nie uważam czasu spędzonego na lekturze za stracony. Budujące w tej opowieści jest to, że bohaterki mają szansę na wyjaśnienie spraw z przeszłości, swoiste oczyszczenie, napisanie metaforycznego ostatniego rozdziału w jednej z narracji swojego życia i tym samym zostawienie jej za sobą,  coś na co w realnym życiu kobiety często nie mają szansy lub odwagi. 

18 kwi 2021

Czas ołowiu

W polskim filmie „Jutro idziemy do kina”, opowiadającym losy trojga przyjaciół, zdających właśnie maturę, których plany i marzenia zostają skonfrontowane z wybuchającą właśnie wojną, szczególnie zapada w pamięć ostatnia scena. Wyjątkowe zestawienie młodości i beztroski z grozą nieuchronności, nadciągającą niepewnością oraz rozlewającym się złem. Podobne odczucia towarzyszą czytelnikowi podczas lektury pierwszych rozdziałów książki hiszpańskiego autora Mario Escobara, zaznanego już polskim odbiorcom chociażby ze znakomicie przyjętej książki „Kołysanka z Auschwitz”. 

M. Escobar, Bibliotekarka z Saint-Malo, przeł. P. Zarawska, Białystok : Wydawnictwo Kobiece, 2021. 


Tym razem powstała powieść zainspirowana wizytą pisarza we francuskim Saint-Malo – malowniczym, portowym miasteczku, a także opowieścią jednej z jego wiernych czytelniczek. Tak narodziła się książka „Bibliotekarka z Saint-Malo”.
 Jej bohaterką jest bibliotekarka Jocelyn Ferrec, którą poznajemy w szczególnym dla niej dniu. Jocelyn poślubia młodego policjanta Antoine’a dokładnie 1 września 1939 roku. Stąd moje skojarzenie ze wspomnianym filmem. Jocelyn wyrusza ze świeżo poślubionym mężem w podróż poślubną, na której cieniem kładzie się nie tylko wybuch wojny, ale też choroba głównej bohaterki. Po przezwyciężeniu własnej słabości los stawia bibliotekarkę wobec kolejnych trudności. Mąż zostaje wysłany na front, w mieszkaniu bibliotekarki kwateruje odrażający oficer Adolf Bauman, a wkrótce okazuje się też, że Jocelyn będzie musiała stanąć w obronie tego, co dla niej najdroższe. 
Bibliotekarka ryzykuje wszystko, by ocalić bibliotekę z ukochanymi książkami. Sama o sobie mówi, że jest "spokojną, zakochaną w książkach małomiasteczkową bibliotekarką". Jednak z godną podziwu determinacją i uporem walczy o zachowanie historii swojego miejsca, dziedzictwa pokoleń, o zwycięstwo słowa nad brutalną i bezmyślną przemocą. Biblioteka staje się nie tylko czymś o co młoda bibliotekarka postanawia zawalczyć – ale też miejscem schronienia czy tajnych spotkań, a dla niej samej miejscem wytchnienia od trudnej do zniesienia rzeczywistości:

"Książki były dla mnie jedyną drogą ucieczki, jedynym znieczuleniem dla zbolałej duszy". 
Jocelyn wierzy, że "prawda tkwi w książkach" i osłaniają ją one "przed objęciami śmierci", "czynią niepodatną na choroby i nieśmiertelną niczym postacie uwiecznione na zapisanych stronicach". 
Nieustraszona bibliotekarka walczy nie tylko o obronę cennego księgozbioru przed nazistowskimi okupantami, którzy według powstających list robią czystki i niszczą książki zakazanych autorów. Staje również w obronie swoich przyjaciół. Pomaga jej w tym niemiecki kapitan Hermann von Choltiz, którego łączy z bohaterką miłość do słowa drukowanego. W posępnej, wojennej dekoracji – tak kontrastowej do codziennego życia nadmorskiej miejscowości - rozgrywa się poruszająca i porywająca historia o woli życia i odwadze. O miłości do słowa i literatury. Uczuciu spełnionym i tym niemożliwym. Historię bibliotekarki z Saint-Malo czyta się z zapartym tchem i jest to szczególna gratka dla miłośników książek. Jocelyn opowiada swoją historię za pomocą listów do znanego pisarza. Dzięki zastosowaniu tego zabiegu literackiego fikcyjna opowieść bibliotekarki, oparta o losy czytelniczki książek Mario Escobara, z dobrze zarysowanym tłem faktograficznym, staje się dostępna nawet dla czytelnika mniej obeznanego z historią i może stać się punktem wyjścia do dalszych, literackich i faktograficznych, poszukiwań. "Bibliotekarka z Saint-Malo" to wciągająca, napisana przystępnie i momentami wzruszająca opowieść, pozwalająca na chwilę zapomnienia. Kibicowałam głównej bohaterce w jej upartej chęci zachowania tego, co dla niej najcenniejsze. Trzymałam kciuki, by jej umiłowanie słowa zwyciężyło wszechobecne zło. Mam nadzieję, że zgodnie z intencją autora ta niezwykła powieść skradnie wasze serca i zostanie z wami na dłużej.

8 kwi 2021

Milion drugich szans

"Bój się i działaj" Moniki Pryśko, autorki bloga Tekstualna, nie jest typowym poradnikiem, jakich pełno na półkach w księgarniach i bibliotekach. Właściwie chyba nawet trudno nazwać tę książkę poradnikiem. Autorka w bardzo przystępny sposób opowiada o swoim życiowym doświadczeniu i o swoich lękach, które w pewien sposób okazują się uniwersalnym doświadczeniem każdej kobiety.  Pisze: "moje życie to milion drugich szans dawanych samej sobie". Opowiada bardzo ciekawie i z czułym zrozumieniem, a wątki biograficzne przeplata wywiadami z kobietami, które się odważyły - sięgnąć po to o czym marzyły, być wierne sobie, przestać żyć pod dyktando innych. 

M. Pryśko, Bój się i działaj : jak znaleźć w sobie odwagę i sięgać po to, co ważne, Bielsko-Biała: wydawnictwo Pascal, 2021. 


Przyznam, że tytuł książki wzbudził pewne obawy - myślałam, że to kolejna pozycja z tzw. dobrymi radami w amerykańskim stylu. Byłam jednak pozytywnie zaskoczona. "Witam w świecie kobiet" - pisze autorka - "Jesteśmy mistrzyniami w obawianiu się tego, co fizycznie nie istnieje. A wszystko przez niedopracowane poczucie własnej wartości, przez zaniedbaną odwagę, by robić swoje". W książce autorka dzieli się swoją drogą do poczucia własnej wartości i zdobywania życiowych celów. 
Szczególnie ciekawy i rozwiewający moje obawy był wywiad z Magdaleną Juchniewicz - coachem osób wysoko wrażliwych, która hasło Moniki "przełożyła" na sposób działania wrażliwców, którzy muszą szukać "ukojenia, a nie miliona rzeczy, które wypada teraz zrobić". 
Ta książka nie zostawia czytelnika z poczuciem niedopasowania i brakiem siły do działania mimo zachęty, jak wiele pozycji nakłaniających do zmiany. Jest raczej jak wspierająca rozmowa z zaufaną przyjaciółką. Warto. 

7 kwi 2021

Znikające książki

"Porywa cię gra pozorów..." - śpiewała w hicie swojej grupy Wanda Kwietniewska. Mnie "Gra pozorów" Donny Leon nie porwała. Mimo, iż fabuła tej części cyklu o komisarzu Brunettim osnuta jest wokół kradzieży i zniszczenia cennych książek z weneckiej Biblioteki Merula. Kierująca biblioteką zwraca się do komisarza o pomoc w odnalezieniu sprawcy, co wydaje się być banalnie proste, bo wszyscy korzystający z biblioteki są rejestrowani. Wkrótce okazuje się, że profesor, który korzystał z tych książek nie istnieje, a sprawę komplikuje brutalne morderstwo...

D. Leon, Gra pozorów, Warszawa : Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2017. 

Są czytelnicy, którzy uwielbiają niespieszny styl autorki oraz szerokie tło społeczne i obyczajowe jej powieści. Zagadka kryminalna zdaje się mieć tu drugorzędne znaczenie. Zresztą jest ona - w przypadku akurat "Gry pozorów" - dość łatwa do rozszyfrowania. Mnie ta książka niczym nie ujęła - ani postacią głównego bohatera - choć rozumiem, że nie każdy może być jak prywatny detektyw Philip Marlowe - ani fabułą ani tym bardziej tajemnicą zniszczonych rękopisów. Nie mam dla Was nawet dobrego cytatu, mimo, że rzecz dzieje się przecież w bibliotece! I ta Wenecja... Niby jest, a jakby jej nie było... Jak akwarela. A może o to chodziło? 

31 mar 2021

Tajemnica bibliotekarki

Wybaczcie, drodzy Czytelnicy, że zostawiłam Was bez żadnego wpisu na ponad trzy tygodnie, ale jakoś nie miałam sił na czytanie i żadna książka do mnie nie "przemówiła". Zmieniło się to jednak za sprawą "Księgi Utraconych Imion" autorstwa znanej w Polsce amerykańskiej autorki Kristin Harmel. To było moje pierwsze doświadczenie z jej prozą, tak chwaloną przez wiele czytelniczek, korzystających z biblioteki. 
Bohaterką powieści jest Eva Abrams - bibliotekarka z zamiłowania, pracująca na co dzień w bibliotece publicznej w Winter Park. Eva ma osiemdziesiąt sześć lat i według swojej kierowniczki powinna pomyśleć o emeryturze. Eva uważa jednak, że kierowniczka "nie pojmuje, co to znaczy  kochać książki tak namiętnie, że się bez nich umrze, że straci się oddech. przestanie istnieć". Książki według Evy "to przepustka do innych światów, innej rzeczywistości, życia, o którym się marzy". Pewnego dnia, na sobotnim dyżurze, wpada w ręce Evy gazeta, a w niej artykuł o zagubionej księdze, która kiedyś bardzo wiele znaczyła dla bibliotekarki. Bohaterka postanawia wyruszyć w podróż do Berlina, by odzyskać tak ważny dla niej tom, a czytelnicy poznają przeszłość i tajemnicę bibliotekarki...

K. Harmel, Księga Utraconych Imion, przeł. A. Jakubowska, E. Kulicka, Warszawa : Świat Książki, 2021. 

"Księga Utraconych Imion" to przyzwoicie napisana powieść. Powieść o miłości, zdradzie i tożsamości. Wzruszająca i zaskakująca w swym fabularnym finale. Powieść w sam raz na jeden wieczór, pozwalająca zapomnieć o otaczającej rzeczywistości. 

7 mar 2021

Wyjątkowa bibliotekarka

Poznajcie Annikę Rose - bohaterkę książki "Dziewczyna, którą znał" amerykańskiej pisarki Tracey Garvis Graves.  Annika pracuje w bibliotece imienia Harolda Waszyngtona w Chicago. Praca w bibliotece jest spełnieniem jej marzeń, kiedy już jako nastolatka postanowiła spędzić "każdy dzień dorosłego życia otoczona książkami". Annika nie potrafiłaby "robić całe życie czegoś, co nie daje jej szczęścia", a książki "lubi bardziej od większości ludzi". Poza pracą w bibliotece pomaga też w klinice weterynaryjnej, gdzie jest wolontariuszką. I jak sama twierdzi równie mocno jak zwierzęta kocha książki:

"Czytanie pozwalało mi przenieść się w egzotyczne miejsca, do zamierzchłych czasów albo światów diametralnie różnych od naszego. (...) Kiedy odkryłam, że mogę rozwijać swoją karierę w takim kierunku, by móc spędzać całe dnie w bibliotece, ogarnęła mnie niewypowiedziana radość". 

Annika uważa, że  jej praca często polega na... pieleniu. Uważa, że zbiory biblioteki są jak ogrody, przez które często przechodzi ze swoim wózkiem, szukając "uszkodzonych oraz przestarzałych książek". 

Graves T.G., Dziewczyna, którą znał; tł. Paulina Raganowicz, Piotr Raganowicz, Oświęcim : Wydawnictwo Niezwykłe, 2019. 

Bohaterkę książki poznajemy w momencie, gdy ta spotyka na swojej drodze dawną miłość z czasów studiów - Jonathana. Powoli dowiadujemy się więcej o tym, co przed laty ich połączyło, ale też rzecz jasna o samej Annice. Johnatan ma świadomość, że Annika różni się od kobiet, z którymi dotąd się spotykał, bo "zbaczała ze ścieżek i szła na przełaj przez miejsca, których nigdy nie widziałeś, o których nigdy byś nie pomyślał, że mogą ci się spodobać"Okazuje się, że dziewczyna "potrzebuje więcej wolnego czasu niż inni ludzie, żeby poczytać, wyspać się i pobyć sama ze sobą"Często też potrzebuje zostać sama, bo są rzeczy w których się gubi, głównie w reakcjach w sytuacjach społecznych. Nie pije alkoholu, bo utrudnia jej to rozumienie innych ludzi. Lubi ciszę i za wszelką cenę stara się unikać próbowania nowych rzeczy. Uważa dzieci "za bardziej interesujące od większości dorosłych". Nie lubi szorstkich tkanin, suwaków i uciskających ubrań. Ma świadomość, że inaczej postrzega świat, do którego próbuje się dopasować, znaleźć swoje strategie radzenia sobie i pogodzenia pragnienia samotności z chęcią nawiązywania kontaktu. 

Nie zdradzę Wam dalszej fabuły tej książki (ma zaskakujący finał), która na pierwszy rzut oka wydaje się być kolejnym romansem, a jest tak naprawdę bardzo ważną książką, pozwalającą w przystępny sposób zaznajomić się z zagadnieniem autyzmu. Istotna jest tu perspektywa osoby dorosłej, rzadziej spotykana w powieściach dotyczących tego tematu. 

27 lut 2021

W bibliotece nic się nie robi

 Alicja - bohaterka książki "W cieniu magnolii" - pracuje w bibliotece szkolnej. Lubi swoją pracę. I ma jej dużo:

"Pewnie, że dużo, choć wszystkim się wydaje, że w bibliotece nic się nie robi. Przede wszystkim to wieczne układanie książek na półkach. Do tego ciągle dochodzą jakieś nowe, które trzeba włączyć do katalogu, ale to biblioteczny standard. Poza tym konkursy czytelnicze. Lubiła je organizować i robiła to często, a dzieci zawsze chętnie brały w nich udział. Musiała przyznać z zadowoleniem, że jej dzieciaki, jak je nazywała, były całkiem oczytane, zwłaszcza dziewczynki. Do tego dochodziły gazetki na różne okazje, prowadzenie koła miłośników książki oraz cykliczne wykłady na temat literatury wymagające dobrego przygotowania... Czasami udawało jej się ściągnąć jakiegoś pisarza i zorganizować spotkanie autorskie. Oprócz tego była jeszcze komputeryzacja biblioteki (...). Wbrew obiegowym opiniom w bibliotece nie ma czasu na nudę (...). 
A. Płowiec, W cieniu magnolii, Kraków : Między Słowami, 2018. 


Bibliotekarka mieszka ze swoją córką i dorabia do pensji korepetycjami z hiszpańskiego. Po śmierci męża obawia się, że nic już ją w życiu nie czeka i boi się, że skończy jako "marna, stara bibliotekarka". Pewnego dnia w progu mieszkania Alicji staje jej niespełniona miłość sprzed lat. Alicja zaczyna wspominać swoje studenckie lata, a czytelnik przenosi się do Krakowa lat 90.  

"W cieniu magnolii" to książka, która powstała za sprawą snu. Autorce przyśniło się, że jest bohaterką książki i koniecznie musiała się dowiedzieć jak zakończy się wyśniona historia. Historia o miłości niemożliwej, miłości z przeszkodami. Napisanej bardzo sprawnie i na pewno z chęcią czytanej przez wielbicieli tego typu literatury. 

25 lut 2021

Namiętny bibliotekarz

 Vivian Franklin - bohaterka powieści "Nie mów mi, co mam robić" - jest programistką, która uwielbia "relaksować się przy ciekawej lekturze", którą stanowią powieści erotyczne. "Każdy ponury dzień albo zawód po rozczarowującej randce" jest dla niej pretekstem "do zagłębienia się w namiętnej i bajkowej lekturze". Pewnego dnia okazuje się, że Vivian dziedziczy po zmarłej ciotce Maude ranczo i przeprowadza się do Mendoncino w Kalifornii. Okazuje się, że na farmie pracuje, pomagając doglądać dobytku ciotki, przystojny kowboj Frank, który wkrótce zaczyna być głównym tematem fantazji młodej dziewczyny. 

Vivian poznaje też bibliotekarza Clarka. Clark to "szatyn o brązowych oczach, które przesłaniają okropne okulary". Nosi "tweedową marynarkę z naszywkami na łokciach", jest wysoki i zawsze ma przy sobie aktówkę. Oprócz tego, że Clark pracuje w bibliotece, jest także dyrektorem lokalnego stowarzyszenia historycznego. "Clark studiował na Uniwersytecie Pepperdine. Jego specjalizacją była historia, drugim wiodącym przedmiotem bibliotekarstwo. Jego rodzina zawsze mocno zaangażowała się w działalność lokalnej społeczności, która dbała o przeszłość tego miejsca". Dlatego też każdy remont zabytkowego domu ciotki Vivian musi konsultować z bibliotekarzem. "Praca w bibliotece to jego główne zajęcie, chociaż w ostatnich paru lat regularnie redukowano mu godziny, a do pomocy miał coraz mniej ludzi" - relacjonuje Vivian. Sam Clark zaś tak opowiada o swojej pracy:

"Teraz nikt już nie prowadzi badań naukowych bez Internetu. Oczywiście, biblioteka poszła z duchem czasu, ale działamy głównie dla ludzi, którzy czytają dla przyjemności. Chociaż da się zauważyć spadek nawet tych czytelników ze względu na dużą popularność czytników i tabletów". 

Wkrótce bohaterka i przystojny bibliotekarz zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu, gdy okazuje się, że dom ciotki wymaga fachowego i gruntownego remontu. Z czasem też Clark, który wydawał się bohaterce nudziarzem, zaczyna także wkraczać w jej erotyczne fantazje... 

A. Clayton, Nie mów mi, co mam robić, Bielsko-Biała : Pascal, 2015. 

To nie jest typ literatury, którą lubię. Owszem historia Vivian jest momentami zabawna i wierzę, że wielbiciele lekkich powieści z wątkiem erotycznym będą usatysfakcjonowani. Mnie natomiast irytowało, że bohaterka, która prowadzi własną firmę i jest programistką, zachowuje się chwilami jak jakaś niezrównoważona nastolatka. Vivian zdecydowanie nie jest w typie Lis Salander (choć też ma tatuaże), bliżej jej do waty cukrowej z mydłem. 

14 lut 2021

Om shanti om

"Około osiemnastu milionów ludzi w Ameryce Północnej ćwiczy jakąś odmianę jogi w ośrodkach sportowych, prywatnych studiach i miejscach publicznych" - odnotowuje w swoim reportażu Scott Carney - antropolog i dziennikarz śledczy, znany polskiemu czytelnikowi z doskonale przyjętej książki "Czerwony rynek". Tym razem jednak zajął się praktykami duchowymi z Azji, które w Ameryce padły na niezwykle podatny grunt. Sprawa kontrowersyjnego pseudo buddyjskiego ośrodka "Diamond Mountain", jego założyciela i guru Michael'a Roach'a oraz śmierci jednego z jego uczniów - Iana Thorsona, staje się pretekstem do prześledzenia historii buddyzmu i jego pojawienia się w Ameryce. Buddyzm tybetański, w powszechnej świadomości zafascynowanych wiedzą transcendentalną budzący romantyczne wyobrażenia, ulegał takim samym słabościom i nadużyciom władzy, które pojawiają się w niemal każdej innej religii i nie był wolny od konfliktów, fundamentalizmu oraz rożnego rodzaju reformatorów i szarlatanów. 

S. Carney, Śmierć na Diamentowej Górze : amerykańska droga do oświecenia, przeł. D. Cieśla-Szymańska, Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2016. 



Carney wskazuje, że dla wielu praktyki Wschodu stają się antidotum na "zachodnią anomię", "holistyczną przeciwwagą dla naszego chaotycznego życia". Podkreśla, że "Wschód wydaje się proponować coś, czego brakuje na Zachodzie: metody łączące ćwiczenia fizyczne z poszukiwaniami duchowymi". Z jednej strony koją one "gorączkowy indywidualizm", z drugiej zaś poprzez "kultywowanie bezinteresowności" i pozyskiwanie nowych zdolności, wzbogacają tę indywidualność. Tam gdzie głód duchowości spotyka się z fascynującymi swą odmiennością rytuałami, tworzy się przestrzeń do nadużyć i manipulacji. Moda na jogę, mantry, mudry i medytację wzmacniana jest poprzez kulturę masową (filmy, poradniki), ale techniki te są traktowane wybiórczo i przed tym też przestrzega Carney w swojej książce. Wskazuje, że  są to "potężne techniki fizyczne i umysłowe, które mogą mieć głęboki wpływ na zdrowie i samopoczucie". Przypomina czytelnikom mało znaną sutrę o samobójstwach, a także przywołuje przypadki osób, które po intensywnej medytacji doznawały zaburzeń psychicznych. Rzetelna praca dziennikarska zaowocowała ciekawą i przystępnie napisaną książką, którą można potraktować jako ostrzeżenie przed siłą praktyk, wymagających odpowiedniego przygotowania i przewodnika. 

8 lut 2021

Brzemię

 Laura Franklin żyje w cieniu swego brata Charles'a - przystojnego, inteligentnego, błyskotliwego i uroczego. Laura jest "dobrze ułożona" i "nie sprawia kłopotów", ale według rodziców jest także "całkowicie pozbawiona osobowości". Dziewczynka czuje, że nie jest tak ważna jak jej brat.  Kiedy niespodziewanie Charles umiera, Laura ma nadzieję, że teraz ona znajdzie się w centrum zainteresowania rodziców - dostanie całą ich uwagę i miłość, której tak bardzo jej brakuje. Okazuje się jednak, że bohaterka będzie miała młodszą siostrę i jest to dla niej katastrofa. Postanawia porozmawiać o tym z przyjacielem rodziny i jedyną osobą do której Laura ma zaufanie - z panem Baldockiem wykładowcą historii. John Baldock przyjmuje dziewczynkę w bibliotece, którą "aż po sam sufit wypełniały półki i regały. I mimo, że półki wypchane były książkami, to pewna ich liczba, dla której nie starczyło miejsca, wielkimi stosami zalegała podłogę, stół i krzesła". Zazdrość Laury o młodszą siostrę - Shirley jednak narasta, aż do pewnego dramatycznego splotu wydarzeń, brzemiennego w skutkach...

A. Christie pod pseudonimem Mary Westmacott, Brzemię, przeł. M. Grabski, Wrocław : Wydawnictwo Dolnośląskie ; Poznań : Publicat, 2016.

"Brzemię" to powieść o zazdrości, poczuciu winy i chęci odkupienia. Powieść, którą czyta się jednym tchem (zresztą czy w przypadku tej Autorki może być inaczej?), mimo tak trudnych tematów, które porusza. Na uwagę zasługuje wspomniana już postać wykładowcy i humorystyczne wątki z nią związane. To też powieść o tym, że dźwigamy na barkach nie tylko to, co niesie meandrująca rzeka ludzkiego losu, ale też to, co same sobie dokładamy, siebie i swoje potrzeby stawiając na końcu... 

7 lut 2021

Dziesięć tysięcy drzwi

 Mam dziś dla Was przepiękną, szkatułkową i wyjątkową opowieść - to zachwycająca, debiutancka powieść amerykańskiej pisarki "Dziesięć tysięcy drzwi". Powieść, która wciąga, nie pozwala się oderwać, urzeka stylem i klimatem

Bohaterką tej powieści jest January Scaller - dziewczyna, która dorasta pod opieką możnego Williama Corneliusa Locke'a w jego posiadłości. January zaczytuje się w książkach o nawiedzonych domach i czeka na ojca, który pracuje dla pana Locke'a, przywożąc mu z licznych dalekich wojaży przeróżne, ciekawe przedmioty. Pewnego dnia January znajduje na terenie rezydencji książkę o intrygującym tytule "Dziesięć tysięcy drzwi". W chwili znalezienia "przekartkowuje ją kciukiem":

"Ci z was, którzy są w większej zażyłości z książkami - spędzają wolne popołudnia w staroświeckich księgarenkach i ukradkiem przesuwają palce wzdłuż grzbietów znajomych tomów - ci z was zrozumieją, że przekartkowanie książki stanowi istotny element w procesie zapoznawania się z nowym tytułem. Nie chodzi wcale o czytanie tekstu: tutaj liczy się raczej doznawanie zapachu, który unosi się znad stron w obłoku kurzu i wyschniętej masy drzewnej służącej do produkcji papieru, Książki pachną rozmaicie; niektóre bogato, drogimi okładkami, inne cieniutkim papierem i rozmytymi ilustracjami w dwóch kolorach, jeszcze inne zdradzają swoją wonią, że ostatnie pięćdziesiąt lat spędziły nieczytane w domu wiekowego namiętnego palacza tytoniu. Książki mogą pachnieć łatwą rozrywką albo żmudnymi badaniami, literacką maestrią lub domagającymi się rozwiązania zagadkami". 

 

Alix E. Harrow, Dziesięć tysięcy drzwi, przeł. A. Goździkowski, Kraków : Wydawnictwo IUVI, 2020

Książka, którą znajduje January pachnie cynamonem i parnym wieczorem nad brzegiem morza. Książka ta zmieni życie młodej dziewczyny, która czuje się jak jeden z eksponatów ekstrawaganckiej kolekcji swojego dobroczyńcy. Otworzy jej drzwi do wielu niesamowitych przygód, które czytelnik przeżyje razem z January, wędrując po różnorodnych światach. Młoda kobieta pozna potęgę słówwartość przyjaźni i poświęcenia,stanie przed przed trudnymi wyborami i zmierzy się z wieloma przeciwnościami, by znaleźć to na czym jej najbardziej zależy."Dziesięć tysięcy drzwi" to magiczna i poruszająca opowieść o umiłowaniu wolności i kobiecej sile.To książka z gatunku tych, które czyta się zachłannie i z wypiekami na twarzy, kibicując głównej bohaterce, a jednocześnie wnikliwie, by nasycić się nietuzinkowymi metaforami i zawartym w niej zachwytem nad światem. Wyjątkowy debiut. Dodaję do ulubionych. 

4 lut 2021

Bibliotekarz - słabo oczytana marionetka

 Bohaterem debiutanckiej powieści amerykańskiej pisarki Marthy Cooley jest Matthias Lane, archiwista w bibliotece uczelnianej, opiekujący się "zbiorem rzadkich książek i manuskryptów, notatek i listów nieżyjących pisarzy". Archiwum "należy do najświetniejszych na świecie" i mieści się "w cichym skrzydle głównej biblioteki", gdzie Matthias zna "na pamięć wszystkie regały, półki i szuflady" i odszukałby książki "nawet w ciemnościach - rozpoznając je po załamanych grzbietach, fakturze okładek i ciężarze". 

Praca dostarcza Mattowi satysfakcji, a kiedy uczeni pytają go o rzadką książkę, której wcześniej nie widział, "doświadcza niemal fizycznej przyjemności". Czerpie też spełnienie z tego, że jego praca "jest taka, jaką chce żeby była" i "nikomu nie zdaje regularnych raportów". Zresztą "główny bibliotekarz, któremu podlega całość zbiorów uniwersyteckich, jest tylko marionetką, człowiekiem zamożnym i słabo oczytanym", z którym Matt ma jedynie "powierzchowny kontakt". Matthias uważa, że książki "trzymały go przy życiu w najmniej szczęśliwych chwilach". Były jego "schronieniem" i choć miał przyjaciół to interesowali go oni mniej niż książki - "zawsze cierpliwe i tolerancyjne". 

W dorosłym życiu, przez sześć lat pracował w księgarniach, zanim został przyjęty na studia bibliotekoznawcze, uważając się za "spadkobiercę bogatej tradycji, zacierającej granicę między umysłem i duchem" i uznając, że "biblioteka ma być uporządkowana, a nie nieskażona" książkami "fałszywymi i banalnymi". 

M. Cooley, Archiwista, przeł. A. Lakatos, Warszawa : Muza, 2000. 

Jednak nie o pracy w archiwum biblioteki jest tak naprawdę "Archiwista". Na plan pierwszy wysuwa się bowiem wątek żony bohatera - Judith. Wychowywana przez wujostwo, w dorosłym już życiu dowiaduje się o swoim żydowskim pochodzeniu, życiu i śmierci swoich rodziców, a także losach Żydów w Europie podczas wojny. Wiedza ta staje się dla niej przyczynkiem  do poszukiwań, tworzenia poezji, nieustających sporów oraz filozoficzno-religijnych dyskusji z mężem. W końcu staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Matt - zafascynowany poezją T.S. Eliota - szuka w słowach ukojenia po odejściu Judith, a w losach poety paraleli z życiem swojej żony. 

Nie jest to książka łatwa w odbiorze. I nie jestem pewna czy to dobra lektura na ponury, bardziej deszczowy niż śniegowy dzień lutowy. Nie spodziewałam się po tej książce takiego ciężaru tematycznego, tym bardziej, że opis wydawcy w ogóle nie przystaje do treści. Czytałam długo, przeplatając lekturę innymi książkami. Lektura dla poszukujących. Można. 

25 sty 2021

Głośny śmiech

 Pamiętam jak pewnej zimy utwór Dwa słońca genialnego, wyprzedzającego swoje czasy, zespołu Balkan Electrique debiutował na Liście Przebojów Programu 3. Ta piosenka skojarzyła mi się z letnim zmierzchem i ziemią stygnącą po wyjątkowo upalnym dniu. Sens słów piosenki dotarł do mnie znacznie później. Pamiętam też jak współtworząca wspomniany zespół odbierała nagrodę Fryderyka za swój solowy album. Bardzo chciałam przeczytać biografię Fiolki Najdenowicz. Ciekawiło mnie jak to się stało, że wokalistka obdarzona tak niesamowitym głosem zniknęła ze sceny. I o tym Fiolka w swej biografii opowiada. Opowiada z dystansem i humorem, w sposób iście gawędziarski o swoim dzieciństwie, dorastaniu, karierze.

F. Najdenowicz, Głośny śmiech : byłam gwiazdą, zostałam bezdomną wolontariuszką, Warszawa : Sophisti Books, 2015. 

 Otwarcie opowiada o swoich związkach, doświadczeniach i poglądach m.in na kwestię posiadania dzieci:

"Kwestia dzieci u mnie nie podlegała negocjacjom. Z terrorystą można negocjować, ze mną na temat dzieci - nie. Zdaję sobie sprawę, że mnóstwo ludzi tego nie rozumie i nie akceptuje, że niektóre kobiety nie mają instynktu macierzyńskiego i perspektywa bycia matką napawa je grozą i przerażeniem. Nigdy tego nie pragnęłam ani o tym nie marzyłam (...). Pytanie: Ale dlaczego nie chcesz mieć dzieci?, które zadaje mi się do dziś było dla mnie równie od czapy, jak np. pytanie: Dlaczego nie ufarbujesz sobie włosów na zielono? Bo nie. Często spotykałam się z nie znoszącym sprzeciwu stwierdzeniem: Zobaczysz, będziesz chciała, a już nie będziesz mogła. No, nie zachciałam. Już nie mogę. I wcale w tej kwestii nie zmieniłam zdania, a wręcz mam wrażenie, że utwierdziłam się w słuszności mojego wyboru". 

Biografia to szczera i bezpretensjonalna, z której wyłania się również bardzo ciekawy obraz rynku muzycznego w Polsce lat 90. XX wieku. Książka na jeden wieczór, która wywoła niejeden uśmiech. 

24 sty 2021

Sny wędrują po ludziach

 Niepozorna to książka. Zaledwie sto pięćdziesiąt dwie strony. Oszczędna pod względem kolorystyki okładka. Książka powstała z rozmów, których pretekstem były ubrania do trumny. I jest to książka o czekaniu na nieuniknione, ale przede wszystkim o życiu. O doświadczeniach przechodzących ludzkie pojęcie, ale też o świecie, który powoli przemija. Jest w tych opowieściach prostota, ludowa mądrość i niespieszne zadumanie. Jest wiara i są wierzenia. Autorka zbierała historie do tej książki przez piętnaście lat. Powstała piękna, wzruszająca opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. 

A. Kuźniak, Soroczka, fot. A. Bedyńska, Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2020. 


Przeczytałam "Soroczkę" dwa razy. Za pierwszym razem wzruszenie i jakaś trudna do określenia tęsknota powodowały, że poruszona, co chwila musiałam przerywać lekturę. Z wieloma motywami, z przedstawionych przez autorkę z tak niezwykłym wyczuciem historii, spotkałam się dzięki opowieściom mojej babci. Jedna z bohaterek tak np. opowiada o snach:

"Sny wędrują po ludziach. Po domach. Po drogach. Jak wędrują, to i pewnie pobłądzą (...). Nie zawsze człowiekowi śnią się jego sny (...). Czasem to nie sen, tylko zmora dusi człowieka, a on nawet o tym nie wie". 

Przejmująca. Ważna. Trzeba. 

17 sty 2021

Książki nieprzyzwoite

Za oknem zima trzyma świat w swoich lodowatych palcach. Wydawałoby się, że to idealny czas na książkę z latem w tytule, dlatego zachęcona okładką sięgnęłam po książkę "Ostatnie lato w Nebrasce". Napisała ją autorka cieszących się niezwykłą popularnością kryminałów - Nele Neuhaus. Zainspirowana własną podróżą po Stanach Zjednoczonych, stworzyła ciekawą historię młodziutkiej Sheridan Grant, mieszkającej z rodzicami na farmie niedaleko Fairfield. 
Sheridan kocha konie oraz książki, które są dla niej przepustką do innego - niż amerykańska prowincja ze swoją zaściankowością i monotonią - świata:
"Jeszcze zanim poszłam do szkoły, umiałam czytać i pisać i w mgnieniu oka pochłaniałam każdą książkę, jaka wpadła mi w ręce. Doszło nawet do tego, że ojciec na wyraźne życzenie matki, przeniósł część książek, które ona uważała za nieprzyzwoite, na najwyższą półkę swojej obszernej biblioteki."

 Sheridan czyta wszystkie książki, jakie znajduje w domu i większość książek ze szkolnej biblioteki. Zbiory biblioteki parafialnej, do których namawia ją matka, nie znajdują jej uznania. Sheridan fascynuje "potężna biblioteka" cioci Isabelli, gdzie znajdują się zarówno "europejskie romanse" jak i "współczesna beletrystyka". Dziewczyna trafia tam na książkę pod tytułem "Żądze Henry'ego", która "opisuje akty płciowe z najdrobniejszymi detalami". Książka ta rozbudza ciekawość młodej dziewczyny i sprawia, że poznaje ona smak pierwszego seksu ale też jego bardzo ciemne strony. 

N. Neuhaus, Ostatnie lato w Nebrasce, Media Rodzina : Poznań, 2015. 

Sheridan zmagająca się z brakiem akceptacji ze strony matki, odkrywa też rodzinną tajemnicę oraz moc swojego wokalnego talentu. "Naturalna, bezczelna chęć życia", połączona z wdziękiem i właściwą młodości naiwnością wikła młodą bohaterkę w różne, niełatwe sytuacje. Sheridan marzy o tym, by "pojechać tam. gdzie ludzie są wykształceni, gdzie książki nie służą tylko za podpałkę w kominku, gdzie można pójść do muzeum albo do teatru". Marzenia te podsyca jej ciotka Isabella, która twierdzi, że:

Błędem jest wierzyć, że domem człowieka jest miejsce w którym się urodził i dorastał (...). Ale dom jest tam, gdzie jest się szczęśliwym, gdzie się kochało i gdzie doświadczało miłości
"Ostatnie lato w Nebrasce" to wciągająca, napisana przystępnie opowieść, pozwalająca na chwilę zapomnienia. Kibicowałam młodej bohaterce w jej odkrywaniu świata, tak innego od tych z kart przeczytanych książek, czasem kręcąc głową z niedowierzaniem. Trzymałam kciuki, by jej umiłowanie wolności i własnej drogi w życiu, zwyciężyło z małomiasteczkową duchotą i hipokryzją. By - trochę jak w bajce - zwyciężyła prawda, a wyrządzone krzywdy zostały wynagrodzone.  

11 sty 2021

Bestia muzyczna

 "Jakoś nie po drodze z Zauchą Krakowowi" stwierdza w biografii "Serca bicie" jeden z aktorów. I rzeczywiście - festiwal poświęcony temu wybitnemu artyście organizowany jest w Bydgoszczy, Zaucha ma swoje miejsce w Alei Gwiazd w Opolu, lecz na mapie Krakowa próżno szukać poświęconej mu ulicy (wniosek o takową złożono dopiero w ubiegłym roku). Teraz zaś poznańskie wydawnictwo opublikowało biografię Zauchy napisaną przez warszawskich dziennikarzy... Przyznaję, że do czasu lektury tej książki nie wiedziałam, że Andrzej Zaucha z Krakowa właśnie pochodził. A artystą był wybitnym, wyprzedzającym znacznie czasy, w których żył. Jeden z muzyków z nim współpracujących nazwał go "bestią muzyczną", a inny wspominał, że miał "zwierzęcą intuicję muzyczną". Aby sprawdzić, co mieli na myśli wystarczy posłuchać "Georgia on My Mind", czy utworu "Dom złej dziewczyny" w wykonaniu Zauchy.  Niezwykle utalentowany, a przy tym skromny, doskonały solo i w duetach, sprawdzał się w wielu muzycznych konwencjach, potrafił zaśpiewać wszystko i robił to z lekkością. 

K. Olkowicz, P. Baran, Serca bicie : biografia Andrzeja Zauchy, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań : 2020.

"Serca bicie" to świetnie napisana biografia, oparta na wspomnieniach osób z najbliższego otoczenia artysty. Biografia bardzo wyważona, pozbawiona taniej sensacji, opierająca się na faktach i wyczerpująco, a jednocześnie w sposób bardzo wciągający przedstawiająca artystyczną drogę tego wszechstronnego wokalisty i muzyka. To lektura od której nie sposób się oderwać i która przedstawia nieco inne od obiegowych opinii oblicze Zauchy. Brakowało takiej biografii - "Serca bicie" znakomicie tę lukę wypełnia, tym bardziej, że znajdziemy tam pełną dyskografię i wykaz wszystkich utworów Andrzej Zauchy. 

2 sty 2021

Kocham cię, Lilith

Gdy byłam bardzo młodą nie-bibliotekarką fascynowały mnie dwie powieści, do których maniakalnie wracałam, a były to "Seans" Witolda Horwatha i "Apokryf Agłai" Jerzego Sosnowskiego. Łączy te dwie powieści postać tajemniczej kobiety, nieodgadnionej femme fatale i obsesyjna, niewiarygodna miłość. Emocje towarzyszące lekturze wróciły do mnie podczas czytania debiutanckiej powieści Radka Raka "Kocham cię, Lilith". 

Bohaterem jest tu młody człowiek, który musi spędzić trochę czasu w sanatorium w górach. Nie dane jest mu jednak odpocząć w pięknych okolicznościach przyrody. Jego całą uwagę pochłania intrygująca malarka Iwona - ucieleśnienie prawdziwej kobiety:

 "Bo to była prawdziwa kobieta, i wszystkie inne wyglądały przy niej jak upudrowane trupiszony, a mężczyźni boją się prawdziwych kobiet, bo nie mają pewności, czy im się poddadzą, i będą ich podziwiać". 

Poznaje też lekarkę Małgorzatę, ale przy Iwonie wydaje się być ona zbyt zwyczajna. Zafascynowany podąża tropem Iwony, a czytelnik wędruje wraz z nim nie tylko po górskich miejscowościach, ale też po krainie wyobrażeń, baśniowych fantasmagorii. Jest bowiem powieść Raka czerpiącą z mitów, szkatułkową, pulsującą i oniryczną opowieścią, napisaną pięknym stylem i językiem, który wywołuje we mnie skojarzenia z prozą Olgi Tokarczuk:

"Na zewnątrz zmierzch, który zawsze pogłębia wrażenie nieprawdziwości świata. O zmierzchu łatwo jest wątpić w istnienie wszystkiego, łącznie z sobą samym". 
"Chyba należę do pokolenia, które nie potrafi nigdzie się należycie ukorzenić. Jesteśmy ziarnem, które padło na miejsca skaliste".  

R. Rak, Kocham cię, Lilith, Prószyński i S-ka, Warszawa : 2020. 


 Hipnotyczna gra motywami, niesamowita wyobraźnia i wrażliwość językowa składają się na wciągającą, szczerą i odważną powieść od której trudno się oderwać. Jeśli tak wygląda debiut laureata Nike, to z tym większą chęcią sięgnę po jego kolejne powieści. 

27 gru 2020

Kółko czytelnicze

Jest rok 1915. Na Salem Street w Bostonie mieści się świetlica a w niej biblioteka, gdzie kółko czytelnicze organizuje i prowadzi Edith Chevalier - drobna kobieta o okrągłej twarzy, krótkich palcach i miedzianych włosach, które zwijają się w sprężynki. Pod opiekę pani Chevalier trafia młodziutka Addie Baum - bohaterka książki "Dziewczyna z Bostonu" amerykańskiej pisarki i dziennikarki Anity Diamant. Addie uważa wstąpienie do kółka czytelniczego za początek własnego życia. Życia, którego koleje opowiada swojej wnuczce Avie. To kalejdoskop zdarzeń niełatwych, zderzeń tradycji z nowoczesnością, niezależności z wiernością społecznym nakazom. Czytelnik poznaje realia życia imigrantów w Ameryce początku XX wieku oraz  problemy z jakimi borykały się wówczas kobiety. 

A. Diamant, Dziewczyna z Bostonu, przeł. M. Koczańska, Warszawa : Wydawnictwo W.A.B, 2016. 

 "Dziewczyna z Bostonu" to książka w sam raz na świąteczne dni lub czytanie przed snem. Poprawnie napisana, z dobrze poprowadzoną fabułą, niewymagająca od czytelnika wzmożonej uwagi. Zajmująca ale nieszczególnie porywająca, bardzo pobieżnie traktująca niektóre przedstawione problemy. To niejako wspomnienia, które - bez zagłębiania się w szczegóły - można poznać podczas jednego popołudnia przy kawie i ciastku. Nie jestem jednak pewna czy nie lepiej poświęcić ten czas na lekturę dobrego reportażu. 

17 gru 2020

Lampka

"Lampka" to debiutancka powieść holenderskiej pisarki i ilustratorki Annet Schaap. To wciągająca i świetnie napisana, przejmująca opowieść o Emilii, zwanej Lampką, która wraz z ojcem latarnikiem mieszka w domu na półwyspie. Niesprzyjające okoliczności sprawiają, że światło na morzu się nie pojawia i latarnik zostaje skazany na ciągłe przebywanie w swojej latarni, a Lampka odesłana na służbę do domu admirała. Domu owianego złą sławą, nazywanego Czarnym Domem i kojarzonego z niesamowitymi opowieściami związanymi z mieszkającym tam potworem. Czytelnik razem z Lampką odkrywa tajemnicę Czarnego Domu. Poznaje wartość przyjaźni, odwagi i prawdy, ale też odcienie samotności. 

A. Schaap, Lampka, przeł. J. Jędras, Warszawa : Wydawnictwo Dwie Siostry, 2020. 


W „Lampce” autorka w niezwykle umiejętny sposób wykorzystała motywy mityczne, tworząc wspaniałą opowieść z elementami realizmu magicznego. Opowieść piękną i momentami bardzo wzruszającą. Opowieść nie tylko dla młodzieży, ale też dla tych, którzy kiedyś z wypiekami na twarzy śledzili losy Sary Crewe czy Colina Cravena i chcą znów poczuć emocje, które wtedy towarzyszyły lekturze. "Lampka" jest dla mnie taką właśnie książką, a jej lektura była prawdziwą przyjemnością. Dodaję do ulubionych. 

13 gru 2020

Prawda i cnota ginie od złota

 W 1924 roku tak pisano o tym miejscu w lokalnej prasie: "W najpiękniejszym i najzdrowszym miejscu Zakopanego, na wzgórzu Antałówki, wśród balsamicznej woni kilkudziesięciu morgów lasu szpilkowego, z przecudnym widokiem na Tatry, górując o 100 metrów nad całem Zakopanem, wznosi się budynek czteropiętrowy, widoczny z daleka. Przyjechawszy do Zakopanego, nie można go minąć, nie zaintersowawszy się nim". Dziewięćdziesiąt lat później opisał to miejsce w swojej powieści Marcin Szczygielski. 

Chodzi o wzorowany na szwajcarskich uzdrowiskach i luksusowy jak na tamte czasy pensjonat Sanato, chętnie odwiedzany przez Kornela Makuszyńskiego, a który to pensjonat staje się na kartach powieści miejscem niezwykłych wydarzeń. Jest rok 1931, gdy do Sanato przyjeżdża młody niemiecki lekarz ze swoją narzeczoną Irą. Ira jest jednocześnie pacjentką młodego Dreslera i dowodem na skuteczność jego rewolucyjnej metody leczenia gruźlicy. Ośmioro pensjonariuszy bierze udział w eksperymentalnej kuracji polegającej na wstrzyknięciu mieszanki zawierającej złoto. Ciekawe jest zestawienie ślepej wiary lekarza prowadzącego "Sanato" w skuteczność nowej terapii ze sceptycyzmem głównej bohaterki, co do nowej metody leczenia. Początkowo wydaje się, że terapia jest skuteczna, wkrótce jednak okazuje się, że pacjenci zyskują możliwość niezwykle przenikliwego oglądu rzeczywistości ale też widzą zjawiska, które do tej rzeczywistości nie przynależą...

M. Szczygielski, Sanato, wyd. II, Warszawa : Instytut Wydawniczy Latarnik, 2014. 

Szczygielski oparł swoją powieść na autentycznych zapiskach pensjonariuszki "Sanato" - Niny Ostromęckiej. Na końcu książki znajdziemy fotografię Niny i pozostałych pacjentów biorących udział w eksperymencie, a także kilka słów na temat dalszych ich losów. W oparciu o ich historię stworzył powieść niezwykle klimatyczną, dopracowaną pod względem detali historycznych i języka. Powieść wciągającą od której trudno się oderwać, gdzie z każdą stroną rośnie napięcie, a początkowa, spokojna atmosfera górskiego pensjonatu zostaje zastąpiona klimatem rodem z "Lśnienia" Kinga. Może lektura, gdzie ludzie zmagają się z chorobą nie jest najbardziej trafnym czytelniczym wyborem w obecnych, trudnych czasach. W odbiorze pomaga tu umiejscowienie akcji w okresie międzywojennym oraz niezwykła sprawność językowa autora, która powoduje, że świat przedstawiony w powieści hipnotyzuje i pochłania, pozwalając zapomnieć o tym, co dookoła. 

23 lis 2020

Kwiat wiśni i niespełniony pisarz

 Dziś chciałabym Wam polecić prostą, ale treściwą, piękną i wzruszającą opowieść "Kwiat wiśni i czerwona fasola". Bohaterem tej książki jest Sentaro, który na co dzień pracuje w sklepie z dorayaki (naleśnikami ze słodkim nadzieniem z czerwonej fasoli). Interes nie idzie najlepiej, a Sentaro oddaje się marzeniom o karierze pisarza. Pewnego dnia próg sklepiku przekracza Tokue, która jak się okazuje ma duże doświadczenie w kuchni i niebywały talent kulinarny. Przekazuje swoją wiedzę młodemu Sentaro, a ich spotkanie okaże się czymś więcej niż tylko wymianą sposobu na najlepsze słodkości...

Durian Sukegawa, Kwiat wiśni i czerwona fasola, Kraków : Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2018.


"Czasem brak zrozumienia u innych ludzi niszczy wszystko, nawet jeśli staramy się wieść przykładne życie" - twierdzi Tokue. Ona, młody Sentaro i towarzysząca im gimnazjalistka Wakana spotykają się ze społecznym niezrozumieniem i odrzuceniem, choć każde z innego powodu. Bohaterowie borykają się też z trudną przeszłością, ale wzajemnie uczą się poszukiwania sensu w tym, co ich spotyka, a rodząca się między nimi przyjaźń niesie ukojenie. Warto. 

18 lis 2020

Źródło wciąż bije

"Zawsze trzeba opowiadać historie, zanim wystygną" - uważa Fatu, prowadząca w jednej z paryskich kamienic, kawiarnię pod jakże praktyczną nazwą "W Robocie". Fatu  opowiada anegdoty i zasłyszane historie swemu synkowi Felixowi. Nadaje też bywalcom swojej niezwykłej kawiarni oryginalne przydomki, lepiej niż imiona oddające ludzki charakter. W wyniku splotu pewnych niesprzyjających okoliczności Fatu zamyka się w sobie, staje się melancholijna i jakby nieobecna. Gaśnie jej wewnętrzna iskra, pozbawiając ją energii i ciekawości świata. Zaniepokojony tym Felix sprowadza na pomoc wujka Bambę, w nadziei, że ten przywróci uśmiech na twarzy Fatu. Okazuje się jednak, że aby ratować mamę Felix będzie musiał zabrać ją do Afryki, miejsca gdzie Fatu przyszła na świat. 

E.-E. Schmitt, Félix i niewidzialne źródło, tł. Łukasz Müller, Kraków : Znak, 2019. 

"Felix i niewidzialne źródło" to piękna opowieść, która - choć na pozór prosta - zawiera w sobie wiele wątków. Mam wrażenie, że to czego akurat szukamy wybrzmi w tej opowieści najbardziej i w tym znaczeniu to historia magiczna. Czytałam tę książkę po powrocie z rodzinnych stron, więc dla mnie to przede wszystkim opowieść o sile korzeni, o mocy miejsca, gdzie człowiek przyszedł na świat. Warto sprawdzić jakie przesłanie niesie dla Was ta niezwykła książka.

11 lis 2020

Kwiaty i bibliotekarka

Mam dziś dla Was przepiękną opowieść, która w środku listopadowej niepogody, przeniesie Was do pięknej Australii, pachnącej kwiatami. To zachwycająca, debiutancka powieść Holly Ringland "Wszystkie kwiaty Alice Hart". Powieść, która urzeka stylem i klimatem, z nietuzinkową bohaterką, która musi zmierzyć się z życiowymi przeciwnościami. 

H. Ringland, Wszystkie kwiaty Alice Hart, przeł. Ewa Penksyk-Kluczkowska, Warszawa : Wydawnictwo Marginesy, 2018.


Bohaterką tej opowieści jest Alice Hart, która nie miała łatwego startu w życie. Jej dzieciństwo naznaczone było wybuchami agresji ojca i cierpieniem matki. Alice odnajdywała wytchnienie w książkach. Najchętniej czytała mity i opowieści związane z ogniem. Pewnego dnia sama trafiła do biblioteki, gdzie poznała Sally - "młodą kobietę o gęstych włosach i szerokim uśmiechu". Bibliotekarka wyjaśniła Alice, że "biblioteki to miejsca przyjazne", gdzie "każdy jest mile widziany". Założyła dziewczynce kartę i pomogła wybrać książkę, bo Alice chciała zabrać do domu pół biblioteki. To spotkanie nie było ostatnim spotkaniem miłej bibliotekarki i młodej miłośniczki książek. Jednak ich drogi rozeszły się kiedy Alice straciła rodzinę. Wtedy przestała mówić i trafiła na farmę kwiatów prowadzoną przez jej babcię. Nauczyła się mowy kwiatów ("Mowa kwiatów stała się językiem, któremu najbardziej ufała") i poznała rodzinne tajemnice. Kiedy dorósłszy postanowiła żyć na własną rękę, bolesna przeszłość wróciła do niej z zaskakującą siłą. Czytelnik towarzyszy Alice w niełatwych wyborach, przeżywa z nią całą gamę emocji, odkrywa z narastającym napięciem historie z przeszłości. 

"Wszystkie kwiaty Alice Hart" to magiczna i jednocześnie poruszająca opowieść o kobiecej sile. O tym, że nawet jeśli przeszłość jest trudnym bagażem, to zawsze znajdzie się w nim coś cennego, co warto nieść przez życie. To też historia o odnajdywaniu siebie, wolności i zaczynaniu od nowa. Czytając miałam odczucie, że to powieść napisana prosto z serca. To książka z gatunku tych, które czyta się powoli z obawy, że zbyt szybko się skończą a po przeczytaniu szuka się podobnej opowieści, pozostając w niedosycie. Wyjątkowy debiut. 




9 lis 2020

Bibliotekarka z Auschwitz

"Chęć przetrwania prowadzi do takiej degradacji moralnej, że własny strach i cierpienie przekuwane są na drażliwość i złość. A krzywdzenie innych urasta do rangi aktu sprawiedliwości, niosącego ulgę w udręce" - tak opisuje obozową rzeczywistość Edita Adlerova, nastoletnia bohaterka książki "Bibliotekarka z Auschwitz". Książki opartej na prawdziwej historii Dity Kraus

Edita pochodzi z Pragi i podczas wojny trafia najpierw do getta w Terezinie, gdzie pomaga bibliotekarce pannie Sittigovej, rozwozić wózkiem książki po "budynkach tego miasta-więzienia":

"Mieszkańcy utrudzeni pracą w warsztatach, fabrykach, odlewniach i na polach, chętnie brali coś z biblioteki na kółkach. Chociaż panna Sittigova wspominała również, że często kradziono książki, i to nie zawsze po to, żeby je czytać; czasem żeby wykorzystywać je jako papier toaletowy albo podpałkę do piecyków. Tak czy inaczej, książki były towarem bardzo pożądanym". 

Kolejnym etapem upiornej wędrówki nastolatki jest Auschwitz-Birkenau. Tam Edita trafia do tzw. obozu rodzinnego, gdzie zostaje bibliotekarką bloku 31, a jej biblioteka to osiem ukrywanych książek, które dotarły tam za pomocą personelu technicznego. Dita "miała wydawać książki nauczycielom, a po lekcjach zabierać je i na koniec dnia chować do skrytki":

"Rzeczami, których tak strasznie obawiają się bezlitośni obrońcy Rzeszy, są książki: stare, zniszczone, bez okładek, z powyrywanymi kartkami, rozpadające się. Jednak naziści w sposób obsesyjny tropią je, tępią, ścigają (...). Książki są bardzo niebezpieczne, skłaniają do myślenia". 

Oprócz tych kilku książek w obozie rodzinnym funkcjonuje "żywa biblioteka":

 "Nauczyciel, który znał dobrze jakieś dzieło literackie, stawał się człowiekiem-książką. I odtwarzał tekst z pamięci po kolei różnym grupom dzieci". 

"Przegryzasz strach i go połykasz. I idziesz dalej. Ludzie odważni karmią się własnym strachem" - radzi ktoś młodej bibliotekarce. Edita poza ryzykowaniem życia w opiece nad najmniejszą biblioteką, stara się też czytać, aby oderwać się od upiornej rzeczywistości, bo  "zacząć książkę, to jak wsiąść do pociągu, który zawiezie cię na wakacje". Wraca też myślami do jedynej książki, którą jej ojciec zabrał do Terezina, czyli "Czarodziejskiej góry". 

A. G. Itrube, Bibliotekarka z Auschwitz, Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2020.

"Bibliotekarka z Auschwitz" to książka, którą bardzo trudno jest mi zrecenzować. Jest to powieść oparta na wątkach biograficznych, odwołująca się też wprost do konkretnych dat i faktów. Momentami nierówna, chaotyczna jeśli chodzi o rozłożone akcenty, porzucone wątki, czy budowanie postaci. Najlepiej moje odczucia po tej lekturze wyraża fragment wywiadu z dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, p. Piotrem Cywińskim:

Niektórzy potrzebują do tej opowieści [o obozach koncentracyjnych] superbohaterów. I tu też zachodzi jakiś dla mnie niewygodny, może nieprawdziwy, proces myślenia. Bo historia dotyczyła ponad miliona osób i albo przyjmiemy retorykę, że każdy z nich był męczennikiem czy bohaterem, albo zaczniemy tworzyć wyjątki. A tworząc je bez znajomości źródeł znów odkształcamy historie. Pytanie podstawowe jest jednak takie: w jakim celu chcemy tę czy inną postać umieścić wśród superbohaterów. Dlaczego np. ma to być tatuażysta i akuszerka? By pokazać, że byli ludzie, którzy wybijali się z tłumu, robili coś dobrego, czy po to, by tylko rozbudzać emocje; wywoływać płacz, rozpacz, czasem dumę i radość. Dlaczego te emocje są celem ostatecznym? Dlaczego jedyną refleksją, która zostaje po przeczytaniu takiej książki jest żal? Dlaczego nie ma tam nic więcej, nie stają się one źródłem głębszej refleksji na temat człowieczeństwa, czy jednostki wpisanej w tragiczną historię?

Cały wywiad do przeczytania tu>>>> 

26 paź 2020

Enola Holmes

"Sprawa zaginionego markiza” to wciągająca i bardzo dobrze napisana opowieść o Enoli Holmes, młodszej siostrze słynnego Sherlocka i Mycroft’a. Pewnego dnia z terenu posiadłości, gdzie mieszka Enola znika w niewyjaśnionych okolicznościach matka dziewczynki. Enola próbuje dociec dlaczego tak się stało. Staje też przed trudnym zadaniem przekonania do swoich detektywistycznych umiejętności swojego starszego i niezwykle popularnego brata, który uważa, że kobiety nie mają zdolności dedukcyjnych, ponieważ mają zbyt małe mózgi… Los stawia dziewczynkę przed okazją by dowieść jak bardzo Sherlock się myli – zajmuje się zagadką zaginięcia młodego markiza.

N. Springer, Enola Holmes : sprawa zaginionego markiza, tł. E. Gałązka-Salamon, Warszawa : Wydawnictwo Poradnia K, 2018. 


Autorka prowadzi fabułę w sposób tak ciekawy, że czytelnik kibicuje głównej bohaterce w jej detektywistycznych zmaganiach. Zbuntowana, jeżdżąca na rowerze w pumpach, nie przywiązująca uwagi do konwenansów bohaterka, wzbudza sympatię już od pierwszych stron. Poznajemy świat oczami Enoli – dziewiętnastowieczny Londyn, różniący się od powszechnych wyobrażeń, pełen kontrastów oraz duszący niczym gorset świat arystokratycznych obyczajów. „Sprawa zaginionego markiza” to świetna lektura dla młodszych i wciąż młodych duchem czytelników. Może być też doskonałym punktem wyjścia do przeprowadzenia interesujących zajęć w bibliotece czy szkole (Enola musi rozszyfrować pozostawione dla niej wiadomości, czytelnik poznaje kilka sposobów kodowania informacji). Z niecierpliwością czekam na kolejne części przygód tej nietuzinkowej bohaterki. 

21 paź 2020

Listy gończe za czytelnikami

 "Kiedyś śniło mi się, że idę do biblioteki z czerwonym koszykiem z Biedronki, a w środku mam na wszelki wypadek śpiwór, bo wiem, że to będzie strasznie długa i wyczerpująca droga. Kiedy wchodzę do budynku, widzę, że wszędzie wiszą listy gończe. Okazuje się, że ktoś ukradł ze zbiorów wszystkie książki z epoki oświecenia i zasikał regał. Bibliotekarki powiesiły na ścianie specjalną tablicę korkową, do której przyczepiły listy dzieci błagających o zwrot swoich ulubionych książek". 

Tak o swoim śnie opowiada bohaterka książki "Pustostany" Doroty Kotas. Dziewczyna mieszka w opuszczonej kamienicy, w której zostały już tylko przedmioty - kompasy dawnego życia. Bohaterka korzysta z tych pozostałości żywej codzienności - szczególnie z ubrań, co pomaga jej w kontaktach ze światem zewnętrznym, którego unika. Chętnie dałaby "swojej martwej podobiźnie w formacie A3 zastąpić się przed ludźmi", bo "nie ma najlepszego zdania na temat ludzi", którzy "wydają jej się dziwni". Uważa, że "ogólnie życie nie jest złe, kiedy się je ogranicza, kiedy się z nim nie przesadza, kiedy przestaje cię naprawdę dotyczyć". Nie pracuje, choć czasem próbuje "stać się częścią społeczeństwa" i "dołączyć do drużyny", ponieważ "dobrowolne wychodzenie z domu" wydaje jej się "perwersyjne". Szuka stałej pracy w miejsce mniej lub bardziej produktywnych zajęć. Najchętniej jednak obserwuje to, co dzieje się w otoczeniu kamienicy i na pobliskim bazarze. Jej hipnotyzująca, niespieszna, momentami oniryczna opowieść dotyczy zwyczajnych sytuacji, z których wyłuskuje absurdy i które puentuje w nieoczywisty sposób. 

D. Kotas, Pustostany, Warszawa : Niebieska Studnia, 2019. 

"Pustostany" to bardzo udany debiut, doceniony podczas piętnastej edycji Nagrody Literackiej GDYNIA. To zbiór zapisów z codzienności wyłapanych bardzo czułym sejsmografem i tworzących momentami zabawny, chwilami melancholijny kalejdoskop, który warto poznać i dawkować sobie dla pełnego rozsmakowania się w tej bardzo ciekawej prozie obiecującej autorki.  


20 paź 2020

Królowa wody

„Królowa wody” Marcina Szczygielskiego to powieść oparta na motywach, które czytelnik zna z poprzednich książek autora. Główna bohaterka przeżywa życiowe zmiany w postaci przeprowadzki i nowej rodziny, a fabułę wzbogacają elementy fantastyczno-baśniowe. Aga przenosi się z mamą i jej partnerem (Paweł pracuje w bibliotece akademickiej, niestety wątek ten nie jest w powieści rozwinięty) do starego domu pod Warszawą. Trudno jej się oswoić z nowym miejscem, a przede wszystkim z Aleksem – synem Pawła. Stary dom, odziedziczony po wujku Pawła, na młodej dziewczynie sprawia wrażenie ruiny, jednak wkrótce Aga przekonuje się, że siedlisko i jego otoczenie skrywają wiele tajemnic… 
 
M. Szczygielski, Królowa wody, Warszawa : Instytut Wydawniczy Latarnik, Oficyna Wydawnicza AS, 2019.

„Królowa wody” to powieść, która zachwyca oprawą graficzną. Przyciągnął mnie do niej również motyw starego, tajemniczego domu i żywiołu wody. Jednak fabularne rozwiązanie nieco rozczarowało, podobnie jak otwarte zakończenie, sugerujące kolejną część opowieści. Nie zawiódł natomiast niezwykły zmysł obserwacji autora, co przełożyło się na wiarygodność młodych bohaterów (zachowanie i język którym się posługują). Przystępna fabuła, zawierająca w sobie zagadkę, może zachęcić do czytania i poznania dawnych wierzeń i baśni związanych z wodą. Może być też świetnym punktem wyjścia do przeprowadzenia zajęć w bibliotece.